Obrońca Jagiellonii z uznaniem o wicemistrzu Polski. "Miejsce Górnika w tabeli nie jest przypadkowe"

roosevelta81.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Cezary Polak


Jagiellonia Białystok w meczu z Górnikiem Zabrze nie zdołała przerwać fatalnej serii porażek z rzędu i po raz czwarty schodziła z boiska pokonana. Po końcowym gwizdku sędziego obrońca drużyny ze stolicy Podlasia Cezary Polak nie ukrywał, iż Jaga musi jak najszybciej podnieść się z kolan i zacząć zbierać punkty w PKO BP Ekstraklasie.

Po pierwszej połowie trudno było przypuszczać, iż Jagiellonia ten mecz przegra. Po 90 minutach schodziliście jednak z boiska z trzema straconymi bramkami. Co Twoim zdaniem zadecydowało o tym, iż zakończyliście to spotkanie bez punktów?

- Uważam, iż w ostatnim czasie zbyt często zdarzają nam się sytuacje, w których łatwo tracimy bramki. W pierwszej połowie z perspektywy boiska nie czułem wielkiego zagrożenia ze strony Górnika. Oczywiście, to świetny zespół, a ich pozycja w tabeli nie jest przypadkowa, ale sądzę, iż do przerwy to my mieliśmy inicjatywę. W drugiej połowie wystarczyło kilka groźnych akcji rywali, zrobili 2:0 i dobrze wiemy, jak to dalej wyglądało.

Niestety, podobny scenariusz powtarza się po raz kolejny. W meczu z Widzewem po świetnej pierwszej połowie wydawało się, iż bramki dla was są tylko kwestią czasu, a tymczasem straciliście dwa gole w odstępie kilkudziesięciu sekund. Przeciwko Legii, w podobny sposób, w ciągu kilku minut z 0:0 zrobiło się 0:2. Dziś ponownie straciliście bramki w bardzo krótkim czasie. Z czego to wynika? Brakuje wam koncentracji, pewności siebie, a może jesteście przemotywowani?

- Trudno to jednoznacznie ocenić zaraz po końcowym gwizdku. Nie widziałem powtórek z kamer, więc ciężko mi dokładnie przeanalizować te sytuacje na gorąco. Jesteśmy w wymagającym momencie, ponieważ ostatnie wyniki nie układają się po naszej myśli. Najważniejsze jest teraz, aby trzymać się razem. Potrzebujemy pracy, wnikliwej analizy, sumienności na treningach, a w kluczowych momentach na boisku - pełnej koncentracji i odwagi.

Wspomniałeś o waszej przewadze w pierwszej połowie. Z trybun miałem jednak wrażenie, iż momentami brakuje wam przekonania do strzału. Często decydowaliście się na kolejne podania zamiast uderzać na bramkę. Zwłaszcza w trudnych momentach zawodnicy często próbują wejść z piłką do samej bramki, by zminimalizować ryzyko straty. Czy w waszym przypadku mogło to tak dzisiaj wyglądać?

- Mam trochę odmienne zdanie, choć może tkwi w tym ziarno prawdy. Jako zespół bardzo lubimy grę piłką i staramy się długo utrzymywać przy niej na połowie rywala. W pierwszej połowie Górnik momentami bronił dość głęboko, co naturalnie zmuszało nas do rozgrywania ataku pozycyjnego. Z perspektywy trybun pewnie mogło się wydawać, iż kilka razy trzeba było po prostu oddać strzał zza pola karnego lub szybciej podjąć decyzję. Z boiska wygląda to nieco inaczej, ale niewykluczone, iż powinniśmy częściej decydować się na uderzenia, aby po prostu strzelać więcej bramek.

Co wydarzyło się w przerwie? O ile w pierwszej połowie wasza gra w obronie wyglądała solidnie, o tyle po zmianie stron w początkowych minutach wyglądaliście tak, jakbyście zostali myślami w szatni. Zmienialiście taktykę? Górnik was czymś zaskoczył?

- Założenia taktyczne pozostały bez zmian. W przerwie skorygowaliśmy tylko kilka drobnych elementów. Rzeczywiście mogło to wyglądać tak, iż wyszliśmy na drugą połowę lekko zdekoncentrowani. Nie do końca pamiętam, w których dokładnie minutach straciliśmy bramki...

W 51. i 58. minucie.

- No właśnie, stało się to zdecydowanie za szybko. Nie było żadnych rewolucji taktycznych. Być może Górnik wyszedł na tę część spotkania bardziej zmotywowany. W piłce takie momenty się zdarzają i czasami ciężko znaleźć jednoznaczne wytłumaczenie na gorąco.

Na ile odczuliście dzisiaj brak trenera Adriana Siemieńca, którego nie było z wami w szatni?

- To prawda, iż go zabrakło. Trener jest dla nas bardzo istotną postacią, to świetny motywator i mentor. Niewykluczone, iż w przerwie jego kilka słów wpłynęłoby na nasze nastawienie w drugiej połowie. Oczywiście, mieliśmy z nim stały kontakt, jednak jego nieobecność fizyczna mogła w pewnym stopniu mieć znaczenie. Sytuacja jest, jaka jest i musimy sobie z nią radzić. Zostało nam jeszcze pięć meczów.

Do końca rundy zostało osiem spotkań.

- Dokładnie. Z czego czeka nas jeszcze pięć spotkań bez trenera Siemieńca na ławce. Naszym głównym zadaniem jest teraz podniesienie się z tej serii porażek i powrót na zwycięską ścieżkę.

Cztery porażki z rzędu na pewno nie budują pewności siebie. Liczyliście, iż przerwa reprezentacyjna będzie punktem zwrotnym, a tymczasem runda zaczyna się od przegranej. Jak radzicie sobie z tym pod względem mentalnym?

- To bez wątpienia wymagający moment dla całej drużyny. Jak już podkreślałem, teraz kluczowa jest jedność zespołu. jeżeli będziemy pracować razem i wspierać się jak rodzina, szybciej wyjdziemy z tego kryzysu.

W czwartek czeka was debiut w Lidze Europy w Białymstoku, to wielkie wydarzenie dla klubu. Czy z tyłu głowy nie macie myśli, iż obecna sytuacja w Ekstraklasie, a zwłaszcza zbliżający się niedzielny mecz z Zagłębiem, jest dla was priorytetem w kontekście przełamania złej serii?

- Zdecydowanie nie wartościujemy rozgrywek w ten sposób. Najważniejszy jest zawsze najbliższy mecz, niezależnie od tego, czy jest to spotkanie w lidze, pucharach, czy choćby mecz kontrolny. W każdym spotkaniu, a choćby w treningowych gierkach, walczymy o zwycięstwo. Taka mentalność jest nam teraz potrzebna. Musimy zachować spokój, udowodnić naszą siłę charakteru i po prostu zagrać o pełną pulę w czwartek.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału