Kraków biega z pasji. Trenerka Paulina Golec o fenomenie „Biegam Bo Lubię”

1 godzina temu

Kraków biega z pasji, a nie dla poklasku. Na stadionie MOS Kraków Zachód, tuż pod Wawelem, co tydzień spotykają się ludzie, dla których sport to nie tylko pogoń za życiówkami, ale przede wszystkim sposób na życie i budowanie wyjątkowych relacji. Wszystko to w ramach krakowskiej odsłony ogólnopolskiej akcji „Biegam Bo Lubię”, która od lat skutecznie udowadnia, iż na bieżni jest miejsce dla wszystkich – bez względu na wiek, staż czy sportową przeszłość. O tym, jak ta wyjątkowa społeczność zmienia krakowskie ścieżki i przełamuje bariery, rozmawiamy z Pauliną Golec – trenerką biegania, specjalistką biomechaniki ruchu, trenerką Biegam Bo Lubię Kraków oraz wieloletnią zawodniczką i medalistką mistrzostw Polski w biegach długodystansowych.

Inicjatywa „Biegam Bo Lubię” na stałe wpisała się w sportowy krajobraz Krakowa, przyciągając na wspólne, bezpłatne treningi setki amatorów zdrowego stylu życia. To tutaj, na tartanowej bieżni placu Na Groblach, zaciera się granica między kompletnym nowicjuszem a doświadczonym maratończykiem. Krakowska społeczność biegowa, budowana wokół tej akcji, opiera się na prostym założeniu: najważniejszy jest ruch i wzajemne wsparcie, a nie presja wyniku. Biegacze spotykający się w każdy czwartek tworzą zgraną grupę, w której nowo przybyli zamiast chłodnej rywalizacji i ukradkowego zerkania na zegarki odnajdują wyrozumiałość, bezpieczną przestrzeń do rozwoju oraz motywację do walki z własnymi słabościami.

Jak biega Kraków?

Gdy myślimy o krakowskich biegaczach, często przed oczami mamy zwartą kadrę profesjonalistów mknących w zawrotnym tempie. Rzeczywistość krakowskiej społeczności „Biegam Bo Lubię” jest jednak zupełnie inna. Jak słyszymy, to otwarta przestrzeń dla wszystkich, kto chce zacząć się ruszać. – „Biegam Bo Lubię” nie jest inicjatywą, którą sama stworzyłam. To ogólnopolska akcja promująca bieganie i aktywność fizyczną, która działa od 2010 roku i od początku miała bardzo prosty cel – pokazać, iż bieganie może być dostępne dla wszystkich, niezależnie od wieku, doświadczenia czy poziomu sportowego. Jestem związana z krakowską odsłoną tej inicjatywy jako trenerka prowadząca treningi. Odpowiadam więc przede wszystkim z perspektywy lokalnej społeczności, którą współtworzymy od lat – mówi w rozmowie z KRK News Paulina Golec – trenerka biegania, specjalistka biomechaniki ruchu, trenerka Biegam Bo Lubię Kraków, wieloletnia zawodniczka i medalistka mistrzostw Polski w biegach długodystansowych – To, co najbardziej mnie cieszy, to fakt, iż przez ten czas wokół regularnych treningów powstało coś więcej niż tylko grupa osób spotykających się na stadionie. Dla wielu uczestników są to pierwsze kroki w bieganiu, dla innych okazja do rozwijania swojej pasji, a jeszcze dla innych po prostu sposób na aktywne spędzenie czasu wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach. Dziś społeczność jest bardzo różnorodna. Spotykają się tutaj osoby przygotowujące się do pierwszego biegu na 5 kilometrów, maratończycy, osoby wracające do aktywności po długiej przerwie czy ludzie, którzy po prostu chcą zadbać o zdrowie. I właśnie ta różnorodność jest jedną z największych wartości Biegam Bo Lubię – dodaje.

Trenerka zaznacza, iż największą siłą grupy stały się relacje i wzajemna motywacja ludzi, którzy w normalnych okolicznościach mogli nigdy się nie spotkać. Dla wielu barierą wejścia do jakiejkolwiek grupy sportowej jest strach przed oceną i brakiem kondycji. W tym przypadku nowicjusze mogą jednak liczyć na pełne wyrozumiałości przyjęcie – Myślę, iż największym zaskoczeniem dla nowych osób jest to, jak bardzo otwarte są te treningi. Nie trzeba mieć doświadczenia, specjalnych wyników ani choćby przekonania, iż jest się „biegaczem”. Na treningach spotykają się osoby w różnym wieku i na bardzo różnym poziomie zaawansowania. Są ludzie, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z aktywnością fizyczną, ale są też doświadczeni biegacze przygotowujący się do startów na różnych dystansach. Każdy trening prowadzony jest tak, aby ćwiczenia można było dostosować do własnych możliwości. Dzięki temu nikt nie zostaje sam i każdy może znaleźć swoje miejsce. Myślę, iż właśnie dlatego nowym osobom stosunkowo łatwo jest do nas dołączyć. Wszyscy pamiętamy swój pierwszy trening i wiemy, iż początki bywają stresujące. Staramy się więc tworzyć atmosferę, w której nie trzeba niczego udowadniać, a można po prostu przychodzić i zacząć się ruszać – tłumaczy Paulina Golec.

Gdzie bije serce krakowskiego biegania?

Główną bazą krakowskiej grupy realizowane są w centrum miasta, choć jak mówią biegacze, można ich spotkać na niemal każdej ulicy miejskiej. – Nasze regularne treningi realizowane są na stadionie MOS Kraków Zachód przy placu Na Groblach. Spotykamy się tam w każdy czwartek o godzinie 17:00. Wiosenny sezon trwa do końca czerwca, a po wakacyjnej przerwie wracamy ponownie od września do listopada. Stadion jest idealnym miejscem do prowadzenia takich zajęć, ponieważ pozwala bezpiecznie realizować zarówno trening biegowy, jak i ćwiczenia ogólnorozwojowe, techniczne czy sprawnościowe. To ważne szczególnie wtedy, gdy na trening przychodzą osoby o bardzo różnym poziomie zaawansowania. jeżeli jednak mówimy szerzej o krakowskich biegaczach, to trudno nie wspomnieć o bulwarach wiślanych, Błoniach czy licznych parkach. To miejsca, które od lat są naturalnym punktem spotkań osób aktywnych. Każdy biegacz w Krakowie ma chyba swoją ulubioną trasę, z którą wiążą się pierwsze treningi, przygotowania do zawodów czy sportowe wspomnienia – opowiada KRK News Paulina Golec.

Solidarność kontra rywalizacja

Rozmawiając na temat biegania naturalnie pojawia się pytanie, czy w sporcie, w którym liczy się każda sekunda, jest miejsce na prawdziwą solidarność? W środowisku amatorskim często mówi się o „wielkiej biegowej rodzinie”, ale ile w tym prawdy kiedy staje się ze swoim dotychczasowym kolegą bądź koleżanką na tej samej linii startowej? – W bieganiu oczywiście jest miejsce na ambicję, porównywanie wyników czy walkę o życiówki, ale jednocześnie bardzo często spotykam się z życzliwością i wzajemnym wsparciem. Na naszych treningach są osoby, które przygotowują się do pierwszych 5 kilometrów, i takie, które mają za sobą maratony czy ultramaratony. Kiedy jednak spotykamy się na stadionie, wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi, którzy lubią biegać. Paradoksalnie największą solidarność widać nie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale wtedy, gdy pojawiają się kontuzje, kryzysy czy nieudane starty. Wtedy środowisko biegowe potrafi naprawdę się wspierać – zaznacza Golec.

Trenerka dodaje również, iż najtrwalsze relacje rodzą się z dala od suchych statystyk w aplikacjach treningowych – Z własnego doświadczenia wiem, iż największą wartość mają nie wyniki zapisane w tabelach, ale ludzie, których spotyka się po drodze. Życiówka cieszy przez chwilę, natomiast relacje budowane przez lata zostają znacznie dłużej. Sama przez wiele lat startowałam w zawodach i wiem, iż największą satysfakcję daje rywalizacja prowadzona z szacunkiem do innych i do samego siebie. Dlatego uważam, iż można jednocześnie rywalizować na trasie i szczerze kibicować sobie nawzajem poza nią – zauważa.

Środowisko biegowe podkreśla, iż z tej wzajemnej empatii wyrosły niepisane reguły, które spajają krakowskich miłośników joggingu w jedną społeczność. To swoisty, etyczny „wewnętrzny kodeks” – Myślę, iż istnieje kilka niepisanych zasad, które większość biegaczy rozumie bez słów. Pierwsza to wzajemny szacunek – zarówno wobec innych biegaczy, jak i pieszych czy rowerzystów korzystających z tej samej przestrzeni. Druga to pomoc. jeżeli widzimy osobę, która źle się poczuła podczas treningu lub zawodów, zatrzymujemy się i reagujemy. Trzecia to pokora. Każdy kiedyś zaczynał i każdy miał gorsze dni. Dlatego w środowisku biegowym zwykle bardziej liczy się konsekwencja niż chwalenie się wynikami. I chyba najważniejsza zasada: porównuj się przede wszystkim do siebie sprzed miesiąca czy roku, a nie do osoby biegnącej obok – mówi nam Paulina Golec.

