OD INDYFERENTYZMU DO NEOPOGAŃSTWA (cz.2)

wiernipolsce1.wordpress.com 2 godzin temu

Krytyka biernych postaw społecznych
Zanim przystąpimy do lokowania poszczególnych cech charakteru narodowego na mapie społecznej, nakreślimy pokrótce ogólne zarysy krytyki, którą interesujący nas tutaj autorzy podnosili wobec biernych typów psychicznych.

Wyrosły w duchu pozytywistycznym Dmowski wyrzucał, że

życie przeciętnego Polaka nie obejmuje choćby połowy tych zabiegów, trosk i wysiłków, co życie przeciętnego Francuza, Anglika lub Niemca. Nie jesteśmy przez to szczęśliwsi od tamtych, bo dla nas, wyobrażających sobie szczęście, jako stan bierny, jako spoczynek bez troski, wszelki wysiłek jest powodem niezadowolenia, gdy dla tamtych stał się nieodłączną częścią życia. Gdy dla nas potrzeba czynu jeszcze dziś jest smutną konieczności, dla innych czyn jest warunkiem szczęścia(67).

„Natury bierne mają pociąg do poglądów społecznych, których przyjęcie nie wymaga wyjścia ze stanu spokoju”, czyli takie, które za cel bieżący podają bogacenie się ekonomiczne albo doskonalenie moralne jednostki. Te same natury skłonne są uznać potrzebę wytężonej walki, ale tylko w sytuacji, gdy ich sumienie nie pozwala pogodzić się ze status quo, i przy założeniu, iż po walce nastąpi wyczekiwany błogi, niezmącony spokój, gdy będą mogli „spoczywać na łonie wolnej ojczyzny”(68). Po twierdza to także z perspektywy późniejszej, wieloletniej obserwacji, gdy w jednym z przemówień oceniał, iż naród polski, przetrzymawszy zabory, wykazał znaczną siłę, jednak, gdy posiadł własne państwo, nie był już zdolny tworzyć go na miarę wielkości i „coraz mniej jest władcą swoich losów […] coraz bierniejszym”(69).
Dokładnie te zdania musiały zainspirować Stachniuka, bowiem podobne sądy wygłaszał wielokrotnie, czyniąc z nich podstawę obserwacji, którą obudował teorią ogólną. Pisał więc, iż już Epikur zauważył, iż

istnieją dwa rodzaje rozkoszy: dynamiczna i statyczna, ruchu i spoczynku. Rozkosz wynikająca z dynamiki odczuwa się przy twórczym wysiłku, przy pracy pełnej rozmachu, napięcia sił i zdolności całej osobowości, przy wielkich ambicjach adekwatnych młodości itd. Rozkosz statyki odczuwa się przy nieporuszonym trwaniu, spokojnym trawieniu, ciszy, odosobnieniu, zluźnieniu wszelkich władz osobowości; najbardziej odpowiada starości i osłabieniu(70).

Ten drugi rodzaj rozkoszy „naród pogrążony w marazmie przeżywa w mi lionach swych psychik indywidualnych” a przywiązany do tego, nie jest w stanie wyobrazić sobie innego typu życia. Spokojne życie takiego narodu jest zakłócone wyłącznie świadomością bezsprzecznej niższości osiągnięć duchowych, społeczno–organizacyjnych, materialnych i biologicznych, czyli obiektywnie odczuwany „niż cywilizacyjny”, który zresztą jawi się jako jedyna ujemna strona marazmu(71). Przywoływał też bezpośrednio Dmowskiego, uważając, iż ten miał rację, gdy mówił, iż upadający lub pogrążony w marazmie naród cechy swojego charakteru, będące właśnie powodem owego marazmu, uważa często za „najwyższe wartości i otacza je najwyższym uwielbieniem”(72). Rzeczywiście bowiem Dmowski uważał, iż Polacy mają pretensję do swych wrogów głównie o to, iż nie są oni tak bierni jak my sami. Poczytują właśnie ową bierność za cnotę, którą szczycą się przy każdej okazji, nadając jej różne imiona wspaniałomyślności, bezinteresowności, tolerancji, humanitaryzmu(73). Przejawia się to także w nieumiejętności myślenia o własnym narodzie w taki sam sposób, jak o innych i traktowaniu go jako wyjątkowego. W miarę więc trzeźwy osąd pojawia się, gdy Polacy mówią o interesach Rosji, Niemiec, Anglii czy Francji, u których za naturalne uznaje się „najbrudniejsze interesy”, dążenie do ekspansji
i posiadanie organizacji państwowej. Gdy jednak mowa o Polsce, wszystkie takie działania uznawane są za niezgodne z jej duchem, który określają takie oto wołania: „wolę, żebyśmy nie odzyskiwali niepodległości, niż żebyśmy byli zmuszeni wytworzyć wstrętne instytucje państwowe i prowadzić nikczemną politykę z krzywdą innych”, oraz „lepsza niewola, niż panowanie nad innymi”(74).

