Dotarły do nas wieści o Starachowiczaninie, który od lat mieszka w Wielkiej Brytanii i wraz z grupą polskich motocyklistów przemierza drogi Wysp i Europy. Spotykają się pod Pomnikiem Polskich Lotników w Northolt, jeżdżą w bluzach z biało-czerwonymi szachownicami, byli razem m.in. w Belgii, Francji, Luksemburgu i Holandii. Poprosiliśmy Andrzeja Markowskiego, by opowiedział nam o tej motocyklowej pasji i sobie. Przysłał coś więcej: opowieść o wyjeździe ze Starachowic, emigracji, rodzinie, trudniejszych chwilach, przyjaźni i o tym, dlaczego po 26 latach w Anglii słowo "dom" przez cały czas oznacza dla niego Starachowice. Nie mam o sobie wiele do opowiedzenia, gdyż nie uważam się za osobę interesującą. Jestem pewien, iż moja historia to historia jakich wiele. Zacznę od roku 2000. Pracuję jako elektryk na terenie byłej Fabryki Samochodów Ciężarowych. Przez ostatnie 4 lata, w świetle nowych realiów ekonomicznych, jestem świadkiem naturalnego końca naszej FSC... Naszego "felka". Od 6 lat jestem związany z moją koleżanką z bloku (daleko szukać nie musiałem). Dziewczyna ta jest całym moim światem i nim pozostaje do dnia dzisiejszego, zatracony jestem w niej bez granic. Ona pracuje w Starostwie Powiatowym. Jako iż oboje pracujemy, jesteśmy ze sobą już tak długo, więc postanowiliśmy się pobrać.
Dokładnie miesiąc przed naszym ślubem ja dostaję wypowiedzenie... redukcja zatrudnienia z przyczyn ekonomicznych, a mojej Pani nie przedłużają umowy o pracę. Ja mam 23 lata, moja Pani lat 22. Na nowej "drodze życia", bez pracy, bez własnego mieszkania, szukamy alternatywy. Pojawia się okaz