Każdego roku w okresie okołowakacyjnym mieszkańcy Lubonia biorą udział w pieszych pielgrzymkach i na łamach “Gazety Lubońskiej” dzielą się swoimi przeżyciami. Tym razem są to dwie dziewczyny, które w Poznańskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę uczestniczyły po raz pierwszy.
Pielgrzymka była dla mnie niesamowitym doświadczeniem, a ponieważ szłam pierwszy raz, to również nieznanym. Na początku obawiałam się zmęczenia i tego, czy dam radę przejść całą trasę, ale z każdym dniem to ustępowało i zamieniło się w ogromną euforia i szczęście z przebytych kilometrów. W trakcie drogi bywały trudne chwile, w których musiałam się zmierzyć z bólem fizycznym i brakiem sił, ale zawsze znajdowałam wsparcie oraz pomoc w grupie. Podczas tej wędrówki doświadczyłam ogromnej miłości Boga, jak i drugiego człowieka. Jestem wdzięczna, iż poznałam tylu wspaniałych ludzi i iż odważyłam się pójść!
…………
Byliśmy na pielgrzymce pierwszy raz i nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Osobiście od dawna chciałam na nią pójść, dlatego kiedy zaczęła się msza inauguracyjna, byłam bardzo podekscytowana. Cieszyłam się urlopem i możliwością interesującego spędzenia wolnego czasu. Liczyłam na przygodę, na poznanie nowych ludzi i odpoczynek duchowy. Przerażała mnie trochę ilość kilometrów, które mieliśmy do przejścia. Mimo wszystko potraktowałam to jako wyzwanie. Z tym pozytywnym nastawieniem wyruszyliśmy. Moje oczekiwania się spełniły. Pogłębiłam moją relację z Jezusem, zakochałam się w śpiewanej codziennie koronce, poznałam nowych ludzi i tańcząc, przeszłam te 280 km. Bawiłam się świetnie, a do tego miałam idealną okazję, żeby przemyśleć parę rzeczy z Bogiem. Przeprowadziłam wiele pięknych i ubogacających rozmów. Dyskutowałam z klerykami na tematy wiary. Mogłam zadawać pytania, które od dawna mnie dręczyły. Dużo wyciągnęłam też z konferencji, których słuchaliśmy po drodze. Jednak to inny aspekt tak bardzo mnie zachwycił (i sprawił, iż za rok, pójdę jeszcze raz). Poruszyło mnie to, jak bardzo podczas tej pielgrzymki można było doświadczyć wspólnoty. Jak jasno było widać Boga w drugim człowieku. W naszej grupie szli ludzie w różnym wieku. Rodziny z dziećmi, młodzież, a także ludzie starsi. Pomijając to, iż z młodymi stworzyliśmy fajną ekipę, to integrowaliśmy się ze wszystkimi. Pięknym doświadczeniem było słuchać opowiadań ludzi, którzy z każdym dniem otwierali się coraz bardziej. Każdy miał za sobą inne doświadczenia i inne sytuacje, które go ukształtowały. Inne powody żeby wziąć udział w pielgrzymce. Razem z nami szli też księża, klerycy i siostra zakonna. Można było poznać rozmaite drogi życia. Przy tak ciężkim, wielodniowym wysiłku przychodziły kryzysy i to właśnie one zbliżały nas do siebie. Wspólny trud we wspólnym celu. W ten sposób poznałam wiele poruszających historii ludzi, których choćby nie znałam. Słuchałam o nawróceniach, wątpliwościach, rozeznaniach powołania, o historiach młodych par, małżeństw czy ciężkich momentach w życiu. Najciekawszy jednak był nocleg. Szło się do domów obcych, dobrodusznych ludzi, którzy zdecydowali się przyjąć pielgrzymów pod swój dach. Ci ludzie otwierali przed nami nie tylko domy, ale również serca. Poznawaliśmy różne tryby życia i na chwilę nimi żyliśmy. W tych ludziach widać było dobroć oraz euforia Bożą. Gościli nas z ciekawością, co generowało kolejne długie rozmowy. Mocno zwróciłam uwagę na to, iż szliśmy po urokliwych wielkopolskich wsiach. W nich też spaliśmy. Sprawiało to, iż widziałam piękno Boga wszędzie. W błękitnym niebie, deszczu, trawie, drzewach, a przede wszystkim w polu. W rolnikach, strażakach, pracowitych ludziach, których często na drodze spotykaliśmy i którzy wpuszczali nas pod swoje dachy. Ta serdeczność widoczna na twarzach osób, które witały nas z okien czy wychodziły przed dom, żeby pomachać. Dobroć ludzi szykujących jedzenie, częstujących wodą, łakociami. Wszędzie Bóg, a najbliżej – w sercu pielgrzyma obok mnie. Wspólnota nie pozwalała na to, żebyś został na chwilę sam. W grupie szło się razem i ze względów bezpieczeństwa, nie można było się oddalać. Kiedy udawało się znaleźć nocleg, często szło się w kilka osób, a choćby kilkanaście. U gospodarzy siadało się razem przy stole i gawędziło. Następnie szybka toaleta, żeby każdy zdążył, bo następnego dnia czekały kolejne kilometry do pokonania. Na koniec spanie, również po kilka osób w pokojach. Tam, gdzie było miejsce. To wszystko sprawiało, iż nie mogłeś od wspólnoty uciec. Zostawałeś goły, ze swoimi emocjami, trudem, lękiem, przemyśleniami. Kiedy ktoś się gorzej poczuł lub poleciały mu łzy wzruszenia czy smutku duszonego w sobie, a choćby i radości, otoczenie reagowało. To konfrontowało z rzeczywistością i sprawiało, iż nie czułeś się samotnie w tej drodze i drodze życia. Ludzie byli z tobą. Tacy, których znałeś i ci, których nie znałeś. Starsi, młodsi. Było to wyzwalające oraz oczyszczające. Każda rozmowa, przytulenie czy uścisk ręki, dodawało sił. Sprawiało, iż czułeś się zauważony, zaopiekowany. Otwierałeś się na drugiego człowieka, a on na ciebie, co tworzyło niesamowite więzi. Pojawiało się poczucie Bożej miłości ogarniającej wszystkich i duża wdzięczność. To najbardziej dotknęło moje serce i dzięki tej pielgrzymce zrozumiałam, iż tak właśnie trzeba iść przez życie. Dostrzegając Boga w świecie i w drugim człowieku. Iść razem z Nim.
Uczestniczki pieszej pielgrzymki
Dotychczasowy wikariusz św. Barbary w Luboniu – ks. Nikodem Puślednik odprawia mszę świętą dla pielgrzymów Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę pod kościołem w Parzynowie fot. Rafał Wojtyniak
1 godzina temu














