Mistrzostwa Europy 2026 okiem Zielonego Trenera
Mistrzostwa Europy w siatkówce przeszły do historii. Polska obroniła tytuł, pokonując w finale Francję 3:1. Z Mediolanu przywozi złoto i kwalifikację olimpijską do Los Angeles. Powodów do euforii mamy więc wystarczająco dużo. A jednak, kiedy zastanawiam się, jaki był to turniej, sama odpowiedź „znakomity, bo wygraliśmy” wydaje mi się zbyt prosta.
Był długi. Wymagał cierpliwości od kibiców, a od zawodników wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Utrzymanie koncentracji przez kolejne tygodnie, również w spotkaniach, w których jest się zdecydowanym faworytem, kosztuje więcej, niż widać z perspektywy kanapy. Ale wbrew narzekaniom uważam, iż były to również mistrzostwa atrakcyjne. Z ciekawymi meczami, pięknymi akcjami i historiami, których przed pierwszym gwizdkiem mało kto się spodziewał.
Nie jestem zwolennikiem rozgrywania jednego turnieju w czterech państwach. Włochy, Bułgaria, Finlandia i Rumunia dostały swoją część siatkarskiego święta, ale mnie bliższa jest impreza skupiona w jednym kraju. Łatwiej wtedy poczuć jej atmosferę i żyć całymi mistrzostwami, a nie tylko wydarzeniami we własnej grupie. Z drugiej strony, w czasach, gdy lot między europejskimi miastami może trwać dwie czy trzy godziny, sam dystans trudno uznać za argument rozstrzygający. Choć oczywiście podróż drużyny nie zaczyna się i nie kończy przy wejściu do samolotu.
Warto też spojrzeć na ten turniej oczami innych kibiców. Na zainteresowanie siatkówką w Tampere, na trybuny podczas meczów gospodarzy we Włoszech, na emocje ludzi, dla których możliwość zobaczenia najlepszych reprezentacji u siebie jest wielkim wydarzeniem. My oglądamy te mistrzostwa z pozycji kraju przyzwyczajonego do walki o medale. To bardzo wygodne miejsce do oceniania, czy komuś innemu udział w turnieju jest w ogóle potrzebny.
Podejrzewam, iż gdyby podobna formuła dawała naszej piłkarskiej reprezentacji więcej okazji do rywalizacji z Francją czy Holandią na wielkiej imprezie, wielu krytyków od razu znalazłoby jej zalety. Dla siatkarzy z Portugalii czy Rumunii możliwość zmierzenia się z Polską ma ogromną wartość sportową. Jest sprawdzianem i okazją do nauki. Europejska siatkówka potrzebuje również takich spotkań, jeżeli ma się rozwijać poza gronem stałych kandydatów do podium.
My też powinniśmy pamiętać, skąd przyszliśmy. W 2006 roku, kiedy Polska zdobywała w Japonii wicemistrzostwo świata, medal nie był czymś, co wpisywaliśmy sobie do kalendarza przed rozpoczęciem turnieju. Wracaliśmy na światowe podium po długim oczekiwaniu. W tym sensie przypominaliśmy dzisiejszą Finlandię: drużynę, której sukces otwiera nowe możliwości i sprawia, iż cały kraj zaczyna patrzeć na nią inaczej.
Finowie zakończyli te mistrzostwa historycznym brązem, pokonując Słowenię 3:0. Dla mnie to jedna z najpiękniejszych historii turnieju. Takie wyniki przypominają, iż medalowych miejsc nie rezerwuje się na podstawie nazwisk i dawnych zasług. Trzeba je zdobyć na boisku. I dobrze, iż pojawiają się zespoły gotowe zakłócić porządek, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić.
Sportowo te mistrzostwa mi się podobały. A najbardziej podobała mi się reprezentacja Polski. Już w Krakowie, podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, dostrzegałem różnicę między naszym zespołem a Francją czy Słowenią. Wynik był tylko częścią obrazu. Dużo mówiły zachowanie zawodników, reakcje po nieudanej akcji i pewność, z jaką wracali do kolejnej piłki.
