Między piłką i piórem

1 godzina temu

Jacek Kosierb jest niekwestionowanym liderem i twarzą świdnickiego futbolu amatorskiego. Założona przez niego Manufaktura Futbolu w Świdniku organizuje ligę i turnieje futsalu, zawody na Orlikach, przymierza się do walking footballu, czyli piłki nożnej chodzonej dla osób w zaawansowanym wieku lub o mniejszej sprawności fizycznej. Jacek jest też członkiem Reprezentacji Polskich Pisarzy i autorem kilkunastu książek poświęconych piłce nożnej na Lubelszczyźnie. Nietrudno się domyślić, iż z natłoku zajęć nie ma zbyt wiele wolnego czasu. Pierwsze pytanie nasuwa się więc samo.

– Ile razy w miesiącu żona obiecuje, iż się z Tobą rozwiedzie?

– Teraz już rzadziej, ale zdarzało się to od trzech do pięciu razy. Z biegiem czasu widać, iż Anetka też się już trochę wkręciła, ponieważ robi dokumentację fotograficzną praktycznie od mojego pierwszego meczu reprezentacyjnego w 2015 roku. Staram się systematyzować i przechowywać te materiały z nadzieją, iż kiedyś powstanie z nich książka o reprezentacji „ludzi pióra i klawiatury”.

– Po co było zapisywać się do Reprezentacji Polskich Pisarzy?

– Żeby spełnić dziecięce marzenia o występach w koszulce z orłem na piersi. W zasadzie całe moje życie związane jest z piłką nożną. Można zapytać co można osiągnąć grając w Reprezentacji Polskich Pisarzy? Zjeździliśmy wzdłuż i wszerz praktycznie całą Polskę, wyjeżdżamy na mecze za granicę i gościmy u siebie zespoły europejskie. Bardzo chętnie uczestniczymy w inicjatywach charytatywnych oraz jubileuszowych. Rywalizujemy i zawieramy przyjaźnie z byłymi reprezentantami Polski, którzy od czasu do czasu grają w naszej, czy też w podobnych drużynach. W ten sposób miałem zaszczyt i przyjemność zagrać u boku m.in. Grzegorza Szamotulskiego, Piotra Reissa czy Arkadiusza Onyszko. Stanąć „oko w oko” przeciwko Maciejowi Szczęsnemu, Markowi Jóźwiakowi czy Jerzemu Podbrożnemu. Kiedyś nie mogłem o tym choćby pomarzyć. Przede wszystkim jednak przez cały czas znakomicie się bawimy.

– Jaka jest historia tej reprezentacji?

– Powstała przy okazji Euro 2012, którego Polska była współgospodarzem. Na pomysł wpadł Zbigniew Masternak, pisarz przez wiele lat związany z Lubelszczyzną. Jest nie tylko założycielem drużyny, ale także od samego początku jej kapitanem. Zaczęło się w maju, od miniturnieju na miesiąc przed Euro, w którym zagrały reprezentacje Polski, Ukrainy i Niemiec. W październiku 2012 roku wydałem debiutancką książkę. Pierwsze powołanie otrzymałem dopiero trzy lata później za pośrednictwem Henryka Sieńko, dziennikarza z Krasnegostawu, który na cztery dni przed występem reprezentacji w Zamościu napisał do mnie, iż grają mecz charytatywny i może mnie polecić kapitanowi, jeżeli jestem zainteresowany. Wcześniej nie wiedziałem choćby o jej istnieniu. To był początek mojej reprezentacyjnej przygody i spełnienie, w wieku 41 lat, dziecięcych marzeń. Pamiętam dobrze wynik – na stadionie Hetmana wygraliśmy 4:3 z reprezentacją księży diecezji zamojsko-lubaczowskiej.

– A później zagrałeś kolejne dwieście meczów…

– Po pierwszym spotkaniu doszedłem do wniosku, iż niektórzy koledzy kuleją choćby bardziej ode mnie. „Dwusetkę” gier w biało-czerwonych barwach narodowych skompletowałem w ciągu jedenastu lat i w tej chwili po kapitanie mam największy dorobek reprezentacyjny, co daje dużo satysfakcji. Tak samo jak każda z ponad pięćdziesięciu strzelonych bramek. Ostatnio szczególną chwilą było dla mnie odebranie statuetki za te 200 meczów. Otrzymałem ją w Świdniku, w towarzystwie przyjaciół w boiska, Tomka Giełzaka i Janka Mazura, podczas pokazowo-towarzyskiego meczu z drużyną „Media Team&Przyjaciele”, rozegranego z okazji 70-lecia, tak bliskiego mojemu sercu „Głosu Świdnika”.

– Jak wspomniałeś jest też okazja, żeby pojeździć po świecie, poznać nowych ludzi.

– Największa impreza, w jakiej miałem przyjemność wziąć udział to mistrzostwa Europy w Berlinie w czerwcu 2024 roku. To było niesamowite uczucie. Mistrzostwa Europy w gronie ośmiu drużyn: Hiszpanie Niemcy, Francuzi, Anglicy, Austriacy, Szwedzi, Włosi i my, jako jedyni reprezentanci Europy Środkowo-Wschodniej. Zajęliśmy trzecie miejsce po komplecie zwycięstw w grupie, pechowej porażce 1:2 z gospodarzami, czyli Niemcami w półfinale i zwycięstwie, „na sportowej złości”, 9:0 nad Francuzami w meczu o brązowy medal. Wynik w sumie niezły, ale niedosyt pozostał.

– W reprezentację jesteś chyba zaangażowany nie tylko zawodniczo, ale również organizacyjnie. Widać to, między innymi po gadżetach drużyny, w których wyczuwam Twoją rękę.

– Zauważył to również Zbyszek Masternak, który mianował mnie swoim zastępcą nie tylko w kwestii kapitańskiej opaski. Największym wyzwaniem logistycznym było dla mnie dotychczas towarzyskie spotkanie, które w ubiegłym roku rozegraliśmy w Lublinie z pisarzami austriackimi. Cała organizacja, oprawa, PR, spadły na mnie. Na każdy mecz zabieramy ze sobą jakieś gadżety i nasze książki. Chcemy, żeby wszędzie, gdzie przychodzi nam grać, coś po nas zostało. Tak właśnie było w Czeskim Cieszynie, gdzie na początku czerwca rozegraliśmy mecz z Orłami Zaolzia.

– Książek napisałeś już trzynaście i masz apetyt na kolejne. Czy pisanie zamieniło się już w rutynę?

– Aktualnie pracuję nad monografią na 100-lecie klubu Ruch Izbica. Bieżący rok „zamknę” w grudniu wydając trzecią i ostatnią część „550 ludzi futbolu na 550-lecie Województwa Lubelskiego – dogrywka!” Pisanie wciąż sprawia mi dużą przyjemność, ponieważ każda książka dostarcza nowych zasobów wiedzy.

– Która książka dała Ci najwięcej satysfakcji?

– Myślę, iż z pierwsza, ponieważ była debiutem, a debiuty są najtrudniejsze. W dodatku pisanie jej było czymś fascynującym bo powstawała na 60-lecie Avii. Udało mi się poznać całe piłkarskie środowisko klubu począwszy od lat 50-tych i 60-tych. Niektórych – Marków Leszczyńskiego i Maciejewskiego znałem już wcześniej z racji działalności dziennikarskiej i spikerskiej, ale poznałem też, nieżyjących już dziś, innych fantastycznych ludzi, którzy tworzyli Avię. Kolejne pozycje – Historia Świdnickiej Halówki czy 100 klubów na stulecie Lubelskiego Związku Piłki Nożnej też dały mi dużo satysfakcji, tym bardziej, iż wymagały zdobycia wiedzy na temat środowiska piłkarskiego całego województwa. Tu anegdota. Przygotowanie pierwszego tomu „100 klubów” nie wzbudziło entuzjazmu działaczy niektórych zespołów. Kiedy jednak książka się już ukazała, zmienili zdanie i w ten sposób powstał drugi tom.

– Można powiedzieć, iż jesteś wyjątkową postacią świdnickiej piłki amatorskiej. Założone przez Ciebie stowarzyszenie Manufaktura Futbolu w Świdniku organizują niezliczoną ilość turniejów w każdej odmianie amatorskiej piłki nożnej. Warto się tak angażować?

– W 2020 roku stowarzyszenie powstało, by zagospodarować futbolowych pasjonatów amatorów. Mamy Avię i Świdniczankę, czyli kluby profesjonalne przy których działają akademie zrzeszające dzieciaki i młodzież. Natomiast jest też w Świdniku i okolicach, grupa ludzi w różnym wieku, którym daleko do gry w klubach, ale którzy pragną na różne sposoby realizować swoją pasję. Stąd turnieje futsalowe, beach soccer, getbol czyli gra „jeden na jednego”, siatkonoga, orlikowa liga sześcioosobowa, rozgrywki drużyn siedmioosobowych dla oldbojów i klasyczne rozgrywki jedenastoosobowe na pełnowymiarowych boiskach. Cyklicznie organizujemy choćby mistrzostwa województwa dla oldbojów 35+ zarówno na hali jak i na otwartych boiskach. Ostatnio znajomy podrzucił mi myśl organizacji zawodów w walking football, czyli piłce chodzonej. Gdyby się udało, bylibyśmy pionierami na skalę województwa lubelskiego. Są jeszcze inne, o wiele bardziej szalone pomysły, jak organizacja w Lublinie mistrzostw Europy pisarzy, w których mogłaby wziąć udział rekordowa liczba 12 reprezentacji. To rzecz jasna „melodia przyszłości”, ale jak widać piłka toczy się u nas na wszelkie możliwe sposoby przez cały rok.

– Pytanie z gatunku najtrudniejszych – Avia czy Świdniczanka? Która z tych drużyn jest Ci bliższa?

– Jestem patriotą Świdnika i przykładem na przenikanie się tych klubów. Spikerowałem i spikeruję mecze zarówno na stadionie przy ul. Sportowej jak i przy ul. Turystycznej. Nasz syn Bogusław rozpoczynał przygodę z piłką w Akademii Avii, ale tak się złożyło, iż w tej chwili kontynuuje ją w Świdniczance. Na swoim koncie mam już książki o historii obu świdnickich klubów, a w przyszłym roku, na 75-lecie Avii, marzy mi się publikacja pt. „Żółto-niebiescy 2012-2027”.

Idź do oryginalnego materiału