Tysiące właścicieli domów w Polsce mogą choćby nie wiedzieć, iż używany przez nich kominek lub „koza” mogą narazić ich na mandat. Coraz ostrzejsze uchwały antysmogowe wprowadzają obowiązek spełniania konkretnych norm emisyjnych, a brak certyfikatu lub dokumentów potwierdzających klasę urządzenia może skończyć się dotkliwą karą finansową.

Fot. Warszawa w Pigułce
Tysiące właścicieli domów w Polsce mogą nie zdawać sobie sprawy, iż używane przez nich kominki i piece wolnostojące stały się problemem prawnym. Obowiązujące uchwały antysmogowe w coraz większej liczbie województw zaostrzają wymagania wobec urządzeń grzewczych na drewno, a brak odpowiednich certyfikatów może skończyć się mandatem lub choćby sprawą w sądzie. najważniejsze znaczenie ma nie data zakupu, ale spełnianie aktualnych norm emisyjnych.
Nowe przepisy obejmują wszystkie urządzenia spalające drewno podłączone do komina – zarówno klasyczne kominki z wkładem, jak i popularne „kozy”. Prawo nie rozróżnia, czy służą one do rekreacyjnego palenia, czy do dogrzewania domu. Każde takie palenisko traktowane jest jako miejscowy ogrzewacz pomieszczeń i podlega tym samym wymogom.
W województwie kujawsko-pomorskim, podobnie jak w wielu innych regionach, od 2024 roku zakazane jest użytkowanie kominków i pieców, które nie spełniają norm wynikających z Ekoprojektu. Starsze urządzenia mogą być używane tylko wtedy, gdy spełniają wymagane standardy i właściciel potrafi to udokumentować. Piece 3. i 4. klasy mają czas jedynie do końca 2027 roku. Po tej dacie ich eksploatacja będzie niedozwolona.
Problemem dla wielu właścicieli domów jest brak dokumentacji. Certyfikaty, instrukcje czy karty techniczne często zaginęły przez lata. W razie kontroli to jednak użytkownik musi udowodnić, iż jego urządzenie spełnia normy. Brak papierów nie oznacza automatycznie kary, ale znacznie utrudnia obronę. Eksperci radzą, by spróbować zidentyfikować model kominka po tabliczce znamionowej, numerze seryjnym lub wyglądzie i poszukać certyfikatu u producenta lub dystrybutora. Opinie kominiarskie czy ekspertyzy techniczne mogą pomóc, ale nie zawsze zastąpią wymagany dokument Ekoprojektu.
Kontrole prowadzą straże miejskie i gminne. W niektórych miastach wykorzystywane są drony z czujnikami, które pomagają wskazać domy wymagające sprawdzenia. Sam odczyt nie przesądza jednak o naruszeniu przepisów. najważniejsze są oględziny urządzenia, dokumenty oraz sposób jego użytkowania. W praktyce służby najczęściej reagują na przypadki spalania odpadów, a kary za sam brak certyfikatu są wciąż rzadkie. To jednak może się zmienić wraz z końcem okresów przejściowych.
Mandat za naruszenie uchwały antysmogowej może wynieść do 500 zł, a jeżeli sprawa trafi do sądu – choćby 5 tys. zł. Często towarzyszy temu nakaz zaprzestania użytkowania kominka lub pieca. W kilku województwach, m.in. małopolskim, mazowieckim, śląskim i dolnośląskim, od 1 stycznia 2026 roku dopuszczone mają być wyłącznie urządzenia spełniające normy Ekoprojektu, bez wyjątków.
Dla wielu rodzin oznacza to konieczność inwestycji. Najprostsze certyfikowane wkłady kominkowe lub „kozy” kosztują dziś około 2 tys. zł, ale są to urządzenia o niewielkiej mocy. Bardziej wydajne modele to wydatek rzędu kilku, a choćby kilkunastu tysięcy złotych. Mimo kosztów eksperci podkreślają, iż dostosowanie się do przepisów może uchronić nie tylko przed karami, ale też przed problemami zdrowotnymi i dalszymi zaostrzeniami prawa.
Właściciele domów, którzy mają wątpliwości co do swojego kominka, powinni sprawdzić dokumentację już teraz. W wielu regionach czas na decyzję gwałtownie się kończy, a brak reakcji może okazać się znacznie droższy niż planowana wymiana urządzenia.

20 godzin temu








