Karol Bielecki – gość audycji „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Karolina Piasecka – Radio KielceKarol Bielecki to jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych, wicemistrz świata, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata i były reprezentant Polski, który po dramatycznej kontuzji i utracie oka wrócił do gry na najwyższym poziomie.
Kariera sportowa nauczyła go dyscypliny, a życiowe doświadczenia, iż choćby po najtrudniejszych wydarzeniach trzeba szukać drogi naprzód. Karol Bielecki nie ukrywa, iż wciąż stawia sobie nowe wyzwania, choć czasem powinien odpuścić. Największe wzruszenie przynoszą mu dziś zdjęcia dzieci sprzed lat, a myśl o przyszłości prowadzi przede wszystkim do rodziny. W kwestionariuszu „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” opowiada o ludziach, którym wiele zawdzięcza, o trudnych chwilach i o tym, co naprawdę liczy się w życiu.
Gdyby mógł Pan wrócić myślami do siebie sprzed dwudziestu lat – czego wtedy o życiu jeszcze Pan nie wiedział?
– Dwadzieścia lat temu miałem 24 lata i od dwóch lat grałem już w Niemczech. Byłem ukształtowanym sportowcem, mocno zaangażowanym w grę w reprezentacji. Myślę, iż dużo o sobie wiedziałem. Może nie miałem jeszcze takiej wiedzy o odżywianiu jak dzisiaj. Nie wiedziałem też, iż choćby w naprawdę trudnych momentach będę potrafił sobie poradzić. To właśnie życie mnie wzmocniło. Myślę, iż to jedne z najważniejszych rzeczy, których nauczyłem się przez te 20 lat.
Czy jest takie wydarzenie w Pana życiu, do którego wraca Pan myślami częściej niż do innych? Co sprawia, iż właśnie ono zostało z Panem na tak długo?
– Trudno wskazać jedno takie wydarzenie. Wiele się wydarzyło, ale chyba nie jestem aż tak sentymentalny, żeby ciągle wracać do przeszłości i nią żyć. Staram się być tu i teraz, cieszyć się z tego, co mam, i być naprawdę obecny w życiu mojej żony i dzieci. To jest dla mnie najważniejsze.
Każda ważna droga ma swoją cenę. Co Pan musiał oddać albo stracić po drodze do miejsca, w którym dziś Pan jest?
– Nie mam poczucia, iż musiałem coś stracić albo z czegoś zrezygnować. Drogę, którą wybrałem – bycie zawodowym sportowcem i całkowite poświęcenie się piłce manualnej – uważam za wspaniałą. Dzięki niej zyskałem mnóstwo przyjaciół i odbyłem wiele podróży, których pewnie nigdy bym nie odbył, gdybym nie został piłkarzem ręcznym.
Być może właśnie dzięki tej drodze mam dzisiaj rodzinę i wspaniałe dzieci. Gdybym nie uprawiał tego sportu, być może nie mieszkałbym w Kielcach i nie poznałbym swojej żony.
Może poświęciłem trochę czasu, który jako dziecko mógłbym spędzić inaczej. Zamieniłem go jednak na wspaniałe chwile na hali i treningach. Uważam, iż to znacznie cenniejsze niż siedzenie na ławce pod blokiem.
Karol Bielecki – gość audycji „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Karolina Piasecka – Radio KielceKażdy z nas spotyka na swojej drodze ludzi, bez których dziś byłby kimś innym. Kto najmocniej ukształtował Pana jako człowieka?
– Myślę, iż taką osobą był Ryszard Kiljański – mój pierwszy trener, a adekwatnie wizjoner. Od początku wierzył, iż mogę grać w Kielcach, zdobywać bramki i stać się ważnym zawodnikiem. Już w wieku 11-12 lat słyszałem to z jego ust. Przez cztery lata próbował mnie przekonać do piłki manualnej, a udało mu się dopiero wtedy, gdy byłem w ósmej klasie. Bardzo dużo mu zawdzięczam.
Później pojawiali się kolejni ludzie. Marek Adamczak pomagał mi trzymać się adekwatnej drogi, kiedy byłem młodym człowiekiem w Kielcach. Aleksander Malinowski postawił na mnie, gdy dopiero zaczynałem. Bogdan Wenta był ze mną, kiedy zdobywaliśmy medal mistrzostw świata.
Ważni byli również ludzie, których spotkałem w Niemczech, już po kontuzji i utracie oka. Menedżer „Theo” Storm oraz trener Ola Lindgren dali mi wsparcie i szansę. Trener nie przekreślił mnie po urazie. Nie mogę też zapomnieć o kolegach z boiska. Bez nich nie osiągnąłbym tyle jako zawodnik.
Takich osób było wiele. Ale żeby mieć w życiu ludzi, którzy nam pomagają i w nas wierzą, sami również musimy włożyć w to pracę i zaangażowanie.
Kiedy ostatnio ktoś zmienił Pana sposób myślenia? Co Pan wtedy usłyszał albo czego Pan doświadczył?
– Myślę, iż przede wszystkim sam staram się zmieniać swoje myślenie i pewne rzeczy sobie odpuszczać. Zdejmować z siebie presję, pozwalać czasem, żeby życie płynęło, i reagować na to, co przynosi, zamiast za wszelką cenę próbować iść pod prąd.
Nauczyłem się, iż pewne rzeczy po prostu się wydarzają. Od nas zależy jednak, jak na nie zareagujemy. Czy wyciągniemy wnioski i dzięki temu staniemy się silniejsi, czy pozwolimy, żeby to, co się stało, nas złamało.
Zawsze istnieje szansa, żeby stać się silniejszym i coś osiągnąć. Pytanie tylko, czy mamy w sobie wystarczająco dużo siły, żeby po to sięgnąć.
Jakiej cechy najbardziej potrzebuje Pan u człowieka, z którym ma Pan pracować? Jaka cecha sprawia, iż zapala się w Panu czerwona lampka?
– Najważniejsze jest dla mnie to, żeby słowa szły w parze z czynami. Liczą się: prawdomówność, szczerość i pracowitość. Chcę widzieć, iż człowiek rzeczywiście realizuje to, o czym mówi, i iż jego deklaracje mają pokrycie w rzeczywistości.
Ważne są dla mnie również jakość wykonywanej pracy oraz podejście do obowiązków. To właśnie po tych cechach poznaję, czy mogę komuś zaufać.
Mówimy czasem, iż ktoś jest po prostu dobrym człowiekiem. Po czym Pan poznaje, iż ktoś jest dobrym człowiekiem?
– Po tym, iż myśli o innych i nie jest egoistą. Że realizuje swoje cele, ale nie krzywdzi przy tym innych ludzi. Ważna jest prawdomówność, szczerość i autentyczność. Dobry człowiek nie udaje kogoś, kim nie jest, i nie mówi tego, co akurat dobrze zabrzmi. Potrafi powiedzieć, jak jest naprawdę.
Karol Bielecki – gość audycji „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Karolina Piasecka – Radio KielceCo dziś potrafi Pana dogłębnie wzruszyć?
– Zdjęcia moich dzieci z czasów, kiedy były małe. Patrzę na nie i mam świadomość, iż minęło już dziesięć lat, a ten czas nigdy nie wróci. To uświadamia mi, jak gwałtownie wszystko przemija i jak wiele chwil mamy już za sobą.
Każdy przeżywa trudniejsze chwile. Co pomaga Panu odzyskać spokój, kiedy życie nie układa się po Pana myśli?
– Ostatnio mam trochę problemów z odzyskiwaniem spokoju, bo dużo się dzieje. Pomaga mi spacer z psem, który pozwala uporządkować myśli. Staram się też skupiać na oddechu i wyciszać głowę. Ważne jest dla mnie bieganie i trening – bez nich trudno mi normalnie funkcjonować.
Pomaga mi również wiara w to, iż wszystko jakoś się poukłada. Kiedy ją tracimy, pojawia się lęk, a wraz z nim niepokój i poczucie niepewności. jeżeli wierzymy, iż będzie dobrze, łatwiej nam zachować spokój.
Każdy z nas doświadcza w życiu sytuacji, które trudno zostawić za sobą. Co pomaga Panu się z nimi uporać?
– Kiedy wydarzyło się coś naprawdę poważnego, na przykład moja kontuzja, gwałtownie zacząłem myśleć o tym, co mogę zrobić dalej i jak mogę żyć. Nie rozpamiętywałem samego faktu, iż doszło do urazu i iż nie będę już widział na uszkodzone oko. Szukałem planu na przyszłość.
Myślę, iż kiedy przydarza nam się coś złego, powinniśmy zrobić szybki rachunek i zastanowić się, jakie karty wciąż mamy w ręku. zwykle jakieś są. Trzeba nimi zagrać i wykorzystać czas, który nam pozostał, żeby nasze życie przez cały czas mogło być dobre.
Każdy z nas ma na ziemi ograniczony czas. Możemy przeżyć go dobrze, ale możemy też go zmarnować, jeżeli nie będziemy doceniać tego, co mamy, i ciągle rozpamiętywać to, co wydarzyło się wczoraj czy przedwczoraj. Wtedy tracimy czas, który pozostało przed nami.
Żyjemy po to, żeby doświadczać i przeżywać różne rzeczy, ale nie po to, żeby tkwić w traumie. Powinniśmy wyciągać wnioski i iść dalej. Ważna jest droga, która wciąż przed nami, a nie tylko to, co wydarzyło się kiedyś.
Co jest dla Pana najtrudniejsze do zaakceptowania – u innych, w świecie, a może w samym sobie?
– U innych najbardziej denerwuje mnie brak zaangażowania i jakości wtedy, kiedy są naprawdę potrzebne. Kiedy można coś osiągnąć, a wynik zależy od nas, powinniśmy dać z siebie wszystko. jeżeli tego nie robimy, marnujemy własny potencjał.
A u siebie? Czasami chciałbym umieć odpuścić i dać sobie trochę luzu. Mam w sobie dużo ambicji i wciąż stawiam przed sobą nowe wyzwania, choćby wtedy, kiedy mógłbym już trochę zwolnić.
Gdyby miał Pan dziś powiedzieć jedno szczere „dziękuję”: za co i do kogo byłoby ono skierowane?
– W moim życiu było wiele osób, które mi pomagały i wspierały mnie dobrym słowem, szczególnie wtedy, kiedy było trudno. Jestem wdzięczny tym, którzy wspierali mnie, gdy byłem młodym chłopakiem i zaczynałem przygodę ze sportem, ale także tym, którzy byli przy mnie po kontuzji i wierzyli, iż mogę jeszcze grać w piłkę ręczną, mimo iż widzę tylko na jedno oko.
Chciałbym podziękować między innymi Tałantowi Dujszebajewowi, który postawił na mnie, gdy wielu mogło już uważać, iż nie będę w stanie niczego osiągnąć. Bertusowi Servaasowi, który ściągnął mnie z Niemiec i dał mi możliwość dalszej gry w klubie. Markowi Adamczakowi, mojej mamie, ojcu i Ryszardowi Kiljańskiemu.
Tych ludzi było naprawdę wielu i każdy w jakiś sposób mnie ukształtował. Dzisiaj ogromne znaczenie mają dla mnie również moja żona i dzieci. Doceniam wszystkich, którzy byli i są obecni w moim życiu.
Karol Bielecki – gość audycji „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Karolina Piasecka – Radio KielceGdyby mógł Pan zaprosić na spokojną rozmowę jedną osobę – żyjącą lub nie – z kim chciałby Pan usiąść przy stole i o czym byście rozmawiali?
– To trudne pytanie. Nie mam jednej konkretnej osoby, z którą szczególnie chciałbym porozmawiać. Na szczęście nie straciłem bliskiej osoby, z którą chciałbym jeszcze coś wyjaśnić albo dopowiedzieć.
Jeśli chodzi o szersze tematy i ważne sprawy, również nie odczuwam takiej potrzeby. Nie mam nikogo konkretnego na myśli.
Czy jest coś, czego kiedyś się Pan wstydził, a dziś uważa Pan to za swój atut?
– Kiedy byłem małym dzieckiem, być może nie podobał mi się mój kolor włosów, ale gwałtownie mi to przeszło. Nie miałem natomiast kompleksów związanych ze wzrostem, dynamiką czy siłą, które były ważne w sporcie.
Jeśli chodzi o charakter, myślę, iż moim atutem jest to, iż wolę spróbować i czegoś doświadczyć, choćby jeżeli miałoby się to skończyć porażką, niż zrezygnować i nigdy nie podjąć próby.
Wyobraźmy sobie, iż spotykamy się ponownie dokładnie za dziesięć lat. Jakim człowiekiem chciałby Pan wtedy być?
– Chciałbym być szczęśliwym ojcem, który wychował dzieci tak, iż chętnie wracają do domu, są ambitne i żyją w sposób, który daje im szczęście. To jest dzisiaj mój priorytet.
POPRZEDNIE AUDYCJE

„Wyszedłem z szamba”. Mateusz „Big Boy” Borkowski o swojej drodze, psychice i tym, dlaczego nie wolno się poddawać

„Miałem i wciąż mam mnóstwo szczęścia”. Grzegorz Kędzierski w „Dzień dobry to Ja!”

Nie tylko muzyka. Patrycja Zarychta o empatii, ludziach, którzy ją ukształtowali i pokonywaniu własnych słabości

Warto być przyzwoitym. Lucjan Pietrzczyk w „Dzień Dobry, to Ja!”

Jacek Jabrzyk o życiu, ludziach i cenie sukcesu
Audycja „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” to autentyczne, osobiste i pełne inspiracji wywiady. Na antenie Polskiego Radia Kielce spotykamy się z wyjątkowymi osobami związanymi z województwem świętokrzyskim: artystami, muzykami, politykami, sportowcami oraz ludźmi, którzy mają do opowiedzenia niezwykłe historie. To nie tylko wywiady – to spotkania, które poruszają ważne tematy, pokazują różne perspektywy oraz odsłaniają osobiste przekonania naszych gości. A słuchacze Radia Kielce zostają z pytaniami o ich własne życie, wartości i wybory. „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie” to audycja łącząca lokalność regionu świętokrzyskiego z uniwersalnymi wartościami. Tworzy przestrzeń do rozmów, które zostają ze słuchaczami na długo.
Premierowe odcinki w niedziele po godz. 10 na 101.4 MHz, a także w formie podcastu na podcasty.radiokielce.pl oraz na YouTube.


1 godzina temu















