System CANARD, prowadzony przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego, obejmuje różne rodzaje urządzeń automatycznego nadzoru nad ruchem. Są wśród nich klasyczne fotoradary, kamery rejestrujące przejazd na czerwonym świetle, urządzenia na przejazdach kolejowo-drogowych oraz odcinkowe pomiary prędkości. To właśnie OPP jest dla kierowców szczególnie kłopotliwy, bo eliminuje najprostszą metodę znaną z fotoradarów: gwałtowne hamowanie przed urządzeniem i ponowne przyspieszenie po jego minięciu.
W przypadku OPP kierowca jest rejestrowany na początku i na końcu kontrolowanego fragmentu drogi. System zapisuje czas wjazdu, czas wyjazdu, dane pojazdu oraz długość odcinka. Następnie oblicza średnią prędkość. o ile wynik przekracza dopuszczalny limit ponad próg, od którego uruchamiana jest procedura, właściciel pojazdu może otrzymać korespondencję z CANARD. Oficjalna mapa urządzeń jest dostępna w serwisie CANARD, a rozbudowa sieci była prowadzona również w ramach inwestycji finansowanych z KPO. Według informacji CANARD projekt obejmował m.in. 43 urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości, 70 urządzeń punktowego pomiaru prędkości i 10 systemów Red Light na skrzyżowaniach.
Nowe OPP na A1 i kontrola na długich odcinkach
Szczególną uwagę kierowców zwraca autostrada A1. To jedna z najważniejszych tras w kraju, łącząca północ z południem Polski i obsługująca zarówno ruch osobowy, jak i ciężki transport. W 2026 roku uruchamiano tam kolejne odcinki pomiarowe. Jeden z najgłośniej opisywanych obejmuje około 19 km trasy między rejonem Radomska i Mykanowa, na granicy województw łódzkiego i śląskiego. Dla samochodów osobowych obowiązuje tam limit 140 km/h, a dla ciężarowych 80 km/h.
Długie odcinki są dla systemu szczególnie skuteczne. Kierowca musi utrzymać adekwatną prędkość nie przez kilkaset metrów, ale przez wiele kilometrów. o ile po minięciu pierwszej bramownicy zacznie jechać znacznie szybciej, a dopiero przed końcem gwałtownie zwolni, średnia prędkość przez cały czas może przekroczyć dopuszczalny próg. W praktyce OPP wymusza stabilną jazdę, a nie jednorazową reakcję na widok kamery.
Dlaczego 145 km/h nie zawsze oznacza mandat
Wielu kierowców powtarza, iż przy autostradowym limicie 140 km/h jazda z prędkością około 145 km/h na liczniku nie kończy się mandatem. To uproszczenie, które częściowo wynika z dwóch zjawisk. Po pierwsze, automatyczny nadzór nad ruchem uwzględnia próg tolerancji. Po drugie, prędkościomierz w samochodzie często pokazuje wartość wyższą niż rzeczywista prędkość pojazdu.
To nie oznacza jednak, iż 145 km/h jest „bezpiecznym ustawieniem” w każdej sytuacji. Różnice między wskazaniem licznika a realną prędkością zależą od auta, opon, rozmiaru kół i kalibracji. Inny wynik pokaże licznik, inny GPS, a jeszcze inny może zostać przyjęty przez urządzenie pomiarowe. Dlatego kierowca, który jedzie „na styk”, bierze na siebie ryzyko. Pewna metoda uniknięcia mandatu jest znacznie prostsza: utrzymywać prędkość zgodną z ograniczeniem i nie opierać jazdy na domysłach o tolerancji systemu.
Kierowcy niewidoczni dla OPP? To nie jest zasada, tylko wyjątek
Odcinkowy pomiar prędkości wymaga pełnego zestawu danych: rejestracji pojazdu przy wjeździe i wyjeździe z kontrolowanego fragmentu. o ile pojazd wjeżdża na trasę już za pierwszą kamerą albo zjeżdża przed kamerą końcową, system może nie mieć podstaw do wyliczenia średniej z całego odcinka. Nie jest to jednak luka, którą należy traktować jako sposób na unikanie odpowiedzialności, ale techniczna cecha konkretnej lokalizacji.
