Jan Miszczak: Czapka na głowie państwa

1 dzień temu
Jan Miszczak (Fot. Archiwum)

Dziś kończą się Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, w których rywalizowało 2900 sportowców z ponad 90 krajów, w tym oczywiście z Polski. I pojawiły się uwagi, iż nasi zawodnicy zachowali należny umiar, nie zabierając zbyt wiele medali konkurentom, co uważam za zwykłą złośliwość. Nigdy nie byliśmy potęgą w zimowych olimpiadach, ale to, co stało się tym razem, mogło przyprawić o mocne bicie serca. Piszę ten felieton przed zakończeniem igrzysk, więc nie wykluczam, iż jeszcze coś miłego może nas spotkać, ale już to, czego byliśmy świadkami, dostarczyło nam w tych niezbyt wesołych czasach sporo euforii i satysfakcji.

Oczywiście nie mam takich aspiracji, by dokonywać tu fachowych ocen, ale wcale nie trzeba być znawcą zimowych zmagań, by przeżyć wraz z rodakami piękne chwile, jakże nam teraz potrzebne. Wiadomo, iż prym wiedli nasi bardzo młodzii skoczkowie, którzy nie tylko zachwycili swym kunsztem, ale dali też sporą nadzieję na to, iż rodzimi „starzy mistrzowie” mają godnych następców. Zresztą także łyżwiarze, którym do medali brakło setnych sekundy, to wspaniały wyczyn, a podobnych zdarzeń mieliśmy co najmniej kilka. Tym bardziej więc mogły rozsierdzić podłe hejty, jakie spadły np. na naszą młodziutką narciarkę, ale o tym nie chcę już choćby wspominać, bo brzydzę się ich autorami.

Żeby nikt mi nie zarzucił, iż biorę się za komentarz sportowy, który wymaga znacznie większej wiedzy, więc wspomnę też o zdarzeniu z polityką w tle, które także towarzyszyło igrzyskom. Jak podały media, sporą burzę wywołał prezydent Karol Nawrocki i to z powodów zupełnie niesportowych. Choć jest entuzjastą sportu, który co prawda ponad narty czy łyżwy przedkłada rękawice bokserskie, pojawił się na igrzyskach i podczas spotkania z polskimi sportowcami w mediolańskiej wiosce olimpijskiej ubrany był w strój dość zaskakujący, choć nie mający nic wspólnego ze skokami, zwłaszcza narciarskimi. Na oficjalnych zdjęciach opublikowanych przez Kancelarię Prezydenta wyraźnie widać, iż Nawrocki ma na sobie koszulkę i czapkę z logo firmy „Nawrocky”, czyli marki, której znak towarowy należy do jego siostry Niny.

Sprawa wywołała spore zamieszanie, gdyż obwieszczono, iż mogła zostać złamana słynna Reguła 40 Karty Olimpijskiej, która zabrania w czasie igrzysk jakiegokolwiek udziału w reklamie, jeżeli nie ma na to zgody MKOl. Chodzi po prostu o ochronę komercyjnych praw igrzysk, co jest powszechnie znane i z reguły przestrzegane. Tym bardziej, iż już dawniej zdarzały się przypadki, gdy naruszenie tej reguły powodowało przykre konsekwencje. Kancelaria Prezydenta zaprzeczyła wszelkim powiązaniom Nawrockiego z firmą „Nawrocky”, choć media dokładnie o tym trąbiły, ale być może, iż były to tylko jakieś zbiegi okoliczności, choć wykryto ich tak dużo, iż ani połowy tu nie zmieszczę.

Poza tym czapka na głowie naszego państwa była wzorowana na modelu noszonym przez Donalda Trumpa, ale tu już nikt się nie przyczepi, bo takie bejsbolówki nosi też spora część m. in. naszych kibiców, tudzież kiboli. A poza tym, gdy prof. Marcin Matczak, znany prawnik z UW, zarzucił promowanie prywatnego biznesu przez osobę pełniącą funkcję publiczną, to prezydent zapytał ironicznie, czy ma chodzić nagi? I to, jak zwykle, była mądra riposta, bo wiadomo, iż nie powinien chodzić na golasa. Gdyby to jeszcze były letnie igrzyska, to pół biedy. Ale na zimowych łatwo się przeziębić.

Idź do oryginalnego materiału