Nie widzi od kilkunastu lat, a tworzy poruszającą poezję, śpiewa jazz, biega i wspina się po skałach. Szymon Wasiłowicz od dawna udowadnia, iż niepełnosprawność nie musi być wyrokiem ani ograniczeniem, ale inną zasadą życiowej gry. Choć krakowski przewodnik z wyciemnionej wystawy WOMAI swoją energią zarażał dotąd tysiące osób, dziś sam stanął przed największym wyzwaniem. W wyniku powikłań neurologicznych uczy się na nowo mówienia i chodzenia.
Kraków stał się dla niego miejscem, w którym odnalazł artystyczną wolność i ludzi gotowych otwierać serca. Gdy kilkanaście lat temu na skutek postępującej choroby całkowicie stracił wzrok, zamiast się wycofać, postanowił sięgnąć po więcej. Zaczął pisać wiersze, koncertować, grać jazz i z przymrużeniem oka edukować widzących w całkowitym mroku. Dziś w wyniku powikłań po operacji wodogłowia musi jednak od nowa uczyć się prostych czynności, od rozluźniania krtani ze słomką w ustach po pierwsze samodzielne kroki na domowych drabinkach.
Mimo ogromnego trudu i konieczności powrotu do punktu wyjścia, z jego ust nie schodzi uśmiech, a w głowie wciąż żywe pozostają marzenia: powrót na wspinaczkową ściankę, do pracy z ludźmi i na muzyczną scenę. O tym, jak tworzy się poezję bez udziału wzroku, dlaczego ciemność bywa zaletą i jak wygląda walka o powrót do zdrowia przy wsparciu setek ludzkich serc, rozmawiamy właśnie z Szymonem.
Patryk Trzaska KRK NEWS: Zacznijmy od tego, jak w ogóle rozpocząłeś swoją przygodę z twórczością? Wiem, iż działasz jazzowo, wiem też, iż tworzysz poezję. Skąd to się wzięło u Ciebie?
Szymon Wasiłowicz: Na początku inspiracją były po prostu imprezy artystyczne. Byłem na festiwalu, gdzie ludzie śpiewali, bawili się. Jakoś wtedy poczułem, iż też chciałbym dawać taką energię ludziom. Przez muzykę, można oddać wiele emocji choćby w sytuacjach, kiedy nie widzi się samego muzyka. jeżeli chodzi o poezję, to jakoś samo tak wyszło. Zawsze wiele czytałem, z czasem wyszło, iż też mogę pisać i dzielić się cząstką siebie z innymi.
Patryk Trzaska: Wiem, iż nie pochodzisz z Krakowa, ale czy w Twojej poezji gdzieś ten Kraków się przewija? Jak przeprowadzka tutaj wpłynęła na to?
Szymon Wasiłowicz: Oj bardzo dużo. Kraków pomógł mi się rozkręcić. Tutaj jest zupełnie inne podejście ludzi do drugiego człowieka niż w Olsztynie. Nigdy nie doświadczyłem sytuacji, gdzie ktoś by mnie uważał za gorszego czy dziwnego. Otrzymałem masę wsparcia, poznałem świetnych ludzi. Miałem okazję poznać osoby, które tak jak ja kochają zarówno muzykę, jak i poezję i jakoś, tak się to potoczyło. Czerpię energię z tego miasta i jest ono stale obecne w moich dziełach. Chce pokazywać ludziom, iż niepełnosprawność nie wyklucza, to tylko jedna z wielu przeszkód, które trzeba pokonać w życiu.
Patryk Trzaska: Właśnie, ta niepełnosprawność, jak ona wpływa w ogóle na Twoją twórczość? Jak to jest tworzyć w XXI wieku, właśnie będąc niepełnosprawnym?
Szymon Wasiłowicz: Na szczęście niepełnosprawność w ogóle nie wpływa na to. Ludzie czasami zastanawiają się, jak osoba która nie widzi może grać, czy tworzyć poezję. W praktyce jest to dużo prostsze niż się wydaje. Instrumenty się czuje, nie jestem też głuchy. Dzięki temu, iż nie widzę mogę autentycznie poczuć tę muzykę. jeżeli chodzi o pisanie pomaga mi translator, który czyta bądź zamienia mowę na tekst. To jednak nie jest tak, iż zacząłem tworzyć jakoś niedawno. Jak jeszcze widziałem, to też dużo śpiewałem i tworzyłem. Później zdrowie się popsuło, ale nie można się poddawać.
Patryk Trzaska: A co uważasz, iż wyróżnia właśnie tę poezję? Czy to, iż widzisz świat trochę inaczej, jest odczuwalne w tych pracach?
Szymon Wasiłowicz: Na pewno w mojej pracy jest bardzo dużo wewnętrznych przeżyć, wydaje mi się zupełnie innych niż te, które posiadają osoby pełnosprawne. Trochę tak jak powiedziałeś, widzę świat trochę inaczej. Mimo to mogę cały czas dostrzec emocje, które drzemią w drugim człowieku oraz te, które dzięki mojej pracy mogę dopiero wyzwolić.
Patryk Trzaska: A jak zmienił się Twój proces twórczy właśnie po utracie wzroku? Czy miałeś chwilę takiego zawahania, czy jest sens to kontynuować?
Szymon Wasiłowicz: Paradoksalnie niepełnosprawność pomogła mi w tym, żeby tworzyć. Mogłem się temu oddać i jakakolwiek to brzmi, oddać się temu w pełni. Z drugiej strony mój stan to nie tylko wzrok. Dochodzi jeszcze wodogłowie, czasem były problemy z poruszaniem się i godziny rehabilitacji. To wszystko zostawia swoje piętno na mojej pracy. Ciężko, aby tak nie było, jednak gdyby ktoś mnie zapytał, czy niepełnosprawność kończy marzenia? Absolutnie nie. Ona narzuca trochę inne zasady tej gry, ale mnie cieszy w tej chwili to, co robię i nie zamieniłbym tego na nic.
Patryk Trzaska: A o czym najbardziej chcesz opowiadać odbiorcom poprzez swoją twórczość?
Szymon Wasiłowicz: O drugim człowieku, tym, co czuje drugi człowiek, dlatego warto zwrócić na niego uwagę, co myśli, czuje i kim tak naprawdę jest. Na ulicy mijamy masę ludzi, w pracy czy na zajęciach rozmawiamy z wieloma, ale często nam to umyka. Znamy człowieka, ale po głębszym zastanowieniu wychodzi, iż nic o nim nie wiemy. Moja twórczość pozwala zadać sobie pytania, których normalnie nie zadajemy.
Patryk Trzaska: Pracujesz cały czas jako przewodnik w WOMAI. Ludźmi pamiętają cię nie tylko z powodu wiedzy, ale również ogromnego dystansu do siebie i poczucia humoru. Co najbardziej Cię zaskakuje, jak rozmawiasz z tymi ludźmi? Czy co ich zaskakuje, gdy wchodzą do twojego świata?
Szymon Wasiłowicz: Ludzi w wystawie zaskakuje sama ciemność. Dla mnie to jest bajka. Gdybym widział, nie doświadczałbym prawdopodobnie tak wielu wyjątkowych momentów w swoim życiu. Jednak dla nich to jest coś zupełnie innego. Coś do czego człowiek nie jest przyzwyczajony. Lubię to, iż mogę ich prowadzić przez tę podróż. Pokazać, iż świat może i często wygląda inaczej niż to, co widzimy na ulicy czy w mediach społecznościowych.
Patryk Trzaska: A czy praca i sama twórczość artystyczna to dla Ciebie dwa osobne światy, czy raczej uzupełniające się drogi, gdzie przełamuje się własne bariery?
