Lot czarterowy z Phu Quoc (przez Dubaj) do Poznania miał być typowym powrotem turystów z egzotycznych wakacji. Maszyna wylądowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na międzylądowanie techniczne i tankowanie – i tam pozostała. Rzecznik Portu Lotniczego Poznań-Ławica Marcin Wesołek potwierdził, iż samolot nie może kontynuować lotu z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej w regionie i ogólnego zagrożenia bezpieczeństwa.
Podobny los spotkał pasażerów Ryanaira – irlandzki przewoźnik odwołał rejs Poznań → Amman zaplanowany na poniedziałek rano. To bezpośrednia konsekwencja zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Jordanią, Irakiem, Iranem, częściowo nad ZEA, Bahrajnem i Kuwejtem oraz ograniczeń w Izraelu.
Co się dzieje w powietrzu Bliskiego Wschodu?
Po nocnych i porannych atakach USA i Izraela na cele w Iranie (w tym w Teheranie), Iran odpowiedział salwami rakietowymi na bazy amerykańskie w regionie. W efekcie:
- Iran całkowicie zamknął swoją przestrzeń powietrzną,
- Irak i Jordania wprowadziły zakaz lotów cywilnych,
- ZEA i Bahrajn częściowo ograniczyły ruch,
- Katar zamknął przestrzeń nad bazą Al-Udeid (największą amerykańską instalacją w regionie).
Dubaj – jeden z największych hubów przesiadkowych świata – odnotował lawinę odwołań i postojów. Samoloty tankują na ziemi, pasażerowie czekają w terminalach lub hotelach lotniskowych, a kolejne rejsy są przekierowywane do Turcji, Grecji, Egiptu czy choćby na Cypr.
Polskie lotniska w gotowości
Lotnisko Poznań-Ławica apeluje do pasażerów o śledzenie komunikatów linii lotniczych i przygotowanie się na kilkudniowe opóźnienia. Podobne ostrzeżenia wydają Warszawa, Kraków, Katowice, Wrocław i Gdańsk – wszystkie porty obsługujące czartery i rejsy do Zatoki Perskiej.
Brytyjskie i europejskie linie (British Airways, Virgin Atlantic, Wizz Air, Lufthansa) już zawiesiły część połączeń do Dubaju, Abu Zabi, Dohy, Tel Awiwu i Ammanu – niektóre do 7 marca.
Sytuacja jest dynamiczna – dopóki przestrzeń powietrzna nad Iranem, Irakiem i Jordanią pozostanie zamknięta, loty międzykontynentalne z Azji do Europy będą musiały omijać cały region, co oznacza dodatkowe 2–4 godziny lotu i znacznie wyższe koszty paliwa. Na razie nikt nie potrafi powiedzieć, kiedy niebo nad Zatoką znów będzie bezpieczne dla samolotów cywilnych.

2 godzin temu













