Jeden z najbardziej charakterystycznych elementów dawnej Warszawy znów stoi w samym centrum miasta. Przy Rondzie Dmowskiego, na przystanku Centrum 01 przed dawnym pawilonem Cepelii, w którym w tej chwili działa Empik, ustawiono odrestaurowaną wiatę przystankową typu „Ł”. To nie dekoracja ani muzealny eksponat – pasażerowie normalnie z niej korzystają. „Ełki” zapisały się w pamięci warszawiaków nie tylko swoim wyglądem. Miały ogromny, wysunięty dach, który naprawdę chronił przed deszczem, oraz prostą przestrzeń, której nie podporządkowano wielkim panelom reklamowym.
Fot. Warszawa w PigułceStanęła przed dawną Cepelią. Miejsce wybrano nieprzypadkowo
Odrestaurowana Wiata Ł stanęła przy ulicy Marszałkowskiej, na przystanku Centrum 01, w kierunku placu Konstytucji.
Tuż za nią znajduje się charakterystyczny modernistyczny pawilon dawnej Cepelii, w którym w tej chwili działa Empik. Lokalizacja historycznej konstrukcji została wybrana świadomie. W pobliżu znajdują się również Domy Towarowe Centrum oraz dawny Hotel Forum, czyli dzisiejszy Novotel Warszawa Centrum.
Wiata wróciła więc do otoczenia architektury, z którą łączy ją epoka.
Co najważniejsze – nie została ustawiona wyłącznie po to, żeby można było ją oglądać.
To normalna, czynna wiata przystankowa.
Warszawiacy doskonale pamiętają „Ełki”
Dla młodszych mieszkańców może być ciekawostką. Dla starszych warszawiaków jej sylwetka jest natychmiast rozpoznawalna.
Wiaty typu „Ł”, nazywane potocznie „Ełkami” albo wiatami łazienkowskimi, pojawiły się w Warszawie w latach 70. XX wieku. Ich historia jest związana z budową Trasy Łazienkowskiej.
Pierwsze projekty pokazano w lutym 1974 roku w zakładzie torowo-budowlanym Miejskich Zakładów Komunikacyjnych przy ul. Obozowej. Pierwsze konstrukcje ustawiono jeszcze przed oficjalnym otwarciem Trasy Łazienkowskiej – w maju 1974 roku przy przystanku Pomnik Lotnika.
Autorstwo projektu przypisywane jest Ryszardowi Bojarowi, znanemu projektantowi wzornictwa przemysłowego, choć ZTM zaznacza, iż chodzi o prawdopodobne autorstwo.
Najpierw było ich około 70. Potem opanowały Warszawę
Początkowo „Ełki” ustawiano przede wszystkim wzdłuż Trasy Łazienkowskiej i Wisłostrady.
W 1974 roku było ich około 70.
Pomysł jednak się przyjął i charakterystyczne konstrukcje zaczęły pojawiać się w kolejnych częściach miasta.
Dziesięć lat później, w 1984 roku, w Warszawie stało już ponad 1200 wiat typu Ł. Jeszcze w 2005 roku w stolicy i miejscowościach podwarszawskich można było znaleźć ponad 900 takich konstrukcji.
Przez dziesięciolecia były więc jednym z najbardziej powszechnych elementów warszawskiej ulicy.
Miały jedną ogromną zaletę: naprawdę chroniły przed deszczem
I tutaj dochodzimy do cechy, za którą wielu pasażerów wspomina je najlepiej.
Dach.
Nie był symbolicznym daszkiem umieszczonym wysoko nad ławką. Konstrukcja miała szerokie, mocno wysunięte zadaszenie.
Dzięki temu człowiek stojący pod wiatą rzeczywiście mógł schować się przed deszczem albo śniegiem. Historyczne opisy konstrukcji podkreślają właśnie jej funkcjonalność – duże przeszklenia i szeroki dach miały chronić pasażerów przed deszczem, śniegiem, słońcem i wiatrem.
I właśnie dlatego powrót „Ełki” może wywoływać dziś tak interesujące porównania.
Wiele współczesnych wiat jest wizualnie lekkich i eleganckich, ale pasażerowie dobrze znają sytuację, gdy podczas zacinającego deszczu samo stanie „pod wiatą” nie gwarantuje pozostania suchym.
Stara „Ełka” została zaprojektowana przede wszystkim jako schronienie dla pasażera.
I jeszcze jedna rzecz: brak wielkiej reklamy
Historyczna forma „Ełki” jest również niezwykle prosta.
Szkło, konstrukcja, dach i ławka. Nie ma dominującej nad całością wielkiej gabloty reklamowej.
To robi dziś szczególne wrażenie, bo w przypadku wielu współczesnych przystanków powierzchnia reklamowa stała się jednym z najbardziej widocznych elementów konstrukcji.
W „Ełce” wzrok przechodzi przez duże przeszklenia. Wiata pozostaje wizualnie otwarta na ulicę, a najważniejszym elementem jest szerokie zadaszenie.
W latach 70. towarzyszyły jej natomiast charakterystyczne żółte pylony komunikacyjne z podświetlaną tablicą. Na przystankach autobusowych widniała duża litera „A”, a na tramwajowych – „T”. Umieszczano tam również informacje dla pasażerów i rozkłady jazdy.
Charakterystyczne szkło, srebrzysta konstrukcja i drewniana ławka
Wygląd wiat był bardzo charakterystyczny.
Duże przeszklenia nadawały im lekkości, srebrzyste elementy konstrukcji wpisywały się w modernistyczną estetykę lat 70., a wewnątrz znajdowały się drewniane ławki.
Dzisiaj taki projekt wygląda niemal minimalistycznie.
Paradoksalnie konstrukcja mająca ponad pół wieku może sprawiać wrażenie bardzo współczesnej właśnie dlatego, iż jest prosta i podporządkowana konkretnej funkcji: człowiek ma mieć gdzie usiąść i gdzie schować się przed pogodą.
Z czasem zaczęły znikać
„Ełki” nie były jednak niezniszczalne.
W latach 80. wiele z nich było w coraz gorszym stanie. Pojawiały się wybite szyby, uszkodzone ławki i zniszczone oświetlenie. Z czasem problemem okazała się również korozja elementów konstrukcyjnych.
Po 1989 roku, a szczególnie w kolejnych dekadach, stare wiaty były stopniowo zastępowane nowszymi konstrukcjami.
Ich liczba gwałtownie malała.
Jedna z ostatnich znajdowała się przy ul. Grzybowskiej. Zniknęła stamtąd w połowie 2025 roku, ale miasto zdecydowało, iż konstrukcja nie zostanie po prostu wyrzucona.
Odtworzenie było trudniejsze, niż mogłoby się wydawać
Renowacja okazała się poważnym przedsięwzięciem.
Nie zachowała się kompletna dokumentacja techniczna konstrukcji. Przy odtwarzaniu niektórych elementów trzeba było więc korzystać m.in. z archiwalnych fotografii.
Część elementów wykonano ponownie, a szczególnie dużo pracy wymagało odtworzenie charakterystycznego zadaszenia.
Efektem nie jest jednak replika stojąca za muzealną barierką.
Wiata wróciła dokładnie do tej funkcji, do której została stworzona ponad pół wieku temu.
Fot. Warszawa w PigułceHistoria zatoczyła koło
W centrum Warszawy spotkały się teraz dwa symbole modernizmu sprzed pół wieku.
Za wiatą stoi odnowiony pawilon dawnej Cepelii. Przed nim – konstrukcja przystankowa, którą pamiętają pokolenia warszawiaków.
A pomiędzy nimi znów czekają na autobus pasażerowie.
I chyba właśnie tutaj najlepiej widać, dlaczego Wiata Ł zapisała się w historii miasta.
Nie potrzebowała skomplikowanych technologii. Miała szeroki dach, duże przeszklenia, ławkę i prostą konstrukcję bez dominującej reklamy.
Przede wszystkim miała robić jedną rzecz – chronić ludzi czekających na autobus.
Ponad pół wieku później ta cecha wciąż potrafi zrobić wrażenie.

1 godzina temu





![Kiermash ponownie na Kazimierzu. Tłumy odwiedzających w Starej Zajezdni [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/10/Kiermash1.jpg)