Szymon Wasiłowicz: Uzupełniające się drogi. Natomiast poezja nie bierze się przecież z niepełnosprawności, a z pracy z ludźmi i ich „obserwowaniu”. Takie spotkania w pracy dużo dla mnie znaczą.
Patryk Trzaska: Mógłbyś teraz trochę naszym czytelnikom powiedzieć właśnie o chorobie?
Szymon Wasiłowicz: Od urodzenia miałem problemy ze wzrokiem. Mimo tych ograniczeń w dzieciństwie radziłem sobie naprawdę dobrze. Byłem zintegrowany ze sportem, bardzo chciałem grać w piłkę nożną i nie dawałem po sobie poznać, iż coś jest nie tak. Na tę „ciemną stronę mocy” przeszedłem około 15 lat temu. W konsekwencji rozwijających się zmian zdrowotnych w pewnym momencie po prostu zgasło światło i straciłem wzrok całkowicie. Paradoksalnie, choć straciłem wzrok, zyskałem zupełnie nowe życie. Przeniosłem się do Krakowa, ukończyłem Szkołę Masażu, a przede wszystkim postawiłem na rozwój w muzyce i poezji. Ostatnio jednak nie jest tak kolorowo. W wyniku nawarstwiających się problemów neurologicznych i zdrowotnych, powikłań związanych z wodogłowiem, operacji, problemów z mową, chodzeniem i pamięcią musiałem trochę przystopować. w tej chwili jestem pod opieką lekarzy tutaj w Krakowie, z którymi pracuje na rehabilitacjach. Generalnie do 2017 roku było naprawdę dobrze, teraz ciężko mi samodzielnie funkcjonować.
Patryk Trzaska: Jak wygląda rehabilitacja? Na czym polegają zajęcia?
Szymon Wasiłowicz: Jest dużo zajęć siłowych i dykcyjnych. Wszystko zaczęło się od tego, iż miałem zabieg na wodogłowie, z którym się borykam już od wielu, wielu lat. Efektem ubocznym jest niestety trochę upośledzona mowa i problemy z poruszaniem. Mając 33 lata uczę się wszystkiego od podstaw, aby być samodzielnym. Uczę się mówić, uczę się wykonywać proste ćwiczenia. Rehabilitacja nie kończy się u lekarza, bardzo dużo w domu pomagają mi rodzice. Tata zadbał o drabinki, specjalne gumy oporowe oraz ciężary do ćwiczeń. Kiedyś chodziłem na siłownię, trenowałem wioślarstwo, jednak teraz wiem, iż muszę zacząć od początku. Mam zajęcia na rozluźnienie krtani, wykonuje ćwiczenia ze słomką czy na dykcję. Dużo tego jest, ale chce jak najszybciej wrócić do pracy z ludźmi to mam motywację.
Patryk Trzaska: Wspomniałeś o sporcie. Interesowałeś się sportem od dzieciństwa?
Szymon Wasiłowicz: Sport był w moim życiu, odkąd pamiętam. Biegałem, grałem w piłkę nożną czy koszykówkę. Praktycznie zawsze coś było. Teraz się śmieję, iż nie widzę i mogę w końcu ćwiczyć, bo zawsze kazali mi na siebie uważać i „patrzeć” co robię. Teraz nie widzę, to robić tego nie muszę. Tak jednak poważnie mówiąc, niepełnosprawność to nie tylko siedzenie w domu. Swego czasu po utracie wzroku zacząłem biegać z pomocą specjalnych linek do asekuracji. Dałem choćby posta na lokalną grupkę biegową, iż szukam kogoś z kim w taki sposób przebiegnę półmaraton, gdzie spotkałem się z bardzo pozytywnym odzewem. Jako osoba niedowidząca zacząłem wspinać się i robić znacznie więcej rzeczy dopiero po utracie wzroku. Cały czas śmieję się z tego, iż to, iż nie widzę, wychodzi mi na dobre, bo wytrącam lekarzom z rąk argumenty o tym, co mogłem przez to stracić. Teraz patrzę na to zupełnie inaczej: w ciemności mimo wszystko można zrobić tak wiele rzeczy, iż nie traktuję tego jako przeszkodę czy wadę, ale wręcz jako zaletę.
