Jaki jest przepis na katastrofę i spadek z PlusLigi?
Trener debiutant . Zawodnicy, którzy gdzieś po drodze byli najczęściej rezerwowymi
w najwyższej klasie rozgrywkowej oraz Ci którzy do tej pory grali w niższych ligach. Małe miasto bez wielkich tradycji siatkarskich. Sztab, który się zgrywa . I gdzieś w tym wszystkim jeden Japończyk, który dla wielu był większym znakiem zapytania niż wzmocnieniem.
Brzmi jak scenariusz, który w tej lidze kończy się bardzo gwałtownie spadkiem
A jednak nie tym razem.
Krzysztof Andrzejewski zrobił coś więcej niż tylko utrzymał zespół. Pokazał, iż w sporcie nie zawsze wygrywają nazwiska, budżety i doświadczenie zapisane w CV. Czasem wygrywa wiara, konsekwencja i drużyna, która najpierw musi uwierzyć sama w siebie, zanim zrobią to inni.
Ta wiara nie bierze się znikąd. To efekt znajomości dyscypliny, analizy i konsekwentnej pracy.
Ta rozmowa nie jest tylko o siatkówce. To opowieść o decyzjach podejmowanych w ciszy. O odpowiedzialności, której nie widać z trybun.
I o trenerze, który zamiast szukać wymówek, postanowił napisać własną historię.
Trener , który ma koło siebie sztab ludzi ostateczne decyzje podejmuje sam i bierze za nie odpowiedzialność . Rozmowa o siatkówce, wyborach i życiu między halą a jeziorem.
Są wywiady, w których zapamiętuje się cytaty. I są takie, w których zapamiętuje się człowieka.
Ta rozmowa miała być krótka. Kilka pytań, kilka odpowiedzi. Szybkie podsumowanie sezonu. Tymczasem z każdą minutą schodziliśmy głębiej. W siatkówkę, w decyzje, w relacje. W rzeczy, których z trybun nie widać. W sumie kilka spotkań i trzy godziny nagrań.
Bo prawda o trenerze nie zaczyna się w dniu meczu. Zaczyna się dużo wcześniej. I często zostaje z nim dużo dłużej.
Bałeś się przed sezonem?
Nie. Odpowiada bez zawahania.
Miałem pewność. Ale nie taką, iż wyjdziemy i wszystkich ogramy. Bardziej taką, iż damy radę. Że mamy ludzi, którzy są
w stanie to zrobić.
Ta pewność nie była przypadkiem. Budowała się na zaufaniu. Do klubu. Do pracy, która została wykonana. Do drużyny, która , choć dla wielu była do spadku ,miała coś, czego nie widać w statystykach.
Zgranie i charakter.
My nie robiliśmy rewolucji. Zostawiliśmy trzon. Ludzi, którzy wywalczyli awans. To jest ogromna wartość. Wiesz, ile daje to, iż rozgrywający zna swoich skrzydłowych? Że oni grają ze sobą „w ciemno”?
Dla mnie to nie była drużyna do utrzymania. To był zespół do udowodnienia czegoś sobie.
Nadajemy się , czy nie ?
Każdy chce grać. I każdy widzi najpierw siebie
Nie ucieka od trudnych tematów. Wręcz przeciwnie.
Każdy zawodnik chce grać. Każdy. I każdy na początku widzi czubek własnego nosa. To jest normalne. Ja też taki byłem.
Mówi to spokojnie. Bez pretensji. Bardziej jak ktoś, kto już to przeżył i rozumie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy brakuje cierpliwości. Bo trener często widzi dalej. Ma plan na pół roku, na rok, może choćby na dłużej .A zawodnik chce już.
I tu pojawia się coś, co wraca w tej rozmowie kilka razy.
Zaufanie.
Nie możesz go wymagać. Nie możesz powiedzieć: „Masz mi ufać”. Na to trzeba zapracować. Relacją. Prawdziwością. Tym, iż zawodnik czuje, iż chcesz dla niego dobrze.
Ale choćby wtedy nie zawsze się udaje...
Trener wygrywa z wieloma. Przegrywa sam
Zdarza ci się być samotnym na pełnej hali?
Uśmiecha się, ale to nie jest lekkie pytanie.
Jak wygrywasz, to jest wielu ojców sukcesu. Poklepywanie, uśmiechy, wszystko jest fajne. Jak przegrywasz, to trener jest sam.
Chwila ciszy.
Znaczy… nie do końca. Bo są ludzie, którzy są blisko. Którzy wspierają niezależnie od wyniku. I to jest najważniejsze. W tym sezonie wielokrotnie zdarzało mi się , choćby w najtrudniejszych chwilach , kiedy byliśmy na ostatnim miejscu iż to wsparcie otrzym ywałem na każdym kroku , czy w sklepie spożywczym , czy od pań sprzątających na hali czy od kibiców podchodzących po przegranym meczu i dającym wsparcie – mówiąc będzie lepiej.
A internet?
Nikt nigdy nie podszedł do mnie i nie powiedział w oczy: „Trenerze, gracie słabo”. Nigdy. Wszystko co negatywne jest
w komentarzach, za ekranem komputera i nickiem najczęściej. . To jest dla mnie po prostu tchórzostwo .Na szczęście ten szum słychać tylko w świecie wirtualnym . To nie jest prawdziwy świat .
Nie mówi tego agresywnie. Bardziej jak ktoś, kto już się z tym pogodził.
Bo ludzie widzą pięć procent. Czubek góry lodowej. A decyzje, które podejmujemy, to jest suma dziesiątek rzeczy. Kontuzji. Formy. Głowy. Życia prywatnego. Tego się nie widzi.
Nie jestem asystentem. Nigdy nim nie byłem
Jego droga była oczywista. Przecież pochodzi z Olsztyna , a tam siatkówka to religia .
Zawsze miałem tą pewnośc iż siatkówka to mój świat .Najpierw jako zawodnik , później trener.
Jaka była Twoja droga trenerska?
Nigdy nie byłem asystentem. Nie chciałem. Chciałem robić siatkówkę po swojemu.
Skończyłeś studia trenerskie?
Mam uprawnienia trenerskie do prowadzenia plusligowej drużyny , doświadczenie jako zawodnik,
a studiowałem i ukończyłem prawo. Jestem magistrem prawa.
Uśmiech.
Zawsze byłem humanistą. Język polski, historia. Bardziej widziałem się choćby w dziennikarstwie niż w prawniczym świecie.
Ale życie poszło w siatkówkę.
W pewnym momencie nie było już wyboru. Zadebiutowałem w PlusLidze i postawiłem wszystko na jedną kartę. Nie żałuję.
Chcę być trenerem, jakiego sam chciałem mieć
Nie mówi o systemach, schematach, modach.
Mówi o doświadczeniu.
Każdy trener, który był zawodnikiem jest sumą swoich trenerów. Ja też. Od jednych wziąłem to, co dobre. Od innych nauczyłem się, czego nie robić.
Padają nazwiska. Ale najważniejsze zdanie jest inne.
Ja chcę trenować tak, jak sam chciałbym być trenowany i prowadzony.
I to tłumaczy wiele.
Trener musi być trochę wszystkim. Nauczycielem. Kumplem. Czasem tym, który krzyknie i przeklnie . A czasem tym, przy którym można usiąść i pogadać.
Albo pomilczeć.
Nie ma patentu na atmosferę
Macie dobrą atmosferę?
Myślę, iż tak. Ale to nie jest coś, co się robi klubowym ogniskiem czy grillem.
Uśmiech.
To są fajne rzeczy, ale trochę sztuczne. Atmosfera nie robi się sama. Powstaje z pielęgnowanych relacji i szczerości .
Nie idealizuje.
Są momenty lepsze i gorsze. Wynik pomaga. Jak się wygrywa, wszystko jest łatwiejsze.
Ale wraca do jednego.
Trzeba być sobą. Nie zakładać maski trenera.
Dom jest tam, gdzie jest cisza
Kiedy schodzimy z siatkówki, zmienia się tempo rozmowy.
Pojawia się Olsztyn. Jezioro. Działka.
To jest nasze miejsce na ziemi.
Mówi to inaczej niż o hali. Ciszej.
Tam wszystko jest prostsze. Ogród. Drewno. Praca rękami. Jezioro. Rodzina.
I nagle trener, który analizuje statystyki i ustawia system przyjęcia, opowiada o marchewce.
Prowadzę każdego po swoim ogrodzie. Pokazuję, co gdzie rośnie. Żona się śmieje, iż już im wystarczy, ale ja dalej oprowadzam i opowiadam jak dorodne warzywa urosły.
Śmieje się.
I każdy gość wyjeżdża z torbami warzyw.
To jego świat poza siatkówką, o którym mało kto wie.
„Bez niej by się to nie udało”
Kiedy pada temat rodziny, robi się jeszcze ciszej.
Postawiliśmy na siatkówkę. To znaczy… postawiliśmy na mnie.
Chwila.
I jestem ŻONIE za to wdzięczny. Bo to nie jest łatwe życie. Przeprowadzki. Zmiany. Dziecko w czterech przedszkolach.
Nie brzmi jak trener.
Brzmi jak mąż i ojciec .
To jest trudne. I wymaga zrozumienia. Miłości. Empatii.
Cel znika… i czegoś zaczyna brakować
Świętowałeś utrzymanie?
W głębi duszy tak. Ale wiesz co… dzień później już czegoś brakowało.
I to jest jedno z najciekawszych zdań tej rozmowy.
Jak masz cel, to on cię trzyma. Niesie. A jak go osiągniesz… robi się trochę pusto.
Uśmiecha się.
Dlatego już myślimy o kolejnym sezonie.
Nie chcę stać w miejscu
Na koniec wraca do przyszłości.
Co dalej?
Kolejny krok.
Bez wielkich deklaracji. Bez patosu.
Nie chcę stać w miejscu. Każdy sezon musi być trochę wyżej.
I może właśnie to go definiuje najbardziej.
Nie wynik.
Nie tabela.
Tylko droga.
Kiedy wychodzisz z hali, świat zwalnia.
Przecież obok tego wszystkiego jest też zwykłe życie. Domek pod Olsztynem. Drewno, ogród, jezioro, łódka,, plaża, , ognisko, las. Miejsce, które w Jego opowieści nie jest dodatkiem, ale prawdziwym azylem. Tam wraca nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Tam jest rodzina, przyjaciele, wspólne wieczory i warzywa, które pokazuje gościom z taką dumą, jakby opowiadał o największym trofeum.
W tej części rozmowy trener zamienia się po prostu w faceta, który kocha swój kawałek świata i czerpie satysfakcję z rzeczy prostych, prawdziwych, własnych.
I może właśnie dlatego ten wywiad działa. Bo nie jest tylko o siatkówce. Jest o człowieku, który lubi wygrywać, ale nie buduje siebie wyłącznie na zwycięstwach. Który ma ambicję, ale nie gubi pokory. Który podejmuje decyzje twardo, ale myśli o nich długo po tym, jak inni przestaną już o nich pamiętać.
Bo trener nie przestaje być trenerem po ostatnim gwizdku. Zabiera tę pracę ze sobą. Do domu. Do ciszy. Nad jezioro.
I może właśnie tam, między rzędem marchewki a wieczornym ogniskiem, na chwilę przestaje analizować. Na chwilę odpuszcza.
Żeby za moment wrócić.
Jeszcze głodniejszy siatkówki i wygrywania.
















