Józefa Staroń, emerytowana położna, od 33 lat opiekuje się terminalnie chorymi. – I nie wyobrażam sobie, żebym mogła odejść – mówi. Jej ofiarna posługa została doceniona przez Kapitułę „Nagrody św. Maksymiliana Marii Kolbego”, przyznawanej za działalność ewangelizacyjną na terenie Diecezji Bielsko-Żywieckiej. Wolontariuszka została tegoroczną laureatką tego prestiżowego wyróżnienia.
Codzienna modlitwa
– Nie spodziewałam się takiego wyróżnienia – przyznaje Józefa Staroń. – Chciałam je dedykować wszystkim wolontariuszom, którzy razem ze mną pełnią codzienną posługę przy chorych – podkreśla pionierka wolontariatu hospicyjnego w Bielsku-Białej.
Urodziła się w Lachowicach koło Suchej Beskidzkiej. – Rodzice wychowywali nas w wierze katolickiej i wpajali tradycyjne wartości – zaznacza. Dorastała w rodzinnym domu wraz z czwórką rodzeństwa. – Codziennie była wspólna modlitwa. Nie było mowy, żeby nie iść na pasterkę, choćby przy trzydziestostopniowym mrozie, choć do kościoła mieliśmy godzinę drogi pieszo – wspomina z uśmiechem.
Po maturze w Liceum Ogólnokształcącym w Żywcu podjęła naukę w szkole położnych w Krakowie. Po uzyskaniu dyplomu przeprowadziła się do Bielska-Białej i rozpoczęła pracę na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym Szpitala Miejskiego, gdzie przepracowała 40 lat.
„Nikt nie miał mi tego za złe”
– Kiedy przychodziły na świat bardzo maleńkie dzieci, na przykład urodzone w 16. tygodniu ciąży, pytałam matki, czy chcą, aby te maleństwa ochrzcić „z wody” – wspomina. – jeżeli matka wyrażała zgodę, chrzciłam. jeżeli nie – również, bo uważałam, iż dziecko powinno być ochrzczone – przyznaje.
– Nigdy nikt nie miał mi tego za złe. Przeciwnie, często matki później mi dziękowały, iż pomyślałam o tym w chwili, gdy same – będąc w ogromnym stresie – o tym zapominały – dodaje. Jedna z matek przyszła choćby po zaświadczenie o udzieleniu chrztu, potrzebne do pochówku dziecka.
Trudna decyzja
Józefa Staroń nie ukrywa, iż decyzja o zaangażowaniu się w wolontariat nie przyszła jej łatwo. Hospicjum św. Kamila w Bielsku-Białej powstało w 1992 roku. Jego założycielka, dr Anna Byrczek, prowadziła wówczas zapisy wolontariuszek do nowej placówki w ramach rekolekcji służby zdrowia.
Jedną z osób, które się zgłosiły, była znajoma Józefy Staroń – pielęgniarka. – Po namyśle koleżanka postanowiła się jednak wycofać. Pani doktor poprosiła ją wtedy, by znalazła kogoś na swoje miejsce. Wtedy zwróciła się do mnie – relacjonuje.
Początkowo odmówiła. W tym czasie pomagała w wychowaniu córki siostrzenicy, która niedawno straciła męża. – Tłumaczyłam, iż mam mnóstwo chorych na oddziale i iż więcej nie dam rady – wspomina. – Koleżanka jednak nie ustępowała. Przez trzy dni mnie przekonywała, aż w końcu się zgodziłam – mówi z uśmiechem.
Od tego momentu minęły 33 lata. – I nie wyobrażam sobie, żebym mogła odejść – dodaje.
Chory potrzebuje uwagi
Przez wiele lat Józefa Staroń łączyła pracę w hospicjum z obowiązkami położnej w szpitalu. – Nieraz przed dyżurem, który zaczynałam o 7.00, szłam jeszcze do chorego: podłączyć kroplówkę, zmienić opatrunek czy pobrać badania. Stamtąd ktoś z rodziny odwoził mnie do szpitala – opowiada.
Podkreśla, iż w pracy hospicyjnej trzeba wystrzegać się pośpiechu i zniecierpliwienia. – Chory potrzebuje uwagi. Chce być wysłuchany, chce rozmowy, a czasem po prostu wspólnego milczenia – zauważa.
Nie brakuje też trudnych momentów, zwłaszcza gdy pacjenci nie potrafią pogodzić się z chorobą. – Bywają zbuntowani, wulgarni, odrzucają pomoc. Trzeba to znieść – mówi. Jednak większość chorych ma ogromną potrzebę bliskości i dzięki rozmowie spokojniej przyjmuje swój los.
Łza, która mówi wszystko
Są też chwile niezwykle wzruszające. – Dwadzieścia lat temu nasz kapelan towarzyszył w ostatnich chwilach jednemu z podopiecznych – wspomina. – Mężczyzna był przykuty do łóżka, nie było już z nim kontaktu słownego. Po udzieleniu namaszczenia ksiądz poprosił stojącą obok żonę, by porozmawiała z mężem i uścisnęła go jeszcze raz na pożegnanie.
Kobieta posłuchała. Gdy skończyła, z policzka jej męża spłynęła łza.
– Takie chwile zostają w sercu na zawsze – przyznaje wolontariuszka, podkreślając, iż siłę do pracy czerpie z wiary.
33 lata posługi
Hospicjum św. Kamila ma charakter domowy i obejmuje opieką chorych w miejscu ich zamieszkania. Działa na terenie Bielska-Białej oraz powiatu bielskiego. Od początku istnienia pomogło 5740 pacjentom.
W działalność hospicjum zaangażowanych jest stale około 80 wolontariuszy medycznych i niemedycznych, którzy opiekują się średnio 60 chorymi miesięcznie. Placówka bezpłatnie udostępnia także specjalistyczny sprzęt medyczny, m.in. koncentratory tlenu, łóżka rehabilitacyjne, materace przeciwodleżynowe, chodziki, laski i kule.
Siedziba Hospicjum św. Kamila mieści się w Bielsku-Białej przy ul. NMP Królowej Polski 15. Osoby zainteresowane wolontariatem mogą kontaktować się telefonicznie: 509 722 239.
– Warto do nas przyjść, by robić coś dobrego dla drugiego człowieka – zachęca Józefa Staroń.

5 godzin temu














