„Moje największe oparcie”

wschodni24.pl 2 godzin temu

Są tacy sportowcy, którzy od początku kariery idą szeroką autostradą. I są tacy, którzy latami jadą bocznymi drogami, często pod wiatr, bez gwarancji, iż kiedykolwiek zobaczą tablicę z napisem „meta”. Jędrzej Goss należy do tej drugiej grupy.

Nie jest zawodnikiem, który buduje swoją markę w mediach społecznościowych. Wylogował się z Facebooka, bo jak mówi dla własnego BHP.

Instagram? Trzy posty rocznie. TikToka nie ma. Woli spacer do Parku Unii Europejskiej w Chełmie niż scrollowanie komentarzy po meczu.

Woli rozmowę z żoną przy niedzielnym, „wypasionym” śniadaniu niż publiczne deklaracje do mikrofonu. A jednak to właśnie on, debiutując w PlusLidze niemal po trzydziestce, stał się jednym z symboli cierpliwości i konsekwencji. Latami słyszał, iż jest „za dobry na drugą ligę, za słaby na pierwszą”. Później ,że jest solidny, ale nie spektakularny.

Dziś mówi wprost: możliwość rywalizacji z zawodnikami z olimpijskimi medalami traktuje jak nagrodę od losu. Nie paraliżuje go to. Przeciwnie daje siłę. Jędrzej nie opowiada o swojej drodze jak o historii walki z całym światem. Nie dramatyzuje.

Mówi spokojnie: „Niczego bym nie zmienił”.

Każdą decyzję dobrą czy złą traktuje jak materiał do analizy. Nie rozpamiętuje. Wyciąga wnioski. I idzie dalej.

To człowiek, który wprost przyznaje, iż nie jest spełnionym siatkarzem. Bo dopóki czuje ogień, dopóty chce więcej. Nie interesuje go „odcinanie kuponów”. Interesuje go sens. Rozwój. Rywalizacja.

Ale ta opowieść nie jest tylko o siatkówce. To także historia chłopaka ze szkoły muzycznej w Łodzi, który przypadkiem trafił na halę. Mężczyzny, który po ślubie mówi o większej odpowiedzialności, a żonę nazywa „ największym oparciem”. Sportowca, który w wolny dzień czyta kryminały, śledzi żużlowe Grand Prix i planuje z wyprzedzeniem wspólne weekendy, bo w tygodniu z żoną… po prostu się mijają.

To rozmowa o cierpliwości, o byciu drugim atakującym i wchodzeniu wtedy, gdy drużyna potrzebuje impulsu. O kibicach, którzy musieli nauczyć się, iż w PlusLidze nie przychodzi się oglądać zwycięstwa, tylko mecz i walkę o zwycięstwo. O relacjach, które w szatni budują coś więcej niż tabelę.

To wywiad o dojrzewaniu. O odpowiedzialności. I o tym, iż prawdziwe zwycięstwo nie zawsze mierzy się medalem czasem mierzy się drogą, którą się przeszło. A ta droga w przypadku Jędrzeja wciąż trwa. Już jutro dalsza część opowieści o chłopaku ,który wciąż ma w sobie ogień….

Idź do oryginalnego materiału