W środę 25 lutego dwóch Polaków zginęło w lawinie, która zeszła w Dolinie Mięguszowieckiej w Tatrach Słowackich. Jedną z ofiar jest 31-letni Marek Patola z Bierunia. Mężczyzna uprawiał freeride – jedną z odmian narciarstwa ekstremalnego. Wraz z Bierunianinem życie stracił 41-letni Aleksander „Ali” Olszański, podróżnik i snowboardzista z Krakowa.
Jak poinformował zakopiański portal 24tp.pl (Tygodnik Podhalański), powołując się na słowackie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, do tragedii doszło w środę w godzinach popołudniowych, w rejonie Doliny Mięguszowieckiej. Lawina miała zejść ze żlebu opadającego z Popradzkiej Grani.
Z Popradu na miejsce poleciał śmigłowiec ratunkowy, który po drodze, ze Starego Smokowca, zabrał ratowników Horskiej Zachrannej Służby (Górskiego Pogotowia Ratunkowego) wraz z lekarzem i psem przeszkolonym do odnajdywania ludzi pod śniegiem.
Portal 24tp.pl podał, iż pierwszego z mężczyzn (Aliego Olszańskiego) odkopali czescy narciarze, którzy byli na miejscu. Nie udało się go uratować. Później spod śniegu wydobyto również Marka Patolę z Bierunia. Niestety, doznał on rozległych obrażeń ciała. W tym przypadku także, pomimo intensywnej i długotrwałej reanimacji, nie udało się przywrócić mu czynności życiowych.
Jak podał Tygodnik Podhalański, w Tatrach obowiązuje trzeci stopień zagrożenia lawinowego, a sytuacja nie będzie lepsza. Na najbliższe dni zapowiadane jest ocieplenie. Lawiny mogą schodzić samoczynnie.
***
Zarówno Aleksander Olszański, jak i Marek Patola, byli doświadczonymi skialpinistami (połączenie alpinizmu, narciarstwa i snowboardingu). Regularnie jeździli nie tylko w Tatrach. Uprawiali freeride polegający na swobodnej jeździe poza wyznaczonymi trasami i szlakami, wykorzystujący naturalne ukształtowanie terenu. W górach są to często zjazdy w głębokim puchu, między drzewami lub w stromych żlebach.
Na profilu facebookowym Skialpinizm napisano:
„Odważni, szaleni, zdeterminowani w poszukiwaniu linii. Jedni z najbardziej aktywnych freeriderów w Tatrach. Przyjaciele, złoci ludzie. Przez wiele lat mieli szczęście, wczoraj go zabrakło. Potężna lawina (…) nie dała im żadnych szans. Będzie mi Was strasznie brakowało, tak jak całemu środowisku. (…) Nie dało się Was powstrzymać. Iza, Ewa – nasze serca też pękły… Do zobaczenia po drugiej stronie grani”.
Dominik Łaciak z Bierunia, kolega Marka Patoli, również narciarz, na profilu FB „Bieruń – Sprawy z Twojego Miasta” napisał:
„Nie żyje Marek Patola, świetny i nieustraszony freerider, wspaniały kolega. Człowiek zabawny i zdeterminowany jak mało kto. Góry kochał miłością dziką i był nie do dogonienia.
Z Markiem spędziliśmy wiele lat w górach i nie tylko. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w samochodzie na Chopok (na zdjęciach) – pamiętam jak dzielił ciastem od mamy. A potem przez lata podróżowaliśmy za śniegiem.
Marek był jedną z najbardziej ambitnych i zdeterminowanych osób, jakie poznałem. W górach wyznaczał sobie cele i je realizował. Nikt lepiej nie celował w świeży śnieg i mało kto tak dobrze jeździł na nartach. Miał końskie zdrowie.
W Tatrach absolutnie freeridowa czołówka. Robił tak niewiarygodne rzeczy, iż w ekipie krążyły o nim żarty. Każdy z nas chciałby być jak Marek, ale nikt nie był, bo Marek był poza skalą.
Jednocześnie bardzo dobry kolega, kompan przygód (nie tylko) w górach i dni tak dobrych, iż opowiada się o nich latami. Marek zawsze był w górach, a jak nie był, to akurat planował. Kiedykolwiek o nich mówił, zapalał się w nim ogień i chęć działania. (…)”.

2 godzin temu















