Erik Janża w meczu z GKS Katowice doczekał się efektownej oprawy na swoją cześć. Kapitan Górnika Zabrze, ktory rozgrywa ósmy sezon przy Roosevelta podzielił się po końcowym gwizdku swoją opinią na temat tego spotkania i rozwoju, jaki poczynił Górnik w ostatnich latach.
Jesteśmy chwilę po meczu. Chyba nie takiego przebiegu i wyniku dzisiaj się spodziewaliśmy?
Tak, to był prawdziwy roller coaster. Szczerze mówiąc, brakuje mi słów. jeżeli chcemy grać o najwyższe cele i znowu walczyć o europejskie puchary, to nie możemy sobie pozwolić na to, by prowadząc u siebie 2:1 na dziesięć minut przed końcem, przegrać 2:3. Musimy to dokładnie przeanalizować. Mam ogromną nadzieję, iż to pierwszy i ostatni raz, kiedy w taki sposób tracimy punkty.
Zacznijmy od początku. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu również nie wyglądała dobrze, a w końcówce dopisało nam szczęście przy nieuznanej bramce dla rywali. Gdzie Twoim zdaniem leżał problem?
Trzeba sobie jasno powiedzieć, iż Ekstraklasa to zupełnie inna specyfika niż europejskie puchary. Tam zespoły bardziej dążą do otwartej gry. Dzisiejszy rywal ewidentnie nie chciał grać w piłkę - ustawili się w niskim bloku 5-4-1 i czekali wyłącznie na kontrataki oraz stałe fragmenty gry. Każdy faul na ich połowie oznaczały długą piłkę posłaną w nasze pole karne. Trener uczulał nas przed meczem, iż w lidze często wygrywają drużyny, które po prostu bardziej walczą i przeważają fizycznie. Dzisiaj się to potwiedziło. Jednak powtórzę: grając przed własną publicznością, nie wolno nam stracić dwóch bramek w samej końcówce.
Przy stanie 2:1 wydawało się, iż przejęliśmy pełną kontrolę i podwyższenie prowadzenia jest tylko kwestią czasu. Jarek Kubicki miał swoją okazję, a potem nagle zespół stanął. Co się stało? Czy przejście na piątkę w obronie nam nie służy?
To nie była typowa piątka w obronie - Dytko schodził niżej tylko przy dośrodkowaniach, żeby nam pomagać. Kluczem jest doskok do rywala, by w ogóle nie dopuścić do wrzutki, a w samym polu karnym musimy bronić po prostu przytomniej. Sam widziałeś, ile wysiłku kosztuje nas strzelenie bramki głową po dośrodkowaniu, a jak łatwo sami je tracimy. Bardzo szkoda tego meczu, ale głowa do góry. Liczę na to, iż wyciągniemy z tego wartościową lekcję i taka sytuacja już się nie powtórzy.
Abstrahując od samego wyniku i naszej gry - jak oceniasz dzisiejszą pracę sędziego Przybyła?
Na gorąco trudno o jednoznaczną ocenę. W mojej opinii przy tej jednej sytuacji była ewidentna ręka. Sędzia tłumaczył, iż takie są przepisy - zawodnik rywali niby najpierw sam trafił się w rękę. Dziwna interpretacja, bo jeżeli po takim zagraniu piłka leci dalej, to stwarza konkretne zagrożenie. Szczegółowych przepisów nie znam, ale nie chcę też zwalać winy na arbitra - mieliśmy ten mecz we własnych rękach.
Sytuacje przy straconych bramkach były dość podobne. Czy w takich momentach defensorzy mogą zrobić coś więcej?
Oczywiście. Zawsze można zablokować dośrodkowanie, lepiej wyskoczyć do pojedynku, czy chociażby wejść w kontakt fizyczny z rywalem, by utrudnić mu oddanie czystego strzału. To są detale - gdy podejdziesz blisko i zmusisz przeciwnika do walki o pozycję, trudniej mu opanować piłkę. Dzisiaj ewidentnie zabrakło nam i doskoku z blokiem, i nieustępliwości w polu karnym.
Żeby nie kończyć w tak pesymistycznym tonie - dzisiaj pojawiłeś się na oprawie przygotowanej przez kibiców. Serca fanów Górnika Zabrze podbiłeś już chyba na zawsze. Trafić na oprawę na Torcidzie to wyjątkowy moment.
Szczerze mówiąc, podczas meczu nie widziałem dokładnie całej oprawy, bo graliśmy w drugą stronę, ale doszły do mnie słowa: "Erik - symbol lojalności". To niesamowicie miłe uczucie. Zabrze to mój dom i mam nadzieję, iż zostanę tu jeszcze na kolejne lata. Czuję się świetnie, jestem głodny gry i kolejnych sukcesów z Górnikiem. Klub stale się rozwija, a ja chcę dalej pisać tę historię razem z nim.
Źródło: Roosevelta81.pl
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast (YT), Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl















