Robert Korzeniowski pogratulował Marianowi Kmicie wyboru na pełniącego obowiązki prezesa PKOl. – Zadeklarowaliśmy obustronną współpracę – przekazał podczas briefingu w Centrum Prasowym PAP czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym.
To jest moment, kiedy możemy rzeczywiście razem wziąć się do pracy. Możemy na gruncie prawa, na gruncie obowiązujących przepisów, ale również na gruncie zdrowego rozsądku i konsensualnego dogadania się, pracować na rzecz uzdrowienia Polskiego Komitetu Olimpijskiego
– powiedział Korzeniowski.
Dalsza część tekstu pod polecanym artykułem
Czytaj także:

Marian Kmita pełniącym obowiązki prezesa PKOl
Marian Kmita - dyrektor do spraw sportu telewizji Polsat, który dotychczas był jednym z wiceprezesów - został wybrany przez zarząd PKOl na pełniącego obowiązki prezesa do końca upływającej w...
Czytaj więcejDetailsDodał, iż widzi wolę pracy na rzecz poprawy wizerunku PKOl u innych polskich olimpijczyków. Takie deklaracje – według niego – złożyli m.in. młociarka Anita Włodarczyk, która powoli kończy karierę, i narciarka Justyna Kowalczyk. Liczy także na zaangażowanie byłego prezesa federacji narciarskiej Adama Małysza, a także kierowcy rajdowego Rafała Sonika.
Będziemy tę podstawę z całą pewnością poszerzać. Mówię o tym angażując się w etap, który rozpoczynamy, etap, który jest naturalną konsekwencją zamknięcia ery Radosława Piesiewicza, niechlubnej dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego
– uzupełnił.
Jednocześnie zauważył, iż wśród najpilniejszych spraw stojących przed Kmitą jest przeprowadzenie audytu i opracowanie nowego statutu PKOl, przy którego powstawaniu chciałby pomagać. Podtrzymał akces kandydowania na prezesa w nowych wyborach, które powinny się odbyć wiosną przyszłego roku.
Wiemy, iż będzie praca skierowana na to, by naprawiać, by otworzyć tzw. szafy i szuflady i dowiedzieć się, jak bardzo trudna jest sytuacja, w tym finansowa, PKOl. Ta sytuacja na pewno radykalnie nie poprawi się w ciągu kilku miesięcy, ale z całą pewnością sam proces będzie bardzo cenny. Chcę w nim uczestniczyć
– sprecyzował.
Korzeniowski przypomniał współpracę z Kmitą w gronie eksperckim nad Strategią Polskiego Sportu, którą opracowuje Ministerstwo Sportu i Turystyki. Już wówczas dyrektor ds. sportu telewizji Polsatu miał alarmować, iż zaangażowanie PKOl jest daleko niewystarczające. Teraz powinno się to zmienić.
Dalsza część tekstu pod polecanym artykułem
Czytaj także:

Szef PKOl nie opuści aresztu [AKTUALIZACJA]
Szef PKOl Radosław Piesiewicz nie wyjdzie na wolność. Sąd Okręgowy w Katowicach, który rozpoznawał zażalenie obrony na stosowanie tego środka zapobiegawczego, utrzymał w mocy wcześniejszą decyzję sądu rejonowego. Informację...
Czytaj więcejDetailsMistrz olimpijski był pytany, czy spodziewa się, iż Radosław Piesiewicz, którego obowiązki przejął Kmita, będzie chciał wrócić na fotel prezesa. Odparł, iż decyzje podjęte podczas poniedziałkowych obrad zarządu opierają się na artykule 21. statutu PKOl, którego zapis brzmi, iż wobec „niemożności pełnienia funkcji przez prezesa PKOl”, na mocy uchwały, zarząd powierza ją – do końca kadencji – jednemu z wiceprezesów.
Piesiewicz w dalszym ciągu jest prezesem zapisanym w KRS. Dopiero Walne Zgromadzenie w pełni usankcjonuje wybór nowego prezesa. Nie spodziewam się jednak podważania decyzji zarządu przez Piesiewicza. Działania siłowe nie byłyby godne PKOl
– zauważył.
Zasugerował Piesiewiczowi napisanie samokrytycznego pamiętnika, bo to jest najlepszy czas ku temu. Przypomniał, iż w kwietniu 2023 roku wygrał on w demokratycznych wyborach głosami 138:24.
Dzisiaj jest pytanie, ile osób jest rzeczywiście zdolnych do tego, by pracować na rzecz uzdrowienia PKOl. Z całą pewnością będą też takie osoby, które będą stały z boku albo które będą wspominały, iż czegoś im jeszcze Piesiewicz nie załatwił i być może będą liczyły na to, iż wróci
– zakończył.
Kierujący do tej pory PKOl Piesiewicz został zatrzymany 27 sierpnia w Warszawie w ramach śledztwa w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto, która od października ubiegłego roku była sponsorem generalnym PKOl. Tego samego dnia w śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. Nie przyznał się do winy. Po przesłuchaniu Piesiewicza, który zgodził się na podawanie pełnego nazwiska, prokuratura skierowała do sądu wniosek o aresztowanie go na trzy miesiące. Sąd przychylił się do tego wniosku, a w poniedziałek Sąd Okręgowy w Katowicach, który rozpoznał zażalenie obrony na stosowanie takiego środka zapobiegawczego, utrzymał w mocy wcześniejszą decyzję.

1 godzina temu