Znów Stachniuk przyodział te spostrzeżenia w kształt teorii. Historia miała bo wiem dostarczyć wielu przykładów na upadek narodów i całych cywilizacji poprzez kurczowe trwanie przy treściach dla siebie tradycyjnych kiedy to nie przystawały one do warunków świata zewnętrznego. Wraz z pogłębianiem się upadku, pogłębia się trwanie przy tradycyjnych treściach i przekonanie, iż nie jest problemem ich rozbieżność z warunkami zewnętrznymi, tylko niedostateczne wdrażanie owych treści. Taki los jest w tej wizji udziałem Polski, która za główny ideał polskiej ideologii grupy ma traktowanie życia jako doczesnego epizodu. Ideał ten więc – sumuje Stachniuk -je s t skuteczny dla osiągnięcia doskonałości moralnej, „dającej legitymację do bram raju”, jednak dzieje się to przy zaniechaniu ziemskich zadań narodu(75).

Przywary szlacheckie czy narodowe?

Pojawia się więc pytanie, jakie to przywary charakteru narodowego Polaków odpowiedzialne są za krytykowane „warunki zastane” – jak zwykł wyrażać się Stachniuk – oraz czyim stały się one udziałem?
Dla Dmowskiego podstawowym problemem była negatywna rola polskiej warstwy szlacheckiej, która blokowała rozwój gospodarczy kraju; oraz niedorozwój czy raczej brak mieszczaństwa. W Myślach… zwraca on uwagę, iż w przypadku narodów europejskich, mówiąc o charakterze narodowym, rozumie się wspólne cechy przedstawicieli wszystkich warstw społecznych na dany naród składających się, rozumiejąc różnicę, jaka dzieli np. francuskiego mieszczanina od francuskiego szlachcica. W przypadku Polski natomiast mamy do czynienia z automatycznym utożsamieniem cech polskiej szlachty z cechami ogólnonarodowymi, z powodu tego, iż „prawie do niedawna” – jak się wyraził – szlachta stanowiła naród. Jednocześnie pokazuje on, jak swoistym i niepowtarzalnym tworem była owa warstwa, utworzona w niepowtarzalnych warunkach historycznych. Otóż wg Dmowskiego, w okresie gdy powstawała polska szlachta, mieszczaństwo – które w Europie było ośrodkiem życia ekonomicznego – w Polsce, jako niemiecki żywioł napływowy nie było dość spolonizowane, by angażować się sprawy państwowe. W związku z tym szlachta wykorzystała to dla zahamowania rozwoju miast i unieszkodliwienia potencjalnego rywala politycznego. Dalej Dmowski dochodzi do wniosku, iż było to możliwe wyłącznie przy współudziale dodatkowego gwałtownie rozwijającego się żywiołu, a mianowicie Żydów – jako „surogatu” mieszczaństwa – który nie czuł więzi z resztą społeczeństwa i nie przejawiał zainteresowania polityką państwową. W tych warunkach społeczeństwo polskie było wysoce niekompletne i do połowy XIX w., lub choćby dłużej, pozostało społeczeństwem szlacheckim(76). Charakteryzując dalej to społeczeństwo, Dmowski dochodzi do wniosku, iż więzi, wzajemne uzależnienie pomiędzy jednostkami, są tak słabe, iż w zasadzie nie tworzą one społeczeństwa. Porównuje je wręcz do luźnych kolonii komórek, dalece prymitywniejszych od konstrukcji również z komórek złożonych, ale tworzących organizm. W tych warunkach absolutnego braku konkurencji rozwijał się typ psychiczny szlachcica polskiego. Przelewając
obowiązki społeczne na obcy żywioł, szlachta miała funkcjonować w warunkach niewymagających wytężenia energii, a powodzenie danego szlachcica nie zależało od jego zdolności i pracy. Sprzyjać to miało rozwojowi polskiego wybujałego indywidualizmu, którym „zdaje się, zanadto się szczycimy”, tworzącego psychikę osób niekonsekwentnych, kapryśnych, pełnych rozmachu, gotowych do zrywu zamiast wytrwałej pracy, będącej sposobem działania pożądanych typów zdyscyplinowanych. Odnosząc się zaś do utożsamienia owego typu szlacheckiego z charakterem narodowym w ogóle, Dmowski stwierdził, iż wiele z tych cech stało się udziałem inteligencji, która pochodziła ze szlachty, choćby tej pozbawionej ziemi, i po zniesieniu pańszczyzny, czyli podstawy bytu szlacheckiego. Ubolewa on, iż cechy te uznaje się za ogólnonarodowe, powołując się na chłopstwo, które w jego bogatszej części również znamionują przywary szlacheckie. Uznaje on przykład ten za chybiony, wskazując, iż choćby u osiadłych w Polsce Niemców i Żydów wykształca się ten sam rys obyczajowy, czemu nie należy się jego zdaniem dziwić w społeczeństwie, któremu ton nadaje pierwiastek szlachecki. Jest więc typ szlachecki nie charakterem narodowym Polaków, ale wytworem mijającej epoki, a Dmowski prorokuje, iż wraz
z włączeniem się w europejskie życie gospodarcze, typ ten ustąpi zupełnie, a wówczas Polacy odzyskają swój twardy charakter(77). W latach 20. XX w. Dmowski natomiast wiedział już, iż pod koniec XIX w. „warstwa szlachecka – stanowiąca jeszcze do niedawna adekwatny naród polityczny, w którym polska myśl polityczna ześrodkowała się – […] skutkiem zmiany warunków gospodarczych […] gwałtownie traciła
znaczenie”, przez co polska struktura społeczna – z powodu braku mieszczaństwa uwsteczniana przez dwieście lat – teraz gwałtownie ulegała przemianom(78). Rozróżnienie pomiędzy typem szlacheckim a charakterem narodowym odziedziczył z pewnością po poglądach protoendeckich środowisk „Głosu” i „Przeglądu Wszechpolskiego”, które – jak zauważył Nikodem Bończa-Tomaszewski – na gruncie demokratycznym spotykały się z problemem niejednolitości tradycji i historii polskiego społeczeństwa(79). Sam Popławski uważał polską tradycję historyczną za zjawisko czysto szlacheckie, a w związku z tym obce warstwom ludowym(80). Wobec tego trzeba uznać, iż rozwijając takie podejście, Dmowski doszedł do wniosku, iż również szlachecki typ psychiczny, kulturowy i społeczny był adekwatny wyłącznie owej warstwie, co najwyżej poprzez jej dominację polityczną i społeczną był narzucany pozostałym.

