Marek Wielewicki: To nie będzie jednostronny pojedynek

mkschojniczanka.pl 3 godzin temu

Rozmowa z Markiem Wielewickim przed meczem 1/4 finału STS Pucharu Polski: Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka.

Dzisiaj rozmawiamy z Markiem Wielewieckim. Jedną z legend Chojniczanki, ale w swojej karierze mający również swój czas w Zawiszy Bydgoszcz. Nawiązując do środowego meczu Pucharu Polski skupimy się na wątkach bydgosko-chojnickich. Jak trafił Pan z Chojniczanki do Zawiszy?

Wyglądało to w ten sposób, iż w roku 1980 tworzyła się grupa piłkarska juniorów. Zawodnicy byli wyselekcjonowani z różnych klubów ówczesnego województwa bydgoskiego, a później także słupskiego i toruńskiego. Była to grupa około 50 chłopców w wieku 18 lat. Przez okres wakacji, przez dwa miesiące, odbywały się zajęcia na Zawiszy, i z tej grupy zostało wybranych 20–25 zawodników, którzy zostali objęci szkoleniem przez WKS Zawisza w Bydgoszczy. Był to zespół orlików, który występował od najniższej klasy rozgrywkowej juniorów i doszliśmy do zdobycia trzech mistrzostw Polski: dwukrotnie Mistrzostwo Polski Wojska Polskiego i raz Mistrzostwo Polski Klubowe.

Nie da się ukryć, iż najbardziej jest pan kojarzony z Chojniczanką, Arką Gdynia czy Bałtykiem, ale ten czas w Bydgoszczy również był znaczący w Pańskiej karierze.

Tak, był bardzo ważny. Trzykrotne mistrzostwo Polski juniorów jednak o czymś świadczy. Nie wiem, czy w innym klubie można było to osiągnąć. Zanim jednak trafiłem do Bydgoszczy, to swoją przygodę z piłką zaczynałem w Chojniczance. Byłem młodszy o jakieś 5–6 lat od niektórych zawodników, na przykład Janka Syroradzkiego, Czesia Adamczyka czy Tadeusza Słomińskiego. Byłem tam, jak ktoś kiedyś powiedział, „urodzony w szatni”, bo byłem najmniejszy i najmłodszy z nich, ale grałem z nimi, może jeszcze nie tak często, ale zdobyliśmy z tym zespołem Mistrzostwo Pomorza. Na pewno miło wspominam ten okres zarówno w Chojniczance jak i Zawiszy.

Spoglądamy teraz na ten historyczny skład zawodników (TUTAJ), którzy grali zarówno w Chojniczance, jak i w Zawiszy. Są tu tacy, którzy w Chojnicach się urodzili i zaczynali swoje kariery, a potem związali się z Bydgoszczą, ale też którzy więcej historii napisali w Chojniczance, ale mieli też swój epizod w Zawiszy. Jak pan ocenia ten skład?

Osobiście znam ośmiu zawodników z tej jedenastki. Myślę, iż ten skład dobrze by sobie poradził i teraz gdyby zawodnicy „z moich czasów” byli o 30-40 lat młodsi, to w dzisiejszej drugiej lidze daliby radę. To zawodnicy, którzy grali w tamtejszej pierwszej i drugiej lidze. Mirek Modrzejewski to medalista mistrzostw świata juniorów. Benek Nielipowicz, Wiesiu Piekarski, Tadziu Słomiński, wszyscy tutaj grali na wysokim poziomie. Jasiu Rudziński to później chyba choćby otarł się o reprezentację Polski. Mocna jedenastka.

Śledzi pan mecze Chojniczanki i to co dzieje się w naszym Klubie?

Śledzę i to bardzo. Z różnych przyczyn nie zawsze mogę uczestniczyć na żywo, ale myślę, iż oglądam około 90% meczów. Poziom trudno porównywać z tamtymi latami. Wtedy zawodnik z drugiej ligi, który chciał wejść do pierwszej, musiał naprawdę coś sobą prezentować. Teraz tych lig jest więcej, zawodników też, ale myślę, iż poziom z roku na rok jest coraz wyższy. Trudno też jednoznacznie ocenić wpływ transferów zagranicznych. Poza tym dziś gra się bardziej technicznie, a treningi wyglądają zupełnie inaczej. Nie jeździ się już zimą w góry i nie biega po pas w śniegu, tylko przez 80% czasu pracuje się z piłką.

Rozumiem, iż środowy mecz też pan obejrzy. Jak pan typuje?

Na pewno będę oglądał. Są to dwa wyrównane zespoły. Dobrze wspominam czasy w Zawiszy, ale chciałbym żeby wygrała Chojniczanka, bo stąd pochodzę, stąd wyszedłem na świat. Może nie na szerokie wody, ale udało mi się rozegrać te 120 parę spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej, kilka bramek strzeliłem. Myślę, iż nie będzie to jednostronny pojedynek. Spotkanie będzie wyrównanie, ale zakończy się zwycięstwem Chojniczanki.

Mecze z Zawiszą zawsze elektryzowały lokalną społeczność, zwłaszcza, gdy Chojnice należały do województwa bydgoskiego. Nie da się ukryć, iż wtedy była to duża marka. Dzisiaj żyjemy w czasach, kiedy Zawisza jest Klubem odradzającym się i od 10 lat niżej notowanym niż Chojniczanka. Kiedyś sytuacja nie do pomyślenia.

Zdecydowanie jest to powód do dumy. I nie tylko w porównaniu z Zawiszą. Weźmy np. Bałtyk Gdynia, z którym kiedyś graliśmy w okręgówce, teraz jest za nami. Nie odstajemy piłkarsko od wielu znanych klubów. Niedawno rywalizowaliśmy w jednej lidze z np. Rakowem Częstochowa czy Arką Gdynia i były to zespoły, będące w naszym zasięgu, a dzisiaj w meczach towarzyskich potrafimy z nimi wygrywać. Wtedy byliśmy kopciuszkiem. Może się uda, ale każdy dawał z siebie wszystko. Z racji tego, iż Chojniczanka jest zespołem drugoligowym, jesteśmy w tym meczu cichym faworytem. Oby to się spełniło.

A co u pana słychać? Cały czas jest Pan aktywny zawodowo.

Tak, jeszcze dwa lata do emerytury. Cały czas pracuję w tej samej szkole, w Pawłowie. Widzę, iż w kadrze pierwszego zespołu kręci się też Mateusz Morek, który zaczynał u mnie w szkole. To bardzo fajny, ułożony i spokojny chłopak. Ale wiadomo. Praca z młodymi zawodnikami pokazuje, iż sam talent nie wystarczy. Trzeba chcieć, trzeba mieć charakter i zacięcie, bo w sporcie zespołowym sam talent to za mało.

Bardzo dziękuję. Miło było się spotkać. Dziękuję za poświęcony czas i rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału