Lech Poznań wywalczył pierwszy punkt w fazie ligowej Ligi Europy, remisując z angielskim Sunderlandem jeden do jednego. Choć przed spotkaniem to rywale mogli uchodzić za faworytów, Kolejorz pokazał charakter i potrafił odpowiedzieć na straconą bramkę. Po końcowym gwizdku w poznańskiej drużynie dominowały mieszane uczucia. Była satysfakcja z wyniku, ale również przekonanie, iż tego wieczoru można było osiągnąć jeszcze więcej.
Punkt, który ma znaczenie. Trener docenił postawę drużyny
Po dwóch wcześniejszych spotkaniach w europejskich rozgrywkach, zakończonych porażkami zero do czterech, remis z przedstawicielem angielskiej Premier League był dla Lecha ważnym przełamaniem.
Trener Niels Frederiksen podkreślił po meczu, iż obie drużyny stworzyły sobie sytuacje, które mogły przesądzić o zwycięstwie. Zwrócił również uwagę na intensywność gry, do której przyzwyczajeni są zawodnicy występujący na co dzień w lidze angielskiej.
– Naturalnie w europejskich rozgrywkach w dwóch ostatnich spotkaniach przegraliśmy 0:4, więc ten jeden punkt nas cieszy. Jak również występ naszej drużyny – ocenił szkoleniowiec Kolejorza.
Duńczyk zaznaczył, iż choć jego podopieczni nie mierzą się regularnie z przeciwnikami prezentującymi taki poziom intensywności, potrafili sprostać wymaganiom spotkania.
Murawski: Można było pójść za ciosem
Jeszcze więcej emocji można było usłyszeć w wypowiedzi Radosława Murawskiego. Pomocnik Lecha przyznał, iż wynik pozostawia pewien niedosyt.
Poznaniacy musieli odrabiać straty po golu Sunderlandu, ale nie zrezygnowali z walki. Doprowadzili do wyrównania i do końca szukali okazji, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
– Szkoda, iż nie wpadło więcej, bo można było na tym stadionie i przy tych kibicach pójść za ciosem. Szanujemy i cieszymy się z tego punktu – powiedział Murawski.
Jego słowa dobrze oddają nastroje w poznańskiej szatni. Remis z angielskim zespołem to wartościowy rezultat, jednak piłkarze mieli świadomość, iż przy lepszej skuteczności mogli pokusić się o niespodziankę.
Håkans wrócił do pierwszego składu. euforia i rozczarowanie
Spotkanie z Sunderlandem miało szczególne znaczenie również dla Daniela Håkansa, który znalazł się w wyjściowej jedenastce Lecha i spędził na boisku około godziny.
Pomocnik nie ukrywał zadowolenia z powrotu do podstawowego składu, ale jednocześnie żałował niewykorzystanej sytuacji bramkowej.
– Cieszę się, iż zaczynałem tak istotny mecz w wyjściowym składzie. Jednocześnie jestem rozczarowany, ponieważ miałem dogodną okazję, aby strzelić gola – przyznał zawodnik.
Håkans ocenił również, iż spotkanie było wyrównane, a obie drużyny miały szansę zakończyć je zwycięstwem.
Kolejorz pokazał charakter. Teraz czas na kolejne wyzwania
Remis jeden do jednego z Sunderlandem nie oznacza pełnej satysfakcji, ale może mieć istotne znaczenie dla morale poznańskiej drużyny.
Po wcześniejszych niepowodzeniach Lech potrzebował spotkania, w którym pokaże, iż potrafi skutecznie rywalizować również z wymagającym europejskim przeciwnikiem.
Tym razem poznaniacy nie tylko podjęli walkę, ale również odrobili straty i wywalczyli pierwszy punkt w fazie ligowej.
Najważniejszy wniosek po końcowym gwizdku? Kolejorz udowodnił, iż nie zamierza być jedynie tłem dla mocniejszych rywali. A niedosyt, o którym mówią zawodnicy, może być dobrym sygnałem przed kolejnymi spotkaniami.
Źródło: KKS Lech Poznań – oficjalne wypowiedzi pomeczowe.











































Fot. Mateusz Łysiak /Wielkopolskamagazyn.pl

1 godzina temu