Choć więc uważał bierność za przywarę typu psychicznego szlachty, trzeba wspomnieć, iż pisał, iż chłopstwo – nie odmawiając mu „żywotnego egoizmu” i „braku miękkości” – wszędzie, a szczególnie w krajach, w których zniesienie pańszczyzny miało miejsce niedawno – przejawiało bierność duchową i brak przedsiębiorczości(81).Wydaje się więc potwierdzać późniejsze uwagi Stoigniewa, iż bierność jest wspólnym rysem całej polskiej ideologii grupy. Różnica polega tu jednak znów na tym, iż jako powód wskazał Dmowski pańszczyznę, a więc czynnik czysto społeczno-historyczny.

Jan Stachniuk także uważał, wyrażając to jasno, iż łatwość osiągania dostatniego życia zdemoralizowała i rozmiękczyła charakter polskiej szlachty, co musiało odbić się na stosunkach społecznych(82). Warstwy wyższe uległy więc personalizmowi – kształtującemu postawy bierne i hołdującemu zasadzie woli „minimum egzystencji” – „antymitowi” jako przeciwstawieństwu „mitu sprawczego”. Były bowiem
bezpośrednio poddane działaniu „ideomatrycy”, czyli wpływom kultury – czy raczej „wspakkultury”, jak nazywał to sam Stachniuk – działającej na te właśnie warstwy, bardziej niż na którekolwiek inne. Całe masy zaś należące do warstw niższych, kontakt z kulturą panującą miały bardzo luźny, a pomimo to nie biorąc udziału w owym systemie wychowawczym i tak stawały się jego ofiarami. Działo się tak dlatego, iż z powodu braku alternatywy ich życie uczuciowe, system wyobrażeń i wola pozostaje dezorganizowana przez żaden inny „mit”(83). Jak więc powiedziałby Dmowski czy Popławski, masy pozostają dziejowo bierne, gdyż nie mają rozbudzonej świadomości.

W odniesieniu do narodowych cech polskich Stachniuk stwierdził, iż są one wtórne i „są nieubłaganą konsekwencją spersonalizowania duszy zbiorowej”. „Czupurność […] niestałość polska, słomiany ogień, brak konsekwencji, płynność uczuć, honorność, wrażliwość” to wszystko uboczne efekty, niekontrolowane, bezładne uzewnętrznianie sparaliżowanych – jak zwykł się wysławiać – przez „ideomatrycę” chrześcijaństwa, wewnętrznych instynktów i popędów twórczych, nie mogących
przejawiać się w sposób planowy na polu kultury(84). Należy zwrócić uwagę, iż katalog owych cech bardzo jest podobny do tego, który podawał Dmowski, a o którym mówiliśmy powyżej. Zasadnicza różnica polega na tym, iż Stachniuk uważał je za przywary ogólnonarodowe, nie zaś za adekwatność szlachecką, przy czym używał argumentacji, którą wcześniej krytykował autor Myśli nowoczesnego Polaka. Oczy wiście również gdzie indziej upatrywał źródeł owych przywar, a czynił to znacznie głębiej niż zwykł to robić endecki ideolog. Co prawda obaj upatrywali wykształcenia się cech w warunkach biernego życia, pozbawionego walki i konