Lider Jagiellonii rozczarowany po meczu z Górnikiem Zabrze. "Stykowe sytuacje nie układają się po naszej myśli"

roosevelta81.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Imaz


Porażka z Górnikiem Zabrze była dla Jagiellonii Białystok czwartym meczem z rzędu, które klub ze stolicy Podlasia kończy na tarczy. Po końcowym gwizdku lider Jagi Jesus Imaz nie ukrywał, iż o wyniku zaważyły decyzje sędziowskie, a jego drużyna musi poradzić sobie z kryzysem, w jaki wpadła.

- Jesteśmy smutni i źli, ponieważ po raz kolejny gramy u siebie i przegrywamy. To nie w naszym stylu, bo przecież przyzwyczailiśmy wszystkich do zwycięstw. Znaleźliśmy się w trudnym momencie, ale uważam, iż podczas tego spotkania było kilka sytuacji, które mogły odmienić jego losy - mówi lider Jagiellonii.

- W pierwszej połowie, jak dla mnie, należał nam się ewidentny rzut karny. Mam zresztą na stopie ślady po starciu z Janickim. Rozmawiałem z nim i sam przyznał, iż był faul. Nie rozumiem, dlaczego sędzia nie podszedł do monitora VAR, żeby to sprawdzić. Kiedy w drugiej połowie strzeliłem drugiego gola, arbiter stał metr od Andersa i początkowo puścił grę, a dopiero potem poszedł do VAR-u. w tej chwili takie stykowe sytuacje nie układają się po naszej myśli, a decyzje 50 na 50 często zapadają na naszą niekorzyść. Nie chcę jednak szukać wymówek. Wszyscy wiemy, iż jesteśmy w dołku. Tak jak powiedziałem przed chwilą chłopakom w szatni: to jest czas, by pokazać męski charakter. Chcę to zobaczyć już w czwartek, bo czeka nas bardzo ważne spotkanie. W Ekstraklasie z kolei uciekło nam trochę pierwsze miejsce, ale przed nami jeszcze wiele kolejek. Sezon jest długi i oczywiście będziemy walczyć do samego końca - zapewnia Imaz.

Jagiellonia źle weszła w drugą połowę, gwałtownie tracąc dwie bramki. - Znów tracimy gola zaledwie po pięciu minutach drugiej połowy. Ewidentnie brakuje nam koncentracji. Tak jak wspomniałeś - w pierwszej części gramy dobrze, stwarzamy sobie sytuacje, z których powinny paść bramki, a po przerwie zaliczamy słaby start. Musimy być zdecydowanie bardziej skoncentrowani w pierwszych minutach po wznowieniu gry, bo one są kluczowe. Nie chcę mówić nic więcej, ponieważ w tym momencie każdy może zmieszać nas z błotem i mówić o nas źle. Wierzę jednak, iż ta szatnia się podniesie. Jesteśmy silni i trzymamy się razem. Stanowimy rodzinę i jestem przekonany, iż niedługo zażegnamy ten kryzys - przekonuje 36-latek.

- Ten klub ma walkę w DNA. w tej chwili przechodzimy przez trudny okres, ale to jest piłka nożna - ten kryzys w końcu minie. Mieliśmy wokół drużyny trochę zawirowań, doszły do tego porażki, ale teraz musimy po prostu oczyścić głowy. Może właśnie dzisiejszy mecz był tym momentem wstrząsu, bo to nasza czwarta przegrana z rzędu. Skupiamy się już wyłącznie na ważnym czwartkowym starciu, a potem wracamy myślami do Ekstraklasy. Znów chcemy wygrywać - zapowiada gracz drużyny z Chorten Arena.

Idź do oryginalnego materiału