Nie pozostało do końca pozamiatane, ale porażka w Kielcach straszy „Słonie” wizją spadku

tarnow.ikc.pl 2 godzin temu


Jak ograć Termalikę? Muruj bramkę w pierwszych minutach i koniecznie przez ostatni kwadrans. A dociśnij mocno w końcówce pierwszej i na początku drugiej połowy. Gdybyś w trakcie meczu stracił gola, nie płacz, tylko rzuć się natychmiast do ataku. Rozanielone swoim trafieniem „Słonie” choćby nie zauważą, iż straciły bramkę. Taki scenariusz, przerabiany w wielu spotkaniach BBT, sprawdził się także w dużej mierze w sobotniej potyczce na boisku kieleckiej Korony. Potyczce przegranej przez Niecieczan.

Dla obu drużyn sobotnie spotkanie miało spore znaczenie. Kielczanie przed tym pojedynkiem mieli tylko pięć punktów przewagi przed strefą spadkową, a ich rywale zamykali tabelę. Trener Korony w porównaniu do przegranego meczu z Motorem w Lublinie (0:2) dokonał trzech zmian. Od pierwszej minuty zagrali Slobodan Rubezić, Martin Remacle i Pau Resta. Aż pięciu roszad dokonał Marcin Brosz – w pierwszej jedenastce znaleźli się Gabriel Isik, Andrzej Trubeha, Igor Strzałek, Ivan Durdov i Sergio Guerrero.

Mecz rozpoczął się od ataków gospodarzy. Już po kilkudziesięciu sekundach Wiktor Długosz zagrał piłkę wzdłuż bramki rywala, ale żaden z piłkarzy Korony znajdujących się w polu karnym gości jej nie sięgnął. W miarę upływu czasu zespół z Niecieczy zaczął grać odważniej, największe zagrożenie stwarzając po stałych fragmentach gry. W 14. min drużyna miejscowi mogli objąć prowadzenie – po dośrodkowaniu Tamara Svetlina piłka trafiła na głowę Mariusza Stępińskiego, ale słowacki bramkarz Bruk-Betu Adrian Chovan uratował zespół przed utratą bramki.

Siedem minut później szansę mieli podopieczni Brosza. W dogodnej sytuacji znalazł się Durdov, ale naciskany przez obrońcę Korony uderzył obok bramki Xaviera Dziekońskiego. Później na boisku kilka działo się ciekawego. Na trybunach coraz częściej słychać było oznaki zniecierpliwienia fanów zespołu z Kielc. Korona miała przewagę, ale nic z niej nie wynikało. Dopiero w 39. min trybuny ożyły. Efektowny rajd przeprowadził Svetlin, podał do Stępińskiego, ale były reprezentant kraju uderzył obok spojenia słupka z poprzeczką.

Tuż przed przerwą kibice gospodarzy wreszcie mieli powody do radości. Po rzucie rożnym wykonywanym przez aktywnego w tym meczu Długosza, piłka trafiła do Marcela Pięczka, który dał Kielczanom prowadzenie.

W przerwie trener Bruk-Betu dokonał jednej zmiany – za Miłosza Matysika na boisku pojawił się Artem Putiwcew. Goście zaczęli grać odważniej, ale gwałtownie zostali skarceni. Z linii pola karnego uderzył Rubezić, Chovan odbił piłkę przed siebie, dopadł do niej Kostas Sotiriou i podwyższył prowadzenie.

Trener Brosz dokonał kolejnych dwóch roszad, a na boisku pojawili się Krzysztof Kubica i Morgan Fassbender. Niemiecki pomocnik Bruk-Betu chwilę później wygrał pojedynek sam na sam z Dziekońskim i kopnął do siatki Korony. Jego euforia była jednak przedwczesna, bo sędzia Karol Arys zasygnalizował pozycję spaloną. To było poważne ostrzeżenie dla gospodarzy, które jednak nie poskutkowało. Pięć minut później Rumun Radu Boboc dośrodkował w pole karne Korony, a niepilnowany Serb Durdov zdobył kontaktowego gola.

Zawodnicy Termaliki dostrzegli swoją szansę i często gościli pod bramką Dziekońskiego. Korona odpowiadała groźnymi kontrami. Na kwadrans przed końcem goście mogli doprowadzić do remisu. Z rzutu wolnego groźnie uderzył Kubica, ale piłka przeszła tuż obok słupka. Jeszcze lepszą sytuację miał Putiwcew, ale jego strzał głową nie trafił w światło bramki Korony.

Goście atakowali do samego końca, często zamykając Koronę na jej połowie. Wynik już się jednak nie zmienił, choć w doliczonym czasie gry – spotkanie zostało przedłużone o osiem minut – do remisu mógł doprowadzić Isik, ale jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę gospodarzy.

W ten sposób Bruk-Bet umocnił się na ostatnim miejscu w tabeli. Na koncie ma 22 punkty. A w tym roku nie zdążył jeszcze poczuć, jak smakuje zwycięstwo. I w całej sytuacji trudno bez smutku w oczach patrzeć na załamanego grą swoich podopiecznych trenera Marcina Brosza. Okazuje się bowiem coraz bardziej wyraźnie, iż łatwiej byłoby łzę z kamienia wycisnąć niż z posiadanych w tej chwili graczy stworzyć ekstraklasowy team. Widmo spadku coraz wyraźniej nadciąga…

Dla przypomnienia. Najbliższy mecz Bruk-Bet Termalica gra u siebie, w najbliższy piątek, 13 stycznia, o godzinie 18. Do Niecieczy wybiera się drużyna lubelskiego „Motoru”, która przed obecną kolejką plasowała się na 13 miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy.

Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Marcel Pięczek (43), 2:0 Kostas Sotiriou (52), 2:1 Ivan Durdov (58).

Żółta kartka – Korona Kielce: Mariusz Stępiński.

Sędzia: Karol Arys (Szczecin).

Widzów: 9 855.

Korona Kielce: Xavier Dziekoński – Slobodan Rubezić, Kostas Sotiriou, Pau Resta – Wiktor Długosz (83. Hubert Zwoźny), Martin Remacle (83. Nono), Simon Gustafson (68. Stjepan Davidović), Marcel Pięczek – Tamar Svetlin, Mariusz Stępiński, Antonin Cortes (64. Dawid Błanik).

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Adrian Chovan – Miłosz Matysik (46. Artem Putiwcew), Gabriel Isik, Arkadiusz Kasperkiewicz – Radu Boboc (77. Kamil Zapolnik), Maciej Ambrosiewicz, Andrzej Trubeha (64. Jesus Jimenez), Damian Hilbrycht – Igor Strzałek (53. Krzysztof Kubica), Ivan Durdov, Sergio Guerrero (53. Morgan Fassbender).

PAP/win

Idź do oryginalnego materiału