Enea AZS przegrywa akademickie derby z UMCS-em. Gwiazdy Lublinianek nie zawiodły

1 godzina temu

AZS UMCS Lublin prześcignął Eneę AZS. Nagła zapaść srebrnych medalistek

Pierwsze pięć minut spotkania było dla zespołu AZS-u UMCS-u Lublin mocno chaotyczne. Gospodynie postawiły na zdecydowane, szybkie ataki, pozbawiając się długotrwałego posiadania piłki. Mistrzynie Polski nie potrafiły oddać celnego rzutu przez trzy minuty, pudłując choćby layupy. Enea AZS Politechnika była o wiele lepiej zorganizowana i bez problemu przejęła pełną kontrolę nad początkiem spotkania. Zapewniła ją sobie regularnie wygrywanymi zbiórkami po obu stronach parkietu, gdzie dominowały Davis oraz Miskiniene.

Jednakże w okolicach połowy pierwszej kwarty AZS UMCS Lublin dogonił swoje przeciwniczki. Zdecydowanie zbyt łatwo wypracowywały sobie one czyste pozycje w "pomalowanym" po nieco bardziej cierpliwym i co ważne dokładniejszym rozegraniu. Równocześnie Enea AZS Politechnika miała coraz trudniejsze zadanie na połowie przeciwniczek. Przyjezdne były mocno wypychane spod ich kosza, a na domiar złego na trzy minuty przed końcem pierwszej części spotkania obie ekipy coraz częściej wymieniały się prowadzeniem.

Ostatecznie znakomity, szybki atak w wykonaniu podopiecznych Wojciecha Szawarskiego pozwolił jego podopiecznym wyjść na drugą kwartę z wynikiem 23:18. W świetnej formie znajdowała się dziś Anna Jakubiuk, która była kluczową punktującą. Do tego wspierały ją też Jovana Popović i Feyonda Fitzgerald. Pierwsze pięć minut tej części meczu zmieniło się w wymianę ciosów, w której to o korzystnym wyniku decydowała przede wszystkim skuteczność pod koszem. Obie ekipy na celny rzut odpowiadały chwilę później celnym rzutem.

Enea AZS Politechnika próbowała się trzymać na powierzchni, ale końcówka drugiej kwarty przyniosła jej niemal wyłącznie same problemy. Zawodniczki AZS-u UMCS-u grały jak natchnione po tym, gdy Courtney Treffers pokazała swoimi rzutami, iż obrona rywalek nie wygląda na tak trudną jak to się mogło wydawać. Kiedy przyjezdne złapały przestój w ofensywie, mistrzynie Polski błyskawicznie to wykorzystały za sprawą mocnych wejść pod kosz autorstwa Catherine Reese oraz udanym próbom rzutowym Tadić i Sellers. Widać było jak ich pewność siebie rośnie z akcji na akcje, a gospodynie nie mają żadnych oporów przed mocnymi wjazdami na obręcz.

Blisko sześć minut bez punktów bardzo słono kosztowało zespół trenera Wojciecha Szawarskiego. AZS UMCS schodził na przerwę prowadząc 42:34 po tym, gdy wydawało się, iż to Enea AZS Politechnika znajdowała się na najlepszej drodze do zostawienia w tyle gospodyń. Kluczem do odzyskania prowadzenia wydawały się przede wszystkim częstsze punkty ze strony Laury Miskiniene i G'mrice Davis. Obie zawodniczki prezentowały się bardzo dobrze przy zbiórkach, ale równocześnie dały swojej drużynie tylko po dwa oczka.

Koncert Matei Tadić i Catherine Reese odebrał szanse na wygraną Enei AZS

Enea AZS Politechnika także po powrocie na parkiet nie znajdowała sposobu na zapewnienie sobie serii punktowej. Po stronie akademiczek z Poznania brakowało opcji, na których można było oprzeć grę. Sama Anna Jakubiuk nie dawała rady odrobić strat przeciwko mocnej obronie UMCS-u.

Tymczasem dla Matei Tadić nie było straconych piłkek - znakomita rozgrywająca za każdym razem potrafiła wycisnąć maksimum ze swoich akcji głównie za sprawą częstych rzutów osobistych. Po sześciu minutach trzeciej kwarty wynik wynosił 51:41 dla gospodyń, co wskazywało na to, iż podopieczne Wojciecha Szawarskiego musiły jak najszybciej gonić za mistrzyniami kraju.

Przyjezdne nie dawały rady wykorzystać straty Shyanne Sellers, a parkiet stał się królestwem Matei Tadić, która kontrolowała przebieg gry jak przystało na jedną z najlepszych rozgrywających w lidze. Enei AZS Politechnice zdawało się też brakować pary, a gospodynie jak na złość złapały drugi oddech w końcówce. Przyjezdne poruszały się zdecydowanie wolniej pod obręczą przeciwniczek w związku z czym mistrzynie Polski łatwo i sprawnie eliminowały zagrożenia ze stronych srebrnych medalistek.

Na dziesięć minut przed końcem meczu Enea AZS Politechnika miała za zadanie nadrobić 16 punktów straty przy wyniku 47:64, ale przy mnogości ogniw UMCS-u Lublin była to prawieże misja niemożliwa. Drużyna trenera Szawarskiego budowała swoje nadzieje na korzystny wynik dzięki świetnym rzutom Maliny Piaseckiej i ciężkiej pracy Wiktorii Haegenbarth. Matea Tadić wciąż była jednak niepowstrzymana. Dzięki wsparciu Catherine Reese Lublinianki utrzymywały blisko 20-punktową przewagę w meczu choćby mimo przebudzenia swoich rywalek w ofensywie.

Podopieczne trenera Marka Lebiedzińskiego wrzuciły w swojej grze szósty bieg i w końcówce postawiły na jeszcze mocniejszy pressing już pod koszem przeciwniczek. Enea AZS Politechnika mimo bardzo niekomfortowych warunków na parkiecie goniła jednak za swoimi przeciwniczkami ze wszystkich sił. W zespole przyjezdnych wreszcie przebudziła się Laura Miskiniene, ale też swoje cegiełki do comebacku dokładała Jovana Popović. Niestety poziom obrony mistrzyń Polski, a także ich znakomite indywidualności w ataku przeważyły szalę na ich korzyść. Tym samym Enea AZS Politechnika poniosła dziś pierwszą porażkę w tym sezonie.

Lotto AZS UMCS Lublin - Enea AZS Politechnika Poznań 80:71 (18:23, 22:11, 22:13, 16:24)

UMCS: Sellers (9 punktów, 2 zbiórki), Tadić (18 punktów, 9 zbiórek, 9 asyst), Rembiszewska (4 punkty, 1 zbiórka, 1 asysta), Reese (21 punktów, 8 zbiórek), Ignerska (3 punkty, 2 zbiórki, 5 asyst), Wojtaka (3 punkty, 6 asyst), Stępień (3 punkty, 2 zbiórki, 1 asysta), Treffers (19 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty).

Enea: Fitzgerald (11 punktów, 2 zbiórki, 1 asysta), Davis (4 punkty, 9 zbiórek, 1 asysta), Miskiniene (10 punktów, 11 zbiórek, 2 asysty), Jakubiuk (17 punktów, 6 zbiórek, 2 asysty), Piasecka (10 punktów, 4 zbiórki, 1 asysta), Pszczolarska (3 zbiórki, 2 asysty), Popović (15 punktów, 4 zbiórki, 6 asyst), Główczak (2 zbiórki), Haegenbarth (4 punkty, 1 zbiórka).

Idź do oryginalnego materiału