Lech Poznań liderem! Bohater wszedł na boisko na cztery minuty i przesądził o wszystkim

58 minut temu

Spotkanie Lecha z Jagiellonią od początku zapowiadało się na wymagające. Gospodarze musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Antoniego Kozubala, który z powodu urazu będzie pauzował przez kilka tygodni. Dodatkowym problemem był brak nominalnego napastnika. Po stronie Jagiellonii zabrakło natomiast Jesusa Imaza – zawodnika, który w poprzednich spotkaniach wielokrotnie dawał się we znaki poznańskiej defensywie.

Lech miał problemy z rozegraniem

W pierwszej części meczu zdecydowanie bardziej widoczna była strata kluczowych zawodników po stronie mistrza Polski. Lech długo nie potrafił znaleźć sposobu na skuteczne rozegranie piłki. W środku pola brakowało zawodnika, który uspokoiłby grę i jednym podaniem potrafiłby otworzyć drogę do bramki.

Kolejorz miał problemy zarówno z konstruowaniem akcji środkiem, jak i z wykorzystaniem skrzydeł. Berggren nie potrafił odnaleźć odpowiedniej przestrzeni, a pod presją rywali często miał problemy z odwróceniem się z piłką. Nie najlepiej wyglądała również gra Murawskiego, natomiast Palma przez długi czas pozostawał niemal niewidoczny.

Sayyadmanesh próbował walczyć z obrońcami Jagiellonii, ale w pojedynkach powietrznych miał trudne zadanie. Przewaga fizyczna rywali długo była widoczna.

Przez większą część pierwszej połowy spotkanie przypominało piłkarskie szachy. Obie drużyny miały problemy z wyprowadzeniem piłki spod pressingu, a długie zagrania w kierunku poznańskiego pola karnego najczęściej kończyły się przejęciem przez obrońców Lecha.

Rodriguez dał sygnał, a Pereira zrobił różnicę

Mecz zaczął nabierać tempa dopiero po niespełna pół godzinie gry. W 29. minucie Sergio Lozano zdecydował się na uderzenie zza pola karnego, ale piłka minęła bramkę.

Chwilę później Lech odpowiedział akcją Walemarka i Sayyadmanesha. Do futbolówki pierwszy dopadł jednak Sławomir Abramowicz. Irańczyk próbował jeszcze zaskoczyć bramkarza Jagiellonii płaskim strzałem z dystansu. Była to pierwsza próba Lecha, która mogła zagrozić bramce gości, choć również okazała się niecelna.

Kiedy wydawało się, iż pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Kolejorz przeprowadził skuteczną akcję.

W 43. minucie Pablo Rodriguez uderzył zza pola karnego, ale jego strzał został zablokowany. Lech nie stracił jednak piłki i chwilę później futbolówka trafiła do Joela Pereiry. Portugalczyk idealnie dośrodkował w pole karne, a Rodriguez skutecznie zamknął akcję uderzeniem głową.

1:0 dla Lecha!

Jagiellonia odpowiedziała, ale końcówka należała do Kolejorza

Po zmianie stron Jagiellonia ruszyła do odrabiania strat. Lech nie był już w stanie kontrolować spotkania tak, jak chciał, a goście coraz częściej pojawiali się pod bramką gospodarzy.

W końcu przyniosło to efekt. Jagiellonia doprowadziła do wyrównania, przez co końcówka spotkania zapowiadała się niezwykle nerwowo.

I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego kibice Lecha długo nie zapomną.

Wszedł i po czterech minutach został bohaterem!

Na murawie pojawił się Robert Gumny. Obrońca nie potrzebował choćby pięciu minut, aby odmienić losy spotkania.

W 87. minucie Gumny znalazł się we właściwym miejscu i skierował piłkę do bramki Jagiellonii, zdobywając gola na wagę zwycięstwa!

2:1 dla Lecha Poznań!

Cztery minuty po wejściu na boisko Robert Gumny przesądził o losach meczu. Kolejorz dowiózł prowadzenie do końcowego gwizdka i może świętować niezwykle cenne trzy punkty.

Zwycięstwo nad Jagiellonią ma dla poznaniaków dodatkowe znaczenie. Lech Poznań został nowym liderem PKO BP Ekstraklasy. Mistrz Polski nie zachwycił przez pełne 90 minut, ale w decydującym momencie pokazał charakter.

A Robert Gumny? Dla niego to wejście na boisko trudno będzie zapomnieć. Cztery minuty gry, jeden gol i zwycięstwo, które dało Lechowi fotel lidera

Idź do oryginalnego materiału