Takich rzeczy nie zawsze widać w statystykach albo w kilkuminutowym skrócie. Można jednak dostrzec drużynę, która wie, co ma robić, i ufa swoim możliwościom. W oczach był ogień, a w podejściu przekonanie, iż jedziemy po złoto. Z szacunkiem dla przeciwników, ale bez udawania, iż nasze ambicje kończą się na przyzwoitym występie. Skoro mamy umiejętności, doświadczenie i zespół zdolny wygrać, dlaczego mielibyśmy bać się powiedzieć tego głośno?
Ta pewność ma swoje podstawy. Na obecną pozycję polskiej siatkówki pracowano przez lata w klubach, szkołach i reprezentacjach młodzieżowych. Za zawodnikiem, którego dzisiaj oglądamy z medalem, stoją również trenerzy, którzy uczyli go pierwszego odbicia i poprawiali ustawienie do bloku. Kiedy widzimy szeroki wybór graczy gotowych do reprezentacyjnej rywalizacji, widzimy także efekty tej pracy.
Nikola Grbić potrafi z tych możliwości korzystać. Po finale sam podkreślał znaczenie systemu i liczbę znakomitych zawodników, którzy pozostają poza obecną kadrą. Mnie przekonuje również sposób, w jaki buduje drużynę. Rozdziela odpowiedzialność, korzysta z różnych graczy i szuka ludzi pasujących do konkretnych zadań. Liczą się umiejętności, ale też charakter i gotowość do zaakceptowania swojej roli.
Jego wybory nie zawsze pokrywają się z oczekiwaniami kibiców. Każdy z nas ma przecież własny skład, własną hierarchię i przynajmniej jedną zmianę, którą przeprowadziłby wcześniej. Trener odpowiada jednak za to, jak ci ludzie będą funkcjonować razem przez cały turniej. Kolejny sukces daje mocne podstawy, żeby jego decyzjom ufać.
Polska wygrała mistrzostwa Europy dwa razy z rzędu, w 2023 i 2026 roku. Wcześniej zdobywała kolejne tytuły mistrza świata w 2014 i 2018 roku. To osiągnięcia różnych składów i kolejnych etapów rozwoju naszej reprezentacji. Właśnie dlatego robią tak duże wrażenie: potrafimy utrzymywać się na szczycie mimo upływu lat i zmian w drużynie.
A Grbić tuż po zdobyciu złota wskazuje następny cel: mistrzostwa świata w Polsce w 2027 roku. Chce wygrać turniej, którego jako selekcjoner jeszcze nie wygrał. Docenia to, co zrobili zawodnicy, jest z nich dumny, a jednocześnie widzi już kolejne wyzwanie. Takie podejście bardzo mi odpowiada.
W polskiej piłce nożnej potrafimy przez dziesięciolecia wracać do remisu na Wembley. Ma on swoje miejsce w historii, ale żadnego następnego meczu za nas nie wygra. Siatkarze dostarczają nam nowych powodów do świętowania. Nie musimy bez końca odtwarzać jednego wieczoru, bo przychodzą kolejne. Chciałbym, żebyśmy umieli to docenić, zanim następny medal zaczniemy traktować jak obowiązek.
Cieszmy się więc złotem. Oglądajmy jeszcze raz najlepsze akcje, gratulujmy zawodnikom i sztabowi. Za tym sukcesem stoi praca, której ogromnej części nigdy nie zobaczymy. A później, tak jak trener, spójrzmy na następny cel.
Na koniec pozwolę sobie sparafrazować słynne powiedzenie Gary’ego Linekera: siatkówka to taka gra, w której po dwóch stronach siatki walczy dwunastu zawodników, do mistrzostw Europy przystępują dwadzieścia cztery drużyny, a na końcu i tak wygrywa Polska.
Oby jak najdłużej.
Zielony Trener








![LN: Niemcy - Grecja. O której i gdzie obejrzeć mecz? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000NBXQPQ0QSSJB0-C321.webp)




