
Paweł Bochniewicz w meczu z Wisłą Kraków pojawił się na po godzinie gry, po czerwonej kartce dla Sondre Lisetha i dołożył swoją cegiełkę w utrzymaniu prowadzenia przez wicemistrza Polski w szlagierowym starciu PKO BP Ekstraklasy. Po końcowym gwizdku sędziego obrońca Trójkolorowych w rozmowie z Czwarta Trybuna Podcast podzielił się swoją oceną tego spotkania, ocenił rywalizację z hiszpańskim duetem napastników Białej Gwiazdy oraz nawiązał do zbliżającego się pucharowego starcia z AS Monaco.
Emocjonujący mecz wygrany przez nas, ale chyba sami sobie trochę ten kłopot spowodowaliśmy?
- Trochę tak, bo było 2:0 i wydawało się, iż mecz toczy się pod nasze dyktando. Wisła nie miała zbyt wielu okazji i nagle padł trochę przypadkowy gol. Do końca choćby nie wiem, co tam się wydarzyło - piłka odbiła się od poprzeczki, później znalazł się tam Rodado czy Sánchez, nieważne który z napastników Wisły, i strzelił dosyć ładną bramkę. Myślę, iż nasz pierwszy gol też był troszkę szczęśliwy, więc w tych szczęśliwych trafieniach jest po jeden. Później przyszła czerwona kartka. W Sondre Lisethcie bardzo cenię to, iż nie odpuszcza i nie odstawia nogi. W tym przypadku mogłoby wyjść na lepsze, gdyby odstawił, ale szanuje się go właśnie za taką waleczność i to jest u niego super. W sumie dzięki temu mogłem też złapać kolejne minuty, więc ogólnie wszystko wyszło pozytywnie - są trzy punkty i jedziemy dalej.
Gdy meldowałeś się na boisku, jaka była taktyka, którą nakreślił ci trener Gašparík? Jak mieliśmy grać? Bo z perspektywy trybun wyglądało to tak: "Cofamy się i bronimy, ale raczej nie damy rady bronić się w ten sposób przez 35 minut". Udało się.
Rywale nie stwarzali jakiegoś nie wiadomo jak wielkiego zagrożenia, a my sami stworzyliśmy sobie jakieś sytuacje. Graliśmy po prostu trójką z tyłu, a ja miałem być tym centralnym zawodnikiem. Mieliśmy w miarę agresywnie wyskakiwać do graczy występujących w półprzestrzeniach. To troszkę inne granie niż w dwójce. Raz czy dwa było widać lekkie nieporozumienie, gdy wyjechaliśmy we dwójkę - mimo iż mocno trenuje się te elementy na zajęciach, to częściej w czwórce niż w piątce. Ogólnie wyglądało to jednak w miarę okej. Taka była taktyka: grać piątką z tyłu, w fazie ataku trójką i jednym napastnikiem z przodu. Tak to mniej więcej wyglądało.
Masz oczywiście doświadczenie w grze w trójce, ale to chyba dość specyficzna sytuacja? Co innego grać w trójce w jedenastu, a co innego bronić się w dziesięciu, gdy rywale mają więcej zawodników w polu karnym. Na co głównie trzeba wtedy uważać? Momentami mocno się kotłowało, choćby wtedy, gdy pod koniec zostawiony został Alan Uryga.
Właśnie o tej sytuacji mówię - doszło wtedy do lekkiego nieporozumienia między mną a Rafałem. Prawy obrońca Wisły fajnie znalazł Urygę, który miał sytuację strzelecką. Takie ustawienie stosuje się po to, by mieć więcej zawodników w defensywie. Gdy przeciwnik gra bardzo ofensywnie szóstką pomiędzy liniami, musimy mieć podobną liczbę graczy gotowych do nich wyskoczyć. Wiadomo, iż grając w osłabieniu nie odbierzemy im piłki wysoko, bo nie da się grać jeden na jeden, mając jednego zawodnika mniej. Trzeba po prostu zniwelować przestrzenie między liniami. Trener chciał to zrobić i w większości przypadków się to udawało.
Czy trener będzie chciał jakoś wykorzystać ten dzisiejszy sukces, żeby dodatkowo was "podpalić" przed meczem z Monaco, czy nie trzeba was dodatkowo mobilizować?
Na takie mecze nie trzeba nikogo podpalać. Z Monaco nie gra się co weekend, więc to najprostszy mecz do przygotowania pod kątem mentalnym. Nie ujmując nikomu, ale zwykle najtrudniej przygotować się na mecz np. w poniedziałek o 19:00 z jakimś mniejszym klubem. A starcie z Monaco? To coś, na co się czeka i w czym chce się grać całe życie. Tu naprawdę nikogo nie trzeba dodatkowo mobilizować.
Ciężko walczyło się z Jordi Sanchezem i Angelem Rodado? To zawodnicy o zupełnie innej specyfice - którego z nich wolisz do krycia?
Nie miałem z nimi aż tak wielu sytuacji, żeby to jednoznacznie ocenić. Wolę ponapierdzielać się z większym napastnikiem niż z kimś mniejszym i bardziej mobilnym, choć Rodado też nie jest jakimś nie wiadomo jak mobilnym graczem - za to jest dosyć dobry technicznie. Nie zwracałem jednak na to większej uwagi: gdy wbiegał w moją strefę, przechwytywałem go i starałem się odebrać piłkę. Nie zastanawiałem się, na kogo wolę grać. Wyglądało to dosyć okej, a najważniejsze, iż trzy punkty zostają w Zabrzu i po trzech kolejkach mamy komplet dziewięciu punktów.
Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Foto: Roosevelta81.pl

















