I znowu ta Korona...Widzew przegrywa w Sercu Łodzi

1 godzina temu

Obiecujący początek, ale...

Mało jest drużyn, które w ostatnich latach aż tak źle kojarzą się Widzewowi jak Korona Kielce. Od powrotu do Ekstraklasy Łodzianie wygrywali już ze Scyzorykami, ale było też kilka dość bolesnych przegranych. W zeszłym sezonie oba mecze wygrali gracze Jacka Zielińskiego. Ale Widzew Vukovicia przed tygodniem przełamał klątwę wyjazdową i wygrał w Białymstoku, a teraz chciał przerwać niemoc w rywalizacji z Koroną.

Zaczęło się naprawdę obiecująco, bo RTS grał fajną dla oka piłkę i gwałtownie objął prowadzenie. Po rzucie rożnym do siatki trafił Steve Kapuadi. Czerwono-biało-czerwoni ruszyli po kolejne gole i byli choćby całkiem blisko, by podwyższyć, ale bramkę...oglądaliśmy jednak dla Korony. Również po rzucie rożnym wyrównał Fassbender. Minęły zaledwie cztery minuty i Niemiec wpisał się na listę strzelców po raz drugi. Widzew nagle jakby zamroczyło. Łodzianie zaczęli wyglądać bardzo słabo i zasłużenie przegrywali. Przed przerwą Fassbender mógł strzelić jeszcze trzeciego gola, ale kapitalnie zachował się Drągowski. Gdyby Widzewowi mało było kłopotów to z gry wypadł Jusuf Gazibegović. Zastąpił go Marcel Krajewski. Do przerwy wynik się nie zmienił i na drugą połowę RTS musiał wyjść z innym nastawieniem.

Po zmianie stron Widzewiacy optycznie przeważali, mieli swoje okazje, ale Kielczanie również. Niestety RTS był w tym wszystkim niedokładny, brakowało tam jakiegoś pomysłu. W końcówce zespół "Vuko" rzucił się jeszcze do ataku, licząc na ugranie choćby remisu. Na boisku zobaczyliśmy m. in. Samuela Akere i debiutującego Paulinho. Bardzo blisko gola w 86. minucie był Angel Baena, choć cała sytuacja była trochę przypadkowa.

Wynik w 89. minucie mogli ustalić goście, ale znowu świetnie interweniował Drągowski. W ostatnich minutach czerwono-biało-czerwoni wyglądali niestety słabiutko. Nie mieli żadnego planu na wyrównanie. Widzew przegrał 1:2. Kolejny raz Korona okazała się za mocna.

Idź do oryginalnego materiału