Od czerwca, po pierwszej fali 40-stopniowych upałów, firmy montujące klimatyzację przeżywają oblężenie, zainteresowanie wzrosło siedmiokrotnie w porównaniu do ub.r. A jak jest popyt, to i cena rośnie. w tej chwili taka zimna przyjemność to średnio koszt 6-10 tys. zł w zależności od metrażu i klasy sprzętu. No i trzeba czekać, bo fachowcom pali się teraz robota w ręku. jeżeli ktoś ma miesięczny termin instalacji, to jak w totka wygrał.
A to nie koniec kosztów, bo klimatyzacja na korbkę nie działa, wymaga prądu. I to sporo. Wątpię też, by na klimę zdecydowali się stypendyści ZUS z wyższych pięter miejskich kamienic i bloków, którzy liczą każdy grosz.
Tak, to pierwszy problem i tak namacalny dla zwykłych ludzi koszt, jaki w Polsce przynosi globalne ocieplenie. Tego określenia bardzo nie lubią po prawej stronie, a „foliarze” różnej maści robią wszystko, żeby zaprzeczyć zmianom klimatycznym, nazywając je wymysłem, lewackim spiskiem i nową religią dla mas. Jakie ocieplenie, pytają, skoro w zimie w Polsce był śnieg i mróz. Nie ma jednak sensu wchodzić w nimi w spór, bo tu nie chodzi o wiedzę lub jej brak, ale stan umysłu. To durne myślenie, zadziwiająco jednak skuteczne w blokowaniu różnych działań i zmian, bez których ucierpią dotkliwie wszyscy. I ci, co co wierzą, i ci, co nie.
Pokazują to Węgry. Wysychający Dunaj sprawił, iż zaczęło brakować wody do chłodzenia reaktorów elektrowni jądrowej w Paks, która dostarcza połowę prądu w tym kraju. We wtorek wieczorem tylko kilka milimetrów w poziomie lustra drugiej co do wielkości rzeki Europy dzieliło od konieczności wyłączenia tej elektrowni.
Na myśl o tym specjaliści dostają gęsiej skórki. Bez prądu żyć się dziś nie da, Węgrzy zaczęliby go ciągnąć z Austrii, Czech, Słowacji, i Niemiec. No i z Polski. Systemy energetyczne w tych krajach już działają na granicy przeciążenia, wystarczyłaby drobna awaria i mamy blackout w całej Europie środkowej. Katastrofę. To nie jest już hipotetyczny scenariusz, ale realna groźba.
Globalne ocieplenie w Polsce: Nie ma planu awaryjnego
Warto dodać, iż w Polsce jest relatywnie mało turbin wiatrowych. Ale gdyby na Węgrzech było tyle wiatraków, co u nas, zastąpiłoby to w pełni moc atomówki w Paks. Tyle, iż Viktor Orban przez lata swoich rządów, w imię prawicowych klimatycznych obsesji, z wiatrakami skutecznie walczył. I w takiej sytuacji jak teraz planu awaryjnego brak.
W Europie nikt go chyba nie ma. Kontynent dręczony brakiem opadów i falami żaru wysycha. Połowa Polski jest objęta chroniczną suszą. W rolnictwie nic już nie będzie jak było. Oczywiście, można uprawy nawadniać, ale to słono kosztuje, poza tym skąd ta woda? Mogliśmy się do tego przygotować, jednak zamiast dbać o lasy i małą retencję, jak w amoku betonowaliśmy koryta rzek i centra miast.
Najgorsze, iż to miało być kiedyś. Widzieliśmy zmiany klimatu i jego skutki, jednak z koszmarem miały się mierzyć nasze dzieci i wnuki. Tak myśleliśmy i mówiliśmy, co dawało nam złudne poczucie, żeby w Polsce przygotować się na globalne ocieplenie. Ale czas przyspieszył. Dostaliśmy przedsmak piekła i rzeczywiście pozostaje tylko współczuć naszym potomkom.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

2 godzin temu