Gorący temat: Maraton i paraliż miasta

Regularnie, przy okazji organizacji wielkich imprez takich jak Cracovia Maraton, pod Wawelem rozpętuje się ta sama dyskusja. Kierowcy narzekają na gigantyczne korki, pasażerowie MPK na zmienione trasy, a w mediach społecznościowych pojawiają się głosy, by przenieść biegaczy do lasów. Jak czują się ci, którzy podczas walki o życiówkę napotykają nie tylko kibiców na trasach, ale również mocne komentarze w Internecie? – Rozumiem frustrację mieszkańców związaną z utrudnieniami w ruchu. Nikt nie lubi stać w korkach. Warto jednak spojrzeć na takie wydarzenia szerzej. Maraton to nie tylko kilka godzin zamkniętych ulic. To święto aktywności fizycznej, promocja miasta, tysiące uczestników z całej Polski i zagranicy oraz ogromna grupa mieszkańców, którzy dzięki takim wydarzeniom zaczynają interesować się sportem – rozwiewa wątpliwości Paulina Golec.

Porównując polskie realia z zagranicznymi, trenerka i zawodniczka zauważa, iż przed nami jeszcze długa droga w budowaniu kultury kibicowania. – Miałam okazję uczestniczyć w dużych imprezach biegowych zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie to, jak całe miasta potrafią żyć takim wydarzeniem. Mieszkańcy wychodzą na ulice, kibicują, wspierają zawodników, a sam maraton staje się wspólnym świętem miasta, a nie tylko wydarzeniem dla biegaczy. W Polsce wciąż uczymy się takiego spojrzenia. Czasami skupiamy się przede wszystkim na utrudnieniami, zapominając, iż za każdym numerem startowym stoi człowiek, który przez wiele miesięcy przygotowywał się do tego jednego dnia. Dla wielu osób ukończenie maratonu jest spełnieniem marzeń, efektem ciężkiej pracy i walki z własnymi ograniczeniami. Często są to miesiące, a choćby lata systematycznej pracy, które zamykają się w jednym dniu i jednym starcie. Chciałabym, żeby również w Krakowie coraz częściej patrzono na takie wydarzenia nie tylko przez pryzmat zamkniętych ulic, ale także jako inwestycję w zdrowie społeczeństwa, promocję aktywnego stylu życia i budowanie pozytywnego wizerunku miasta – dodaje trenerka Biegam Bo Lubię Kraków.

Cienie krakowskiej infrastruktury

Gdy emocje po maratonie opadają, biegacze wracają do codziennych treningów. I tu pojawiają się realne schody. Choć stolica Małopolski posiada urokliwe trasy, pod kątem czysto technicznym i zdrowotnym wciąż pozostawia sporo do życzenia. Nasza rozmówczyni bez owijania w bawełnę punktuje braki infrastrukturalne miasta – Będę szczera – uważam, iż Kraków ma jeszcze wiele do zrobienia, jeżeli chodzi o infrastrukturę dla biegaczy. Mamy piękne tereny nad Wisłą, parki i miejsca zachęcające do aktywności, ale jednocześnie większość tras pokryta jest twardą nawierzchnią. Jako zawodniczka przygotowująca się przez lata do maratonów wielokrotnie pokonywałam w Krakowie ponad 100 kilometrów tygodniowo i doskonale wiem, jak ogromne znaczenie ma rodzaj nawierzchni dla zdrowia i profilaktyki urazów. W wielu europejskich miastach coraz częściej stosuje się nawierzchnie mineralne, które są bardziej przyjazne dla układu ruchu – komentuje Paulina Golec.

