Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dostałem wiadomość od kibica PGE Projekt Warszawa, prywatnie mojego znajomego. Krótkie pytanie: „Jak oni wyglądają?”
Odpisałem bez wahania: „Jakby byli nieobecni”.
Chwilę później przyszła odpowiedź: „To będzie szybkie 3:0 albo 3:1”.
I dokładnie tak się stało.
To nie był mecz, który przejdzie do historii jako widowisko pełne zwrotów akcji. To było spotkanie, w którym od pierwszej piłki warunki dyktowała Bogdanka LUK Lublin.
Pierwszy set? Pełna kontrola. Bez momentu zawahania, bez chwili, w której można było pomyśleć, iż Warszawa złapie rytm.
Drugi set zakończył się wynikiem 26:24, ale to tylko liczby. Na parkiecie czuć było, kto rozdaje karty. Wilfredo Leon i spółka grali swoje , spokojnie, konsekwentnie, bez nerwów.
Trzeci set należał do PGE Projekt Warszawa, który wygrał go 25:18 i na chwilę wrócił do gry, pokazując, iż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.
Czwarty set? Emocje wywołały dwa challenge, które rozgrzały atmosferę po stronie gości. Ale to był tylko ogień bez paliwa. W decydującym momencie show zrobił Wilfredo Leon, który odpalił serię kilku asów serwisowych i praktycznie zamknął mecz.
Nieprzypadkowo to właśnie on został MVP spotkania.
Wynik 25:17 był już tylko formalnością.
Po meczu obrazek, który zostaje w głowie. Żaden z zawodników Projektu nie podchodzi do dziennikarzy. Cisza. Rozczarowanie. Trener samotnie odpowiada na pytania.
Smutne. I wiele mówiące.
Tymczasem fakty są brutalne dla Warszawy, a piękne dla Lublina.
Finał PlusLigi stał się rzeczywistością.
Aluron CMC Warta Zawiercie kontra Bogdanka LUK Lublin.
Gra toczy się do trzech zwycięstw.
I tu już nie będzie miejsca na „bycie nieobecnym”.
Tu zacznie się wojna o mistrzostwo Polski.







![Zabytki Krakowa zniszczone. Straty po weekendzie w centrum miasta [ZDJĘCIA]](https://cowkrakowie.pl/wp-content/uploads/2026/04/zniszczeniasgp.jpg)