Patryk Trzaska: Wiem też, iż ludzie ci wspierają w Internecie w powrocie do zdrowia za pośrednictwem zbiórki. Jak byś mógł trochę o tym powiedzieć, na co są potrzebne te pieniądze?
Szymon Wasiłowicz: Zbiórka bardzo mi pomaga. Pieniądze ze zbiórki idą przede wszystkim na moją rehabilitację, ale też na zakup sprzętu do ćwiczeń w domu. Przede mną kolejne turnusy rehabilitacyjne. Robimy też prywatne badania, bo terminy z NFZ-u są bardzo odległe, a konieczne.Te pieniądze są po prostu ogromnie potrzebne i dzięki nim jest nam dużo lżej. Pierwszy raz w życiu zdecydowaliśmy się na taką zbiórkę. Wcześniej, od kiedy się urodziłem, nigdy czegoś takiego nie robiliśmy. Żałuje nawet, iż nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale do tej pory daliśmy sobie z rodzicami radę sami. Teraz sytuacja wymaga takiego wsparcia. Mamy ogromną pomoc ze strony przyjaciół, a choćby całkowicie obcych ludzi, którzy nie znają mnie osobiście. Bardzo nas wspierają, a każde udostępnienie sprawia, iż tych środków przybywa. Cenię to, iż zasady są przejrzyste. Nie ma faktury, nie ma pieniędzy, więc środki idą stricte i bezpośrednio na moją pomoc. Czasem pomoc przychodziła z naprawdę nieoczekiwanej strony. Ale czasem pojawiały się takie małe rzeczy również. Tutaj niedaleko jak wracałem do domu, nie raz zahaczałem o gałęzie drzew głową. Jako osoba niewidoma idę przy krawężniku, ponieważ dla mnie to jest punkt orientacyjny, a te gałęzie po prostu wystawały tam. Moja mama zadzwoniła do Zarządu Zieleni Miejskiej i wyjaśniła jaka jest sytuacja. Powiedziała, iż oczywiście naszym celem nie jest wycinka zieleni, ale tylko skrócenie gałęzi, aby ułatwić mi powrót do domu. Pan był mega empatyczny, a na następny dzień już wszystko było załatwione.
Patryk Trzaska: Całe leczenie odbywa się tutaj w Krakowie?
Szymon Wasiłowicz: Tak, całe leczenie odbywa się w Krakowie, ponieważ mam tutaj bardzo dobrych lekarzy, którzy znają mnie od wielu, wielu lat. Mój neurochirurg przeniósł się tu choćby z Olsztyna, uznając, iż są tu znacznie lepsze warunki. To właśnie ten doktor mnie operuje. Wszyscy mnie znają i gwałtownie reagują. W Olsztynie, gdzie kiedyś mieszkałem, niestety nie mają takich możliwości jak tutaj.
Patryk Trzaska: To jeszcze powiedz mi, może tak właśnie na koniec, jakie są Twoje marzenia, zarówno artystyczne, jak i życiowe? Czego pragniesz, co byś chciał?
Szymon Wasiłowic: Na pewno chciałbym wrócić do dawnej kondycji i odzyskać swoje poprzednie życie. Teraz czuję, jakby tamto życie się skończyło. Sytuacja jest naprawdę trudna, bo muszę uczyć się wszystkiego od początku, na przykład mówienia. Bardzo chciałbym też wrócić do aktywności i w góry. Wspinaczka to była świetna sprawa, kiedyś miałem przyjemność się wspinać i sprawiało mi to ogromną frajdę.

2 godzin temu














