Mocna deklaracja napastnika Górnika Zabrze. "Jeśli ludzie mówią, iż "dziewiątka" to ciężki numer, to trzeba przestać ją nosić, a zacząć nią być"

roosevelta81.pl 3 dni temu
Zdjęcie: Rakow_Gornik_Antiste


Janis Antiste latem przeniósł się do Górnika Zabrze w ramach wypożyczenia z Sassuolo. Napastnik z Martyniki w pierwszej części rozmowy z serwisem Roosevelta81.pl ocenił potencjał i organizację Górnika Zabrze, poziom życia w Polsce i swoje aspiracje. W drugiej części opowiada m.in. o przygodzie Trójkolorowych w Europie, rywalizacji o miejsce w ataku, trenerze Michale Gaspariku oraz o "ciężkim" numerze 9., który wziął na plecy na koszulce wicemistrza Polski.

Pierwsza część rozmowy z Janisem Antiste dostępna jest TUTAJ

Patrząc na start sezonu, potencjał w szatni i poziom ligi, sądzisz, iż Górnik może powtórzyć w tym sezonie to, co osiągnął w poprzednim, czyli wicemistrzostwo i walkę o Puchar Polski?

- We Francji często powtarza się, iż po udanym sezonie najtrudniej jest potwierdzić wysoką dyspozycję w kolejnych rozgrywkach. Ze swojej strony zrobimy jednak wszystko, by to osiągnąć. Jak już mówiłem - skupiamy się na każdym kolejnym spotkaniu. Będziemy toczyć bitwę po bitwie, a podsumowań i rozliczeń dokonamy na koniec sezonu.

Tym, co może lekko rozczarowywać, jest fakt, iż wasza przygoda w Europie zakończyła się tak szybko. Wiadomo, trafiliście na bardzo wymagających rywali, ale wydawało się, iż wygrany dwumecz z Ferencvaros dałby Górnikowi fazę ligową Ligi Konferencji.

- To prawda, wielka szkoda - zarówno dla nas, zawodników, jak i dla samego klubu, bo była to wielka szansa. Mimo to pokazaliśmy się z dobrej strony i udowodniliśmy, iż potrafimy rywalizować z najmocniejszymi. Mam tu na myśli zwłaszcza domowy mecz z Monaco. Zagraliśmy naprawdę zacięte spotkanie i zaprezentowaliśmy sporą jakość. Różnica w europejskich pucharach polega jednak na detalach i ogromnym doświadczeniu. Nam wtedy trochę go zabrakło, ale to cenna lekcja. jeżeli awansujemy do pucharów w przyszłym roku, będziemy jeszcze lepiej przygotowani, by powalczyć o fazę grupową.

Rywalizacja z Monaco miała w zasadzie dwa oblicza. Domowy mecz był bardzo wyrównany, ale na wyjeździe w Księstwie dominacja rywala nie podlegała już żadnej dyskusji.

- Mecze w pucharach to spotkania o najwyższą stawkę, w których przegrywający po prostu odpada. Gra u siebie zawsze jest trochę łatwiejsza, bo masz za plecami swoich kibiców i grasz w znajomym otoczeniu. W Zabrzu graliśmy z dużo większym spokojem. Na wyjeździe role się odwróciły. Monaco poczuło się pewniej, choć ciążyła na nich ogromna presja - to przecież większy klub niż my, a oczekiwania dotyczące ich awansu były nieporównywalnie wyższe. Z tego powodu musieli wejść na wyższe obroty i ostatecznie udowodnili to na boisku.

Twoja skuteczność w ostatnich sezonach bywała różna, ale w Górniku zacząłeś bardzo obiecująco. Masz wyznaczony jakiś konkretny cel, przedział bramkowy na ten sezon?

- Jak już wspominałem, postawiłem przed sobą osobiste cele, ale nie będę o nich głośno mówił. Wyznaczyłem sobie pewien pułap goli do strzelenia, a także przedział asyst. Teraz wszystko w moich nogach, żeby te liczby osiągnąć. Najbardziej zależy mi jednak na tym, żeby moje statystyki przekładały się na punkty dla drużyny.

Dopytuję, bo bramki są najważniejsze w walce o trofea, a mistrz Polski zagra w tym sezonie w czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Piętnasta gwiazdka to naturalnie marzenie kibiców Górnika Zabrze.

- Jasne, w futbolu ostatecznie chodzi o to, żeby strzelić o jednego gola więcej niż przeciwnik. Zdobywanie bramek wpisuje się nie tylko w moje plany, ale i w zadania każdego napastnika w zespole. To dzięki golom możemy piąć się w górę tabeli i walczyć o miejsca gwarantujące grę w pucharach. Cieszę się też z dużej konkurencji w naszej kadrze. Uważam, iż ta rywalizacja jest bardzo zdrowa - zmusza każdego z nas do ciągłego podnoszenia poprzeczki i ciągnie całą drużynę do góry.

Jak oceniasz trenera Michala Gasparika? To szkoleniowiec, który bardzo lubi rotować składem, taktyką i ustawiać zespół pod konkretnego rywala. Spotkałeś się już wcześniej z takim podejściem?

- Wydaje mi się, iż dziś większość trenerów młodszego pokolenia preferuje takie podejście i - co najważniejsze - to świetnie działa. Uważam, iż to doskonała metoda. Każdy przeciwnik ma swoją filozofię gry, a my musimy potrafić się do niej zaadaptować, nie zatracając przy tym własnego DNA. Nasz szkoleniowiec radzi sobie z tym znakomicie. To bardzo dobry fachowiec, jeden z najlepszych spośród tych, z którymi było mi dane współpracować. Potrafi bardzo jasno wytłumaczyć swoją wizję i nakreślić, jak powinniśmy zagrać w danym meczu. To przynosi efekty i dzięki temu jesteśmy dziś tak wysoko. Miałem już wcześniej styczność z takim modelem pracy i uważam, iż jest fenomenalny.

Czy fakt, iż rotacja w linii ataku jest tak duża, działa na ciebie motywująco, czy raczej budzi niepewność co do Twojej pozycji w drużynie?

- Zdecydowanie motywująco. Traktuję to jako zdrową, naturalną rywalizację. Sprawia ona, iż wszyscy musimy dawać z siebie maksimum i nikt nie może spocząć na laurach. Zresztą sam bardzo tego nie lubię i nigdy nie zadowalam się tym, co już osiągnąłem. Wyznaczam sobie ambitne cele i konsekwentnie do nich dążę. Taki jest futbol - żaden sport nie istnieje bez rywalizacji. Cenię sobie to współzawodnictwo na treningach, bo ostatecznie to ono decyduje o naszej pozycji w tabeli. Każdy z nas jest gotów zostawić na boisku sto procent zdrowia, właśnie po to, by pokazać się trenerowi z jak najlepszej strony.

Wydaje się, iż wielką siłą napastników Górnika jest to, iż tak bardzo się od siebie różnicie. Ty, Sondre Liseth czy Erik Prekop - każdy z was prezentuje zupełnie inny styl i profil zawodnika.

- Zgadza się. Każdy z nas ma swój własny, specyficzny styl gry. Myślę, iż dzięki temu nasi rywale czują się trochę zdezorientowani i nie do końca wiedzą, czego się po nas spodziewać. Nie mają pewności, na kogo trener postawi od pierwszej minuty, przez co trudniej im przygotować optymalną taktykę i ustawić blok defensywny. To bez wątpienia nasz potężny atut, a naszym zadaniem jest tylko mądrze z niego korzystać.

Zbliżając się do końca - ta przerwa reprezentacyjna, czyli trzy tygodnie bez meczów ligowych, to dla was cenna szansa na odpoczynek, czy obawiasz się, iż może was to nieco wybić z rytmu? Funkcjonujecie ostatnio jak dobrze naoliwiona maszyna.

- To dylemat z kategorii tych przyjemnych. Przerwanie dobrej passy ma swoje minusy - kiedy "maszyna" jest w ruchu i pewnie wygrywa, najchętniej niczego byśmy nie zmieniali. Z drugiej strony ta pauza na pewno nam się przyda, żeby naładować baterie i po prostu odetchnąć. Chłopaki, którzy jadą na zgrupowania narodowe, zmienią na chwilę otoczenie, a przy okazji podtrzymają meczowy rytm. Z naszej perspektywy najlepiej byłoby grać dalej i kontynuować tę świetną dynamikę, ale jestem o to spokojny. Odpowiednio przepracujemy ten czas, żeby zaraz po powrocie ligi prezentować się równie dobrze.

Większość piłkarzy Górnika Zabrze ma w nogach już szesnaście meczów. Ty nie musiałeś aż tak intensywnie grać tego lata. Sądzisz, iż w dalszej części sezonu to nagromadzenie spotkań może zaowocować u innych jakimiś urazami?

- Szczerze mówiąc, w ogóle się tego nie obawiam. Sztab szkoleniowy i medyczny bardzo skrupulatnie dbają o to, żeby regeneracja przebiegała optymalnie i żebyśmy mieli odpowiednio dużo czasu w odpoczynek. Widzę po chłopakach, iż fizycznie czują się znakomicie. Ta przerwa sprawi zresztą, iż najbardziej eksploatowani zawodnicy zdążą trochę odetchnąć. Najważniejsze, żebyśmy przez ten okres przeszli bez mikrourazów i po wznowieniu rozgrywek ruszyli na rywali pełną parą.

I ostatnie pytanie. Wziąłeś w Górniku dość "ciężki" numer - "dziewiątkę". Było tu wielu świetnych zawodników, którzy nie potrafili udźwignąć jego presji. Dlaczego wybrałeś akurat ten numer i nie obawiasz się, iż może cię on przerosnąć?

- Prawdę mówiąc, o tym, jak wielki ciężar gatunkowy ma "dziewiątka" w Górniku, dowiedziałem się od działaczy dopiero wtedy, gdy już ją wybrałem! (śmiech). Wcześniej nie miałem o tym bladego pojęcia. Zdecydowałem się na ten numer, bo był po prostu wolny, a w piłce juniorskiej często z nim grałem. Zresztą chyba każdy napastnik marzy o grze z takim numerem na koszulce. Klasyczna "dziewiątka" jest od tego, żeby strzelać gole, a mój wybór miał być jasnym komunikatem: przyszedłem tu zdobywać bramki i pomóc drużynie zajść najdalej, jak to tylko możliwe. Wychodzę z założenia, iż jeżeli ludzie mówią mi, iż "dziewiątka" to ciężki numer - to trzeba przestać ją nosić, a zacząć nią po prostu być. Zamierzam oddać na boisku całe serce i dać z siebie maksa, by udowodnić swoją wartość dla tego zespołu.

Pierwsza część rozmowy z Janisem Antiste dostępna jest TUTAJ

Rozmawiał: eMZet

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału