Gol w końcówce rozstrzygnął derby | ZDJĘCIA

2 godzin temu

W derbach gminy Dębowiec lepszy Strażak. Mimo gry w dziesięciu przez ponad pół godziny meczu podopieczni trenera Łukasza Agaty pokonali na wyjeździe Iskrę Iskrzyczyn, zdobywając zwycięskiego gola w 87. minucie spotkania.

Derby w skoczowskiej klasie A, które były konfrontacją drużyn mających wysokie aspiracje, okazały się bardzo emocjonujące, choć piłkarskiego kunsztu w nich za wiele nie było. Sporo było za to walki. W pierwszej połowie częściej nacierali gospodarze, ale strzały Jakuba Gaszczyka i Marcina Chwastka były nieprecyzyjne lub skutecznie zatrzymywane przez bramkarza i defensorów Strażaka. Podobnie jak nieliczne próby gości, z których na uwagę zasługują uderzenia Bartosza Kochmana z rzutu wolnego i Jakuba Kubiciusa.

Po zmianie stron zbyt wiele pod bramkami się nie działo. Dopiero druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Igora Grenia, zawodnika Strażaka, otworzyła nieco mecz. Z przewagi liczebnej miejscowych nie wynikało za wiele, natomiast kontry ekipy z Dębowca były groźne. Decydujący cios przyjezdni wyprowadzili w 87. minucie, gdy po błędzie Iskry przed jej golkiperem znalazł się Jakub Dziwisz, który sprytnym lobem zapewnił swojej drużynie wygraną 1:0.

– Od samego początku nie był to piękny mecz. Z jednej i z drugiej strony było to wszystko takie szarpane. Typowe derby pełne walki, w których kto wciśnie pierwszą bramkę, ten wygra. Paradoksalnie, czasem tak jest, iż jak zawodnika stracisz, to jest lepiej, bo drużyna przeciwna się otwiera i po prostu jest więcej miejsca z przodu. Gospodarze jednak się nie otworzyli do końca i trzeba było cierpliwie czekać na tą jedyną szansę. Brawo dla Kuby, iż znalazł się we właściwym miejscu, ładnie trafił i wygrywamy. Myślę, iż z przebiegu całego spotkania, to zwycięstwo jest zasłużone, bo mieliśmy lekką przewagą, choćby jak graliśmy w dziesięciu – skomentował Łukasz Agata, trener Strażaka.

– To jest niestety nasza bolączka, bo to nie jest pierwszy mecz, kiedy gramy w przewadze jednego zawodnika, bo tak było choćby w Pruchnej czy w Pogwizdowie, a nie potrafimy tej przewagi udokumentować bramkami i zwycięstwem. Wiadomo, porażka w takich okolicznościach na pewno boli, bo nie dość, iż graliśmy jedenastu na dziesięciu, to jeszcze tracimy gola po swoim błędzie w obronie, gdzie praktycznie zabrakło nam tylko zdecydowanego ataku na piłkę. Mieliśmy swój plan na to spotkanie, mieliśmy grać cierpliwie i przede wszystkim zneutralizować środek pola drużyny z Dębowca. Tej cierpliwości nam zabrakło w kluczowych momentach. Uważam, iż zagraliśmy zbyt nerwowo i może tego opanowania emocji zabrakło, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę – podsumował Krystian Szleszyński, szkoleniowiec Iskry.

Idź do oryginalnego materiału