We wtorek, 22 września, mieszkańcy Świnoujścia będą mogli bezpłatnie korzystać z autobusów Komunikacji Autobusowej. Miasto zachęca, aby zostawić samochód na parkingu i przesiąść się do komunikacji miejskiej.
I właśnie przy takich okazjach warto zadać jedno podstawowe pytanie:
czy politycy europejscy, przedstawiciele rządu, parlamentarzyści, ministrowie, prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie i samorządowcy również są gotowi stosować zasady, które tak chętnie promują wśród obywateli?
Bo łatwo jest powiedzieć mieszkańcom: zostawcie samochód.
Łatwo jest organizować Europejski Dzień bez Samochodu, promować transport publiczny, ekologiczne podróżowanie i ograniczanie ruchu samochodowego.
Ale czy przykład idzie z góry?
Politycy europejscy podróżują pomiędzy krajami i miastami. Politycy rządowi uczestniczą w spotkaniach, konferencjach i delegacjach. Samorządowcy również korzystają z samochodów podczas wykonywania swoich obowiązków.
I nie ma w tym nic dziwnego. Samochód czy samolot często są po prostu narzędziem pracy.
Tylko skoro tak jest, to może warto zrozumieć również zwykłego mieszkańca.
Bo dla niego samochód również bardzo często jest narzędziem pracy i codziennego życia.
To nim jedzie rano do pracy. To nim zawozi dziecko do szkoły lub przedszkola. To nim jedzie po zakupy, do lekarza, do rodziców albo załatwia sprawy na drugim końcu miasta.
Dlaczego więc korzystanie z samochodu przez polityka czy urzędnika ma być uzasadnione obowiązkami, a mieszkaniec ma być przekonywany, iż powinien z samochodu zrezygnować?
Zacznijcie od siebie
Jeżeli politycy europejscy chcą przekonywać ludzi do ograniczania samochodów — niech sami pokazują przykład.
Jeżeli politycy rządowi zachęcają do transportu publicznego — niech pokażą, jak często sami z niego korzystają.
Jeżeli samorząd organizuje Dzień bez Samochodu — niech mieszkańcy zobaczą tego dnia prezydentów, burmistrzów, radnych i urzędników jadących do pracy autobusem.
Wtedy taka akcja będzie znacznie bardziej wiarygodna.
Bo największy problem pojawia się wtedy, kiedy obywatel słyszy kolejne wezwania do ograniczania własnej wygody, podczas gdy osoby tworzące i promujące te rozwiązania nie pokazują, iż podobne ograniczenia dotyczą także ich.
Nie chodzi o to, żeby zakazywać politykom jazdy samochodem.
Nie chodzi też o to, żeby podważać sens komunikacji miejskiej.
Darmowe autobusy są dla mieszkańców konkretną korzyścią i każdy, kto chce, powinien z nich skorzystać.
Chodzi o coś znacznie prostszego:
jeżeli chcecie zmieniać nasze przyzwyczajenia, najpierw pokażcie własnym przykładem, iż sami jesteście gotowi je zmienić.
Dotyczy to Brukseli.
Dotyczy to Warszawy.
Dotyczy to również każdego urzędu miasta i każdej gminy w Polsce.
Bo obywatel nie powinien być traktowany jak ktoś, komu trzeba nieustannie tłumaczyć, jak ma żyć, czym ma jeździć i z czego ma rezygnować.
Ludzie potrafią sami podejmować decyzje.
Jeżeli komunikacja publiczna będzie tańsza, szybsza, wygodniejsza i bardziej dostępna, wielu mieszkańców wybierze ją bez żadnych kampanii i ideologicznych haseł.
Europejski Dzień bez Samochodu? Proszę bardzo.
Ale politycy europejscy, rządowi i samorządowi — zacznijcie od siebie.

1 godzina temu














