Poziom meczu Legia Warszawa - Widzew był bardzo niski, godny 15 i 16 drużyny w tabeli. Oba zespoły w tym sezonie grają źle, przegrywają, rozczarowują, bo przecież walczyć miały o czołówkę: mistrzostwo, czy puchary. Poszły na to wielkie pieniądze. Umiejętności to jednak jedno. Są jeszcze ambicja, wola walki, motywacja. W piątkowy wieczór te cechy było widać u piłkarzy Legii. Znamienna była scena z ostatnuej akcji meczu. Był remis, a Otto Hindrich, bramkarz warszawskiego zespołu, pobiegł pod bramkę Widzewa, gdy jego zespół miał rzut rożny. Po nim - chociaż bez udziału Rumuna - Legia zdobyła zwycięską bramkę. prawdopodobnie da jej to utrzymanie.
Widzew grałby pewnie na czas, bo punkt jest dobry?
Trudno wyobrazić sobie, by w podobnej sytuacji zachował się Bartłomiej Drągowski. Grę na czas Widzewiaków już zdecydowanie bardziej. Legia chciała wygrać, a Widzew nie chciał przegrać. - Nie był to mecz wybitny, natomiast ten punkt byśmy szanowali - przyznał bez ogródek Aleksandar Vuković na konferencji prasowej po meczu. Oczywiście szanować nie było czego, bo jego drużyna przegrała.
https://lodzkisport.pl/pilka-nozna/porazajaca-statystyka-widzew-jest-blisko-spadku-a-moglby-byc-w-czolowce/7CPSXsMApNYWoQzpzcM9Vuko mówił też, iż jaki był pomysł Widzewa na to spotkanie. - Pomysłem na mecz było zminimalizowanie szans Legii na to, by była groźna pod naszą bramką. Co się udało, oprócz jednego zamieszania też po stałym fragmencie. To zrobiliśmy bardzo dobrze. o ile chodzi o aspekty ofensywne, tu na pewno nie byliśmy na takim poziomie jakiego oczekiwałem. Nie byliśmy na tyle groźni. Teraz jest pytanie: czy można było inaczej zestawić skład, wysłać innych ludzi, postawić na inną strukturę? W gruncie rzeczy wydaje mi się, iż kilka można było innego wymyślić na to spotkanie przy brakach kadrowych. Punkt był na wyciągnięcie ręki i nie byłby złym wynikiem - mówił.
On naprawdę tak myśli. Gra z 15. zespołem w tabeli, gra o życie, po spadek z PKO BP Ekstraklasy, który jest coraz bardziej realny, to sportowy zawał serca dla Widzewa, i wychodzi na boisko po to, by zminimalizować szanse Legii. No i prawie się to udało, więc nie było tak źle. W ofensywie nie było dobrze, ale co tam. Inaczej się po prostu nie dało. Czyżby?
Przede wszystkim nie przegrać - to ambicje Vuko
Przed wszystkim nie przegrać - to motto trenera Vukovicia. Tyle iż Widzew jest w takiej sytuacji, iż ma przede wszystkim walczyć o zwycięstwo. A Serb, który przecież byl na boisku wojownikiem, zwyczajnie tchórzy - piszą o tym kibice na forach, w mediach społecznościowych, rozmawiają o tym ze sobą.
"Widzew gra do końca. Zawsze", "Widzewski charakter" - te hasła nie wzięły się znikąd. To historia, tradycja i DNA tego klubu. Tymczasem - walcząc o życie! - mamy minimalizm i strach. Vuković nazywa to pragamtyzmem, ale to wygodne alibi.
To czwarty trener drużyny w tym sezonie. Może niestety najlepszy z nich. Ale czy w końcu dobry? Czy Widzew znalazł nareszcie przewodnika, szefa? Oby udało się uratować ligę. Serb sprawia wrażenie jakby kontrolował sytuacje, liczy punkty możliwe do zdobycia. Trudno jednak być spokojnym. Trzeba mieć nadzieję, iż się uda. A potem? Zostanie jeszcze rok kontraktu do wypełnienia. Trzeba jednak być gotowym na to, iż Robert Dobrzycki, właściciel Widzewa, nakaże znalezienie nowego trenera. Kogoś, kto będzie walczył o zwycięstwa, a nie o to, by nie przegrać meczu i to choćby z 15. zespołem w tabeli, który tak jak łódzka drużyna, walczy o utrzymanie.

1 godzina temu











