Górnik Zabrze w meczu z Arką Gdynia oddał łącznie piętnaście strzałów na bramkę rywala, jednak tylko dwukrotnie piłkarze Trójkolorowych uderzali w światło bramki. W kreowaniu sytuacji pomogła duża intensywność zaprezentowana przez linię pomocy zabrzańskiej drużyny, ale ta nie przełożyła się na efektywność pod bramką beniaminka.
W starciu z Arką zawodnicy Górnika stworzyli kilka dobrych okazji, po których mogli zdobyć bramkę. Najpierw strzał Rafała Janickiego z linii bramkowej wybił Vladislavs Gutkovskis. Po zmianie stron znów błysnął "Generał", który uderzył na gdyńską bramkę głową, a piłka zatrzymała się na poprzeczce. Sędzia co prawda odgwizdał faul Sondre Lisetha w tej akcji, ale telewizyjne powtórki pokazują, iż gdyby piłka wpadła do siatki - najpewniej trafienie to zostałoby po interwencji VAR uznane.
Po końcowym gwizdku sędziego trener Górnika nie był do końca zadowolony z postawy swojej drużyny w okolicach pola karnego Arki. - Zasadniczo nie mieliśmy w meczu z Arką zbyt wielu dośrodkowań. Stworzyliśmy jedną stuprocentową okazję po strzale Rafała Janickiego, zablokowanym przez obrońców na linii bramkowej. Ostatecznie sprowadza się to do tego, iż w takich momentach zawodnicy ofensywni - skrzydłowi, napastnicy czy grający na "dziesiątce" - muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność - wskazuje Michal Gasparik.
Słowak oczekuje, iż jego podopieczni będą wywierali jeszcze większą presję na broniącą się drużynę rywala. - Wizualnie nasza gra wyglądała w porządku, ale wiemy, iż musimy być jeszcze bardziej agresywni w polu karnym i kreować tam więcej sytuacji. Trzeba jednak przyznać, iż nie jest to łatwe zadanie, gdy przeciwnik broni się tak głęboko. Szukamy i cały czas będziemy szukać jak najlepszych rozwiązań - zapewnia trener drużyny z Roosevelta.
















