Nowy sposób gapowiczów. W ten sposób nie płacą za przejazdy komunikacją

1 godzina temu

Nietypowy finał sprawy warszawskiego pasażera, który podczas kontroli w tramwaju nie chciał okazać biletu ani dokumentu tożsamości. Mężczyzna został uznany za winnego przez sądy dwóch instancji i miał zapłacić 300 zł grzywny. Ostatecznie sprawa dotarła jednak do Sądu Najwyższego, który uchylił wcześniejsze orzeczenia. Powód? Upłynął termin, w którym mężczyzna mógł zostać ukarany za wykroczenie. Nie oznacza to jednak, iż znaleziono legalny „sposób na jazdę za darmo”.

Kasownik w warszawskim autobusie. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Problem jazdy bez ważnego biletu jest w Polsce ogromny. Dane rejestrów dłużników pokazują, iż zaległości związane z niezapłaconymi opłatami dodatkowymi liczone są już w setkach milionów złotych.

Kontrola w warszawskim tramwaju zakończyła się w sądzie

Początek sprawy sięga 26 października 2022 roku.

Podczas kontroli w warszawskim tramwaju pasażer odmówił okazania kontrolerom biletu oraz dokumentu pozwalającego na ustalenie jego tożsamości.

Sprawa nie zakończyła się więc zwykłym wezwaniem do zapłaty.

Mężczyzna został następnie uznany za winnego, a sąd wymierzył mu grzywnę w wysokości 300 zł. Rozstrzygnięcie utrzymał również sąd drugiej instancji.

Wydawało się, iż sprawa jest zakończona. Tak się jednak nie stało.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego

Po latach sprawą zajął się Sąd Najwyższy.

Kluczowe okazało się nie to, czy pasażer posiadał bilet, ale to, ile czasu minęło od popełnienia wykroczenia.

Sąd Najwyższy uchylił wcześniejsze orzeczenia, ponieważ w momencie rozpoznawania apelacji doszło już do przedawnienia karalności wykroczenia.

W praktyce oznaczało to, iż mężczyzny nie można było już za ten czyn ukarać.

Decydują terminy określone w Kodeksie wykroczeń

Zgodnie z art. 45 par. 1 Kodeksu wykroczeń karalność wykroczenia co do zasady ustaje po roku od jego popełnienia.

Jeżeli jednak w tym okresie zostanie wszczęte postępowanie, ustawowy termin jest dłuższy. Karalność ustaje po upływie kolejnych dwóch lat od zakończenia pierwszego rocznego okresu.

W takiej sytuacji możliwość ukarania za wykroczenie może więc wygasnąć zasadniczo po trzech latach od zdarzenia.

I właśnie kwestia upływu czasu okazała się decydująca w opisanej sprawie.

To nie jest sposób na bezkarne jeżdżenie bez biletu

Wyrok może brzmieć kusząco dla osób, które próbują unikać opłat za komunikację miejską, ale wyciąganie z niego wniosku, iż wystarczy odmówić okazania dokumentów i przeczekać sprawę, byłoby błędem.

Przede wszystkim trzeba odróżnić odpowiedzialność za wykroczenie od należności przewoźnika za przejazd bez ważnego biletu.

Są to dwie odrębne kwestie prawne, do których mogą mieć zastosowanie różne przepisy i terminy.

Prawo przewozowe przewiduje również odrębne zasady dotyczące przedawnienia roszczeń związanych z przewozem. Podjęcie określonych czynności prawnych, w tym skierowanie sprawy na drogę sądową, może mieć wpływ na możliwość dalszego dochodzenia pieniędzy.

Dlatego orzeczenie Sądu Najwyższego w konkretnej sprawie nie daje pasażerom uniwersalnego sposobu pozwalającego bez konsekwencji podróżować bez biletu.

Setki milionów złotych niezapłaconych należności

Skala problemu jest ogromna.

Według danych Krajowego Rejestru Długów w bazie znajduje się około 260,2 tys. osób posiadających zaległości związane z przejazdami komunikacją miejską bez ważnego biletu. Ich łączny dług ma wynosić około 366,2 mln zł.

Z kolei dane BIG InfoMonitor wskazują na około 132 tys. dłużników, których łączne zobowiązania z tego tytułu sięgają 206,7 mln zł.

W 2026 roku przeciętne zadłużenie przypadające na gapowicza ma wynosić około 1567 zł.

Rejestry nie muszą przy tym obejmować dokładnie tych samych osób, dlatego danych z obu baz nie należy po prostu sumować.

Rekordziści mają dziesiątki wezwań do zapłaty

Jednorazowy przejazd bez biletu może wydawać się niewielkim problemem, ale przy regularnym unikaniu opłat należności gwałtownie rosną.

W polskich miastach opłaty dodatkowe za brak ważnego biletu często wynoszą od około 180 do choćby 500 zł, zależnie od lokalnych taryf i okoliczności.

Są również osoby posiadające dziesiątki, a choćby ponad sto niezapłaconych wezwań. W skrajnych przypadkach ich zobowiązania wobec organizatorów transportu sięgają od kilkudziesięciu do ponad 100 tys. zł.

Szczególnie duże zadłużenie odnotowywane jest w województwie łódzkim. Według BIG InfoMonitor zaległości gapowiczów z tego regionu osiągnęły około 123,8 mln zł.

Rośnie również zadłużenie niepełnoletnich

Niepokojące dane dotyczą osób przed ukończeniem 18. roku życia.

Ich zadłużenie związane z przejazdami bez ważnego biletu miało w ciągu roku wzrosnąć dwukrotnie i osiągnąć około 1,2 mln zł.

Sprawa warszawskiego pasażera pokazuje przede wszystkim znaczenie terminów procesowych. Nie oznacza natomiast, iż Sąd Najwyższy zalegalizował jazdę bez biletu ani stworzył prosty sposób na uniknięcie opłaty dodatkowej. W tym konkretnym przypadku decydujące było przedawnienie karalności wykroczenia, zanim postępowanie zostało prawomocnie zakończone.

Idź do oryginalnego materiału