Globus czekał na złoto. Finałowa wojna trwa dalej, a Bogdanka gra już na granicy wytrzymałości

wschodni24.pl 5 dni temu

Atmosfera w lubelskiej Hali Globus od pierwszych minut przypominała wielkie sportowe święto. W powietrzu czuć było napięcie, ekscytację i nadzieję na drugi z rzędu tytuł mistrza Polski dla Bogdanki LUK Lublin. Na trybunach komplet publiczności, medale i mistrzowski puchar gotowe do dekoracji, a wśród gości między innymi minister sportu Jakub Rutnicki, marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski, prezes PZPS Sebastian Świderski oraz selekcjoner reprezentacji Polski Nikola Grbić. Kibice wierzyli, iż właśnie tego wieczoru mistrzowie postawią ostatni krok, ale urodzinowego prezentu w postaci obrony tytułu dla Mateusza Malinowskiego nie było.

Rzeczywistość napisała inny scenariusz. Po czterech setach pełnych walki, emocji i zwrotów akcji Bogdanka LUK Lublin przegrała z Aluron CMC Wartą Zawiercie 1:3. Stan finałowej rywalizacji wyrównał się na 2-2, a o złocie zdecyduje niedzielne starcie w Sosnowcu.

Początek spotkania miał w sobie wszystko, czego można oczekiwać od finału PlusLigi. Mocne zagrywki, długie wymiany i ogromne zaangażowanie po obu stronach siatki. Lublinianie gwałtownie pokazali charakter. Marcin Komenda świetnie rozdzielał piłki, Wilfredo Leon brał na siebie odpowiedzialność w trudnych momentach, a Mateusz Malinowski, który tego dnia świętował urodziny, dawał drużynie impuls w ofensywie.

Pierwszy set był prawdziwą wojną nerwów. Żadna z ekip nie potrafiła odskoczyć na bezpieczny dystans. Kiedy wydawało się, iż przewagę zaczynają budować goście, gospodarze wracali dzięki zagrywce i determinacji w obronie. Końcówka rozgrzała Globus do czerwoności. As Mikołaja Sawickiego, skuteczne akcje Malinowskiego i blok na Bartoszu Kwolku dały Bogdance zwycięstwo 26:24.

Druga partia długo układała się po myśli obrońców tytułu. Leon kończył ważne piłki, Grozdanov dokładał punkty środkiem, a gospodarze kontrolowali rytm gry. Zawiercie po raz kolejny pokazało jednak ogromną cierpliwość i siłę mentalną. Kilka problemów w przyjęciu po stronie Lublina wystarczyło, by przewaga stopniała. Goście wykorzystali moment zawahania i wyrównali stan meczu po wygranej 25:20.

Trzeci set rozpoczął się wręcz koncertowo dla Bogdanki. Mocna zagrywka Leona, energia Marcina Komendy i skuteczność Malinowskiego pozwoliły gwałtownie odskoczyć rywalom. Hala znów uwierzyła, iż mistrzostwo jest na wyciągnięcie ręki. Tyle iż finały wygrywa się nie tylko siłą, ale również odpornością psychiczną. Zawiercianie cierpliwie odrabiali straty, coraz lepiej pracowali blokiem i doprowadzili do dramatycznej końcówki. Tam więcej chłodnej głowy zachowali goście, którzy zwyciężyli 25:23.

Czwarta odsłona była już walką o przetrwanie dla gospodarzy. Lublinianie próbowali poderwać się jeszcze raz, ale Aluron CMC Warta grał dojrzale i bardzo konsekwentnie. Skuteczny blok, pewność w ataku i ograniczenie błędów własnych pozwoliły drużynie Michała Winiarskiego kontrolować wydarzenia na parkiecie. Mimo ogromnego wsparcia trybun Bogdanka nie zdołała odwrócić losów meczu i przegrała seta 20:25.

To nie był wieczór końca marzeń. To był wieczór przypomnienia, czym jest prawdziwy finał. Po czterech spotkaniach obie drużyny są dokładnie tam, gdzie być powinny, na granicy sportowej wytrzymałości, charakteru i emocji. O mistrzostwie Polski zdecyduje piąty mecz w Sosnowcu. I właśnie tam poznamy odpowiedź na pytanie, kto ma w sobie więcej siatkarskiego serca.

Warto jednak pamiętać o jednym. Bogdanka LUK Lublin od dłuższego czasu gra praktycznie w warunkach polowego szpitala. Wielu zawodników walczy z urazami, przeciążeniami i problemami zdrowotnymi, które na tym etapie sezonu są już ogromnym obciążeniem dla organizmu. W praktyce w pełni gotowych do gry na sto procent jest dziś zaledwie kilku siatkarzy. Tym większy szacunek należy się drużynie Stephane’a Antigi za walkę, determinację i serce zostawiane na parkiecie mimo fizycznych ograniczeń. W takich momentach o mistrzostwie często nie decydują już same umiejętności, ale charakter i mentalność zwycięzców.

Idź do oryginalnego materiału