W przestrzeni publicznej często pojawia się też wątek motocykli. Starsze lub określone konfiguracje urządzeń kojarzono z rejestracją od przodu, co utrudniało automatyczne rozpoznanie jednośladów, ponieważ motocykle mają tablicę rejestracyjną z tyłu. Nie można jednak przyjmować, iż każdy motocyklista jest poza systemem. Sieć urządzeń jest modernizowana, lokalizacje różnią się konfiguracją, a kontrole mogą być prowadzone także innymi metodami. Podobnie kierowcy samochodów z przyczepami nie powinni zakładać, iż system zawsze przypisze im limit adekwatny dla samej osobówki. Odpowiedzialność za przestrzeganie ograniczeń pozostaje po stronie kierującego.
Mandaty za prędkość w 2026 roku i recydywa
Taryfikator mandatów za przekroczenie prędkości w 2026 roku pozostaje dotkliwy, zwłaszcza przy większych naruszeniach. Za przekroczenie do 10 km/h mandat wynosi 50 zł i 1 punkt karny. Przy przekroczeniu od 11 do 15 km/h kierowca zapłaci 100 zł i otrzyma 2 punkty karne. Dalej stawki rosną: 16–20 km/h to 200 zł i 3 punkty, 21–25 km/h to 300 zł i 5 punktów, a 26–30 km/h to 400 zł i 7 punktów.
Największe znaczenie ma granica 31 km/h ponad limit. Od tego poziomu działa mechanizm recydywy, czyli podwojenia mandatu za ponowne popełnienie tego samego wykroczenia w określonym czasie. Przekroczenie o 31–40 km/h oznacza 800 zł, a w recydywie 1600 zł. Przy 41–50 km/h mandat wynosi 1000 zł lub 2000 zł, przy 51–60 km/h 1500 zł lub 3000 zł, przy 61–70 km/h 2000 zł lub 4000 zł, a powyżej 70 km/h 2500 zł lub 5000 zł. Maksymalnie za jedno wykroczenie można otrzymać 15 punktów karnych.
Tempomat, aplikacje i najbezpieczniejsza jazda pod kamerami
Najrozsądniejszym sposobem jazdy na odcinkowym pomiarze prędkości jest utrzymywanie równego tempa. Tempomat może pomóc, ale nie powinien być ustawiany z myślą o testowaniu granicy mandatu. Przy długim odcinku choćby chwilowe, mocne przyspieszenie może podnieść średnią. Z kolei gwałtowne hamowanie przed końcem pomiaru zwiększa ryzyko kolizji i może zostać ocenione jako niebezpieczne zachowanie na drodze.
Aplikacje pokazujące średnią prędkość na odcinku mogą być wsparciem, ale nie zdejmują z kierowcy odpowiedzialności. System OPP nie karze za to, iż auto minęło kamerę z konkretną prędkością w danej sekundzie, tylko za zbyt szybkie pokonanie całego odcinka. To zasadnicza różnica, której wielu kierowców przez cały czas nie rozumie. W praktyce kilka minut spokojniejszej jazdy może oznaczać brak mandatu, brak punktów karnych i mniejsze ryzyko na trasie.
Odcinkowy pomiar prędkości jako nowy standard kontroli
Rozbudowa sieci OPP pokazuje, iż automatyczny nadzór nad ruchem będzie coraz mocniej przesuwał się z punktowej kontroli na kontrolę dłuższych fragmentów dróg. To ważna zmiana dla kierowców. Nie wystarczy już znać lokalizację jednego fotoradaru. Trzeba zwracać uwagę na całe oznakowane odcinki, limity dla konkretnych kategorii pojazdów oraz warunki drogowe.
Dla kierowców oznacza to prostą zasadę: OPP nie da się „ominąć” chwilowym hamowaniem. System liczy czas, dystans i średnią prędkość. o ile wynik przekroczy dopuszczalny próg, konsekwencją może być mandat i punkty karne. o ile prędkość pozostanie zgodna z limitem, żółte kamery będą tylko elementem infrastruktury drogowej, a nie początkiem kosztownej korespondencji z CANARD.

2 godzin temu












