Korona Kielce porażką z Górnikiem Zabrze poważnie zamieszała się w walkę o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie. Doświadczony napastnik drużyny ze stolicy województwa świętokrzyskiego Mariusz Stępiński nie ukrywa, iż kielecką drużynę czeka teraz ciężki bój o zachowanie ligowego bytu, dlatego zespół nie może zwiesić głów.
- Czujemy się przybici, ale nie ma na to miejsca. Trzeba reagować, teraz mamy dwa mecze u siebie. To, iż masz sytuacje, nic nie znaczy - trzeba je wykorzystać. W drugiej połowie Górnik nas docisnął, a gol po stałym fragmencie boli. Musimy w takiej sytuacji zdecydowanie zareagować - podkreśla napastnik Korony.
Stępiński był jednym z trzech zawodników kieleckiej drużyny, którzy w pierwszej połowie wyszli z kontrą trzech na jednego na bramkę Górnika. To on dogrywał piłkę do Stjepana Davidovicia. - Nie wiem, jak by się potoczyło spotkanie, gdyby Stjepan zdobył bramkę. Na pewno grałoby się łatwiej, mielibyśmy przewagę. Ale nie lubię gdybać, wolę rozmawiać o faktach. Fakt jest taki, iż przegraliśmy. Od początku tygodnia musimy zasuwać, nie ma miejsca na błędy. Trzeba wyjść na mecz z GieKSą w piątek głodnymi zwycięstwa - wskazuje 31-latek.
Korona słabo weszła w mecz, ale zdaniem napastnika Kielczan nie bez znaczenia była klasa Górnika Zabrze. - To jak gramy wynika też z umiejętności przeciwnika. Na boisku nie jesteśmy sami. Z Jagiellonią przeważaliśmy, teraz na początku przeważał Górnik. Tak się czasami układa spotkanie. Na wyjazdach nie wygrywamy, więc teraz w dwóch meczach u siebie musimy zapunktować, najlepiej zdobyć sześć punktów dla spokoju - dowodzi Stępiński.
Wyniki domowych meczów z GKS Katowice i Piastem Gliwice mogą mieć dla Korony najważniejsze znaczenie pod kątem walki o ligowy byt. - Trzeba te punkty zdobyć. Nie gadać, tylko wyjść na boisko i wygrać te dwa mecze. Samo mówienie nic nam nie da. Pocieszeniem jest to, iż u siebie ostatnio dobrze gramy. Mam nadzieję, iż w piątek i w kolejny piątek zgarniemy dwa razy całą pulę - puentuje gracz drużyny ze Ściegiennego.