Kolejnym palącym problemem jest krakowski miks użytkowników ciągów pieszo-rowerowych oraz wszechobecny smog. Co gorsza, brak ostrożności ze strony innych uczestników ruchu bywa tragiczny w skutkach, o czym trenerka boleśnie przekonała się na własnej skórze – Drugim problemem jest bezpieczeństwo. Coraz więcej przestrzeni współdzielą piesi, biegacze, rowerzyści oraz dostawcy poruszający się rowerami i hulajnogami elektrycznymi. Niestety nie wszyscy przestrzegają zasad ruchu i wzajemnego szacunku. Mówię o tym również z własnego doświadczenia. Kilka miesięcy temu podczas treningu zostałam potrącona przez rozpędzoną rowerzystkę na ścieżce pieszo-rowerowej. Wypadek zakończył się poważną kontuzją, a jego skutki odczuwam do dziś. Nie jest to więc dla mnie problem teoretyczny. Marzy mi się Kraków, który będzie rozwijał nie tylko infrastrukturę rowerową, ale również przestrzeń przyjazną i bezpieczną dla biegaczy. To jedna z najpopularniejszych form aktywności fizycznej w mieście i warto uwzględniać jej potrzeby przy planowaniu nowych inwestycji. Nie można też pomijać jakości powietrza. Biegacze podczas wysiłku wentylują płuca wielokrotnie intensywniej niż osoby spacerujące, dlatego problem smogu i zanieczyszczeń dotyka ich szczególnie mocno. o ile chcemy zachęcać mieszkańców do aktywności fizycznej, musimy myśleć nie tylko o budowie kolejnych kilometrów ścieżek, ale również o tworzeniu przestrzeni, w której będzie można trenować bezpiecznie i w możliwie zdrowych warunkach – mówi w rozmowie z KRK News.

Głowa ponad nogami. Jak przetrwać kryzys?

Bieganie długodystansowe to w równej mierze test wydolności fizycznej, co sprawdzian odporności psychicznej. Kiedy mięśnie odmawiają posłuszeństwa, do głosu dochodzi psychika. Jak radzić sobie w takich momentach, kiedy dopiero zaczyna się swoją przygodę z bieganiem? – Kryzys jest nieodłączną częścią biegania. Prędzej czy później spotyka każdego – zarówno początkującego amatora, jak i zawodnika walczącego o wynik. Kiedy pojawia się trudniejszy moment, staram się nie skupiać na tym, ile jeszcze zostało do końca. Dzielę trasę na mniejsze fragmenty i koncentruję się na kolejnym kroku, kolejnym kilometrze, kolejnym zadaniu do wykonania. Sport nauczył mnie, iż bardzo często największe ograniczenia pojawiają się w głowie, a nie w nogach. Właśnie dlatego bieganie jest dla mnie czymś więcej niż aktywnością fizyczną – to szkoła cierpliwości, konsekwencji i charakteru. Mówię to również z perspektywy zawodniczki, która wielokrotnie musiała wracać do sportu po kontuzjach i zaczynać wszystko od nowa. Takie doświadczenia uczą cierpliwości i pokazują, iż czasem najtrudniejszy trening odbywa się nie na stadionie, ale we własnej głowie – radzi Paulina Golec.

Zmieniać życie, nie tylko statystyki

Biegam Bo Lubię to dziś rozpoznawalna inicjatywa skupiająca wokół siebie liczne grono osób aktywnych fizycznie oraz tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z bieganiem. Społeczność się rozwija, ale jaki jest ostateczny cel? – Nie patrzę na Biegam Bo Lubię w kategoriach budowania własnego projektu czy społeczności wokół jednej osoby. To inicjatywa, która od początku miała służyć ludziom i zachęcać ich do aktywności fizycznej. o ile miałabym mówić o celu, to jest on bardzo prosty – chciałabym, żeby jak najwięcej osób odkryło, iż ruch może być źródłem zdrowia, energii i satysfakcji. Nie każdy musi przebiec maraton, walczyć o rekordy czy trenować wyczynowo. Czasem największym sukcesem jest po prostu regularne wychodzenie na trening i dbanie o siebie – twierdzi Paulina Golec.

To właśnie te małe, osobiste transformacje dają krakowskiej trenerce największe poczucie spełnienia w codziennej pracy wśród biegaczy – Jako trenerka szczególnie cieszą mnie sytuacje, gdy ktoś przychodzi na pierwszy trening z dużą niepewnością, a po kilku miesiącach mówi, iż bieganie stało się częścią jego życia. Takie historie pokazują, iż warto poświęcać czas na budowanie aktywnej społeczności. o ile dzięki naszej działalności choć kilka osób zacznie się więcej ruszać, zadba o zdrowie i uwierzy we własne możliwości, to będzie to najlepsza realizacja celu, jaki przyświeca całej akcji Biegam Bo Lubię – dodaje.

Patryk Trzaska

Idź do oryginalnego materiału