Lider obrony Górnika Zabrze niepocieszony po zwycięstwie w Białymstoku. "Najgorsze jest to, jak pan sędzia chce być najważniejszy na boisku"

roosevelta81.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Janicki_Rakow-1


Górnik Zabrze pokonał Jagiellonię Białystok i wywiózł cenny komplet punktów ze stolicy Podlasia. Mecz obfitował w kontrowersje sędziowskie, które przyćmiły kolejny bardzo dobry występ wicemistrza Polski w starciu z bezpośrednim rywalem do walki o miejsce w europejskich pucharach. Po końcowym gwizdku sędziego obrońca drużyny z Roosevelta, Rafał Janicki nie był do końca zadowolony z przebiegu spotkania przy Słonecznej.

Rafał, chwilę po zakończeniu zwycięskiego meczu. Ciężki pojedynek, ale chyba fajnie było, bo oba zespoły chciały grać w piłkę, co było widać na boisku. Na koniec to jednak wy wywozicie trzy punkty.

- Nie, dzisiaj ciężko się grało. Tak naprawdę w pierwszej połowie chyba mieliśmy po jednej dogodnej sytuacji - Jaga i my. Ten mecz nie był jakoś mega otwarty, ale po bramce na 1:0 Jaga chciała gwałtownie odrobić straty. My im wtedy strzeliliśmy na 2:0 i myślałem, iż jak dłużej wytrzymamy, to ten wynik utrzymać się uda, ale oni gwałtownie odpowiedzieli. Straciliśmy bramkę na 2:1 i zrobiło się nerwowo. Mecz, który przy stanie 2:0 wydawał się pod kontrolą, nagle stał się nerwowy, ale na szczęście wytrzymaliśmy to. Trochę szczęścia nam też pewnie dopisało, i fajnie, bo wywozimy z trudnego terenu trzy punkty.

Muszę zapytać o tę sytuację z pierwszej połowy. Ty chyba w Canal+ wspominałeś, iż to mógł być rzut karny dla rywali. Sytuacja podobna do tej, którą wy mieliście na Motorze Lublin. Czy nie masz wrażenia, iż sędziowie ostatnio za bardzo się gubią?

- Wiesz co, nie chcę się zbytnio wypowiadać, bo wiem, iż mają ciężką robotę. Najgorsze jest jednak to, jak pan sędzia chce być najważniejszy na boisku i nie chce rozmawiać. Rozumiem, iż można popełnić błędy, ale trzeba być w tym wszystkim człowiekiem i tyle. Jak sędzia gwizdnął faul na Imazie, to miałem z tyłu głowy, iż tak mogło być, bo lekko go zahaczyłem - puścił piłkę i wpadłem w niego. Mają ciężką robotę i tak zadecydowali. Nie będę się w to wtrącał, ale arbiter mógł się w kilku sytuacjach zachować lepiej. Sporo nerwowości było na tym boisku, do czego sam swoimi decyzjami doprowadzał. Więcej chyba nie chcę mówić, bo próbuję ich też trochę zrozumieć.

To ja dopowiem, iż w meczu z Lechem sędzia Myć też moim zdaniem trochę nam spotkanie zabił swoimi decyzjami. Ale porozmawiajmy o czystej grze. Wspomniałeś o bramce Jagiellonii - Twoim zdaniem można było tego uniknąć? Nie mówię o samej interwencji Philippa, bo o tym będzie głośno, ale o tym rozegraniu i wyjściu Imaza. Czy tam można było zachować się lepiej, czy oni mają to po prostu tak świetnie wytrenowane?

- Nie wiem, muszę zobaczyć powtórkę. Pewnie trener to przeanalizuje. Oni mają to schematyczne - napastnik wchodzi do gry, a te ich dwie "dziesiątki", Imaz i ten drugi zawodnik, grają bardzo powtarzalnie. Ciężko się przed tym obronić. Mieliśmy z tym problem w pierwszej połowie i w drugiej zresztą też. Kilka razy dobrze to rozegrali i zrobiło się groźnie, na co trener nas zresztą uczulał. Z boiska było ciężko ich zatrzymać. Pewnie można było się ustrzec tego głębszego dośrodkowania, ale szkoda - tracimy bramkę tak naprawdę z zerowego kąta i co mam więcej powiedzieć?

A co z Twoim zdrowiem? W samej końcówce zostałeś dość ostro potraktowany przez napastnika Jagiellonii.

- Nie, to był przypadek, normalna walka o górną piłkę. On chyba ucierpiał mocniej, bo niefortunnie naskoczył na moją nogę i wykręcił kostkę. U mnie to tylko bolesne zbicie lub stłuczenie, więc będzie dobrze.

Bębenek teraz na pewno będzie podbijany przez kibiców i ekspertów, bo wygrywacie z Jagiellonią na ich stadionie. Wszyscy zaczną mówić, iż Górnik jest głównym kandydatem do mistrzostwa. Co zrobić, żeby nie odfrunąć? Macie chyba na tyle doświadczenia z poprzedniego sezonu, żeby wiedzieć, jak do tego podejść?

- Nikt z nas nie wierzy za bardzo w to, co się pisze, i nie chcemy wybiegać myślami w przyszłość. Myślimy z meczu na mecz. Mamy fajną, mądrą drużynę oraz sztab, i dzisiaj w szatni od razu padło hasło: głowa do lodu, zostajemy na ziemi i idziemy dalej. Fajnie, bo po tych trzech tygodniach przerwy sami nie wiedzieliśmy, jak zareagujemy. Wielu zawodników wyjechało na kadrę, grając różną liczbę minut, a my w klubie mocniej potrenowaliśmy. Była wielka niewiadoma fizyczna, ale daliśmy radę. Każdy mecz w tej lidze to jest 50 na 50. Za tydzień gramy z Piastem - dla nich to będzie pewnie mecz sezonu i musimy podejść do tego tak samo. Będzie bardzo ciężko, bo są w dobrej formie, ale skupiamy się wyłącznie na najbliższym spotkaniu.

Dla Ciebie personalnie ta dłuższa przerwa reprezentacyjna była czymś potrzebnym, żeby złapać oddech, czy raczej wybiła Was z rytmu?

Faktycznie, na początku dostaliśmy tydzień wolnego, żeby trochę odpocząć od piłki. Oczywiście nie do końca, bo każdy dostał rozpiski i musiał robić treningi indywidualne na aplikacji, więc było to kontrolowane. Po maratonie, w którym graliśmy co trzy dni, był to bardzo przydatny okres odpoczynku. Później mieliśmy dwa tygodnie solidnej pracy pod mecz z Jagiellonią. To był fajny mikrocykl. jeżeli będzie więcej takich przerw, to mamy już doświadczenie, jak dobrze je spożytkować.

Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału