Enea AZS nie pozostawiła złudzeń rywalkom zza granicy
Podopieczne trenera Wojciecha Szawarskiego zmagania w Lublinie rozpoczęła już w sobotę, kiedy to przystąpiła do starcia z Basketem Slovanka Praga. Pierwsza kwarta zdecydowanie nie zwiastowała jednostronnej rywalizacji na korzyść Enei AZS Politechniki. Akademiczki co prawda prowadziły po niej 32:23, ale było to głównie zasługą dwóch ostatnich minut, kiedy to zanotowały świetną serię punktową. Poza tym przez większość czasu różnice w wyniku na tablicy świetlnej oscylowały wokół 3-5 oczek.
Wysokie tempo narzucone przez wicemistrzynie Polski było coraz mocniej odczuwalne w szeregach ich rywalek. W drugiej kwarcie akademiczki pozwoliły swoim przeciwniczkom na zdobycie zaledwie pięciu punktów, a samemu zdobyły ich aż 23. Dzięki temu na przerwę schodziły w dobrych nastrojach, gwarantując sobie niczym niezagrożone prowadzenie 55:28. Trener Wojciech Szawarski miał powody do zadowolenia, widząc jak radził sobie jego zespół po obu stronach parkietu.
Po pięciu minutach trzeciej kwarty Enea AZS Politechnika dorzuciła na swoje konto kolejne 13 punktów, a ich rywalki z Czech... zaledwie jedną trójkę. Cztery oczka to wszystko na co stać było Basket Slovankę w tej części spotkania. Tymczasem ich rywalki wrzuciły im jeszcze dziewięć oczek, odjeżdżając z wynikiem 75:31. Mecz na dziesięć minut przed końcem był w teorii rozstrzygnięty.
Wtedy to jednak zawodniczki Basketu Slovanka Praga ponownie się przebudziły i nie dopuściły do tego, by Enea AZS Politechnika zapewniła sobie łatwe zwycięstwo. Oba zespoły ewidentnie poszły na wymianę ciosów. Podopieczne Wojciecha Szawarskiego zdołały jeszcze zdobyć 15 oczek natomiast Czeszki odpowiedziały na to przebijając wynik Polek o trzy punkty więcej. Niezła końcówka ekipy ze stolicy Czech nie zmieniła tego, iż końcowy wynik wyniósł aż 90:49 dla wicemistrzyń Polski.
Świetne wrażenie z tego spotkania zrobiły w szczególności wyniki punktowe niektórych postaci Enei AZS Politechniki. Laura Miškiniene mogła się pochwalić aż 23 oczkami na koncie, a Feyonda Fitzgerald miała ich 18. Amerykanka tym samym podkreśliła swój status potencjalnej super strzelczyni. Na szczególną uwagę zasługują też dwa naprawdę dobre wyniki osiągnięte przez młode koszykarki: Wiktoria Haegenbarth miała ich 18, a Malina Piasecka 12.
Enea AZS zagięła złote medalistki. Znów pokazała, iż stać ją na wszystko
Mecz finałowy z AZS-em UMCS-em Lublin był już dużo ciekawszy. Zespół trenera Marka Lebiedzińskiego wszedł w niego mocnym uderzeniem prowadząc do szóstej minuty spotkania aż 17:5! Enea AZS Politechnika robiła co mogła w strefie podkoszowej aby zmniejszyć stratę do przeciwniczek, ale po pierwszej kwarcie wynik wynosił 24:13 dla gospodyń. To dobitnie pokazało, iż osłabienia kadrowe po mistrzowskim sezonie nie wpływają na drastyczne spadki jakości zespołu.
Druga kwarta spotkania przyniosła jednak potrzebny wstrząs dla ekipy Wojciecha Szawarskiego. Wicemistrzynie Polski w imponującym tempie zaczęły gonić swoje przeciwniczki, zbijając w pewnym momencie wynik do zaledwie 25:32. Przez cały czas AZS UMCS miał swoje niedawne rywalki z finałów "na ogonie" i kilka brakowało do tego, by na przerwę gospodynie schodziły niepocieszone. Dzięki adekwatnej reakcji na dwie minuty przed końcem, udało się utrzymać wynik 40:37, ale jeden błędny krok mógł wiele kosztować ekipę Marka Lebiedzińskiego.
W końcu jednak w trzeciej kwarcie Enea AZS Politechnika już po pięciu minutach gry dopięła swego i wyszła na upragnione prowadzenie 47:44. Wtedy to koszykarki z Poznania musiały udowodnić, iż potrafią kontrolować sytuację za plecami, zarządzając prowadzeniem. Finalnie zdały test wyjątkowo pomyślnie! Na 120 sekund przed czwartą kwartą potrafiły prowadzić w meczu choćby dziesięcioma punktami, co przełożyło się na wynik 62:53 i względnie stabilną sytuację w końcówce.
AZS UMCS Lublin strat do swoich rywalek już nie nadrobił. Enea AZS Politechnika zaczęła odjeżdżać choćby na odległość 9-10 punktów. Regularność kolejnych zdobyczy gospodyń zdecydowana ustępowała skuteczności Poznanianek. Na pięć minut przed końcem tryby machiny trenera Lebiedzińskiego ostatecznie się zatarły, a przyjezdne nie zdjęły nogi z gazu już do samego końca wygrywając cały mecz 79:62. Tym samym znów pokazały, iż nie ma dla nich rzeczy niemożliwych i są w stanie odwracać wyniki w trudnych sytuacjach z niewygodnymi rywalkami.
- W drugiej kwarcie Poznań wrócił przez nasze proste błędy. Dużo wymuszonych strat, dwa razy oddaliśmy piłkę przez linię. Tego nie możemy robić, nie możemy oddawać łatwych punktów. o ile to się dzieje, przeciwnik gwałtownie wraca do meczu. Później myślę, iż zabrakło nam trochę siły w trzeciej i czwartej kwarcie. Poznań postawił mocniejsze warunki, mocniej bronił. Słaba była komunikacja, o ile chodzi o proste rzeczy na zasłonach. Zabrakło też na pewno walki i zbiórki w obronie - dzielił się spostrzeżeniami trener AZS UMCS Lublin, Marek Lebiedziński.
Więcej plusów niż minusów. Co dolega kluczowym ogniwom drużyny?
Ostatnie wyniki Enei AZS Politechniki dostarczają powodów do optymizmu z kilku powodów. Po pierwsze zespół udowodnił, iż potrafi wygrywać ze zróżnicowanymi rywalkami, a zawodniczki spełniają oczekiwania. Feyonda Fitzgerald imponuje w ofensywie, Laura Miskiniene nawiązuje do formy sprzed kontuzji, a młodzieżowe koszykarki potrafią brać na sobie ciężar odpowiedzialności w ważnych momentach.
Optymizmu dodaje też fakt, iż drużyna świetnie spisuje się na parkiecie choćby bez dwóch podstawowych zawodniczek. G'mrice Davis wciąż nie pokazała jeszcze na co ją stać w barwach Enei AZS, ale jak przekonuje nas prezes Łukasz Zarzycki, jest już coraz bliżej powrotu do gry. Nieco gorzej brzmi natomiast diagnoza Anny Jakubiuk czyli jednej z najjaśniejszych postaci w zespole w trakcie sparingów. Jej problem ze stopą powoduje, iż była skrzydłowa VBW Gdynia do gry wróci najprawdopodobniej za maksymalnie 2-3 tygodnie, o czym poinformował nas działacz klubu.
To szczególnie kiepska wiadomość z tego względu, iż Anna Jakubiuk to jedna z najlepiej dysponowanych postaci w drużynie Wojciecha Szawarskiego i jedna z liderek punktowych. Tymczasem już 23 września akademiczki pojadą na Litwę, by zmierzyć się z Kibirkstisem Wilno. jeżeli tam zdołają wygrać, 30 września zagrają z węgierskim Sopronem. Natomiast już 4 października natomiast zainaugurują sezon w Orlen Basket Lidze przeciwko Wiśle Kraków w hali poznańskiej politechniki przy ul. Piotrowo 4.
Nadprogramowe urazy i tym samym nieobecności czołowych postaci na tym etapie będą już wyjątkowo mocno odczuwane. Pozostaje mieć zatem nadzieje, iż problemy Anny Jakubiuk to już ostatnie, co spotka Eneę AZS Politechnikę w niedalekiej przyszłości. Czas w zakresie powrotów do zdrowia gra już teraz na niekorzyść wicemistrzyń kraju.












![Polacy zwyciężyli z Macedonią Północną. Bardzo udany występ Bołądzia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/-/000NAAXE1IGSO280-C461.jpg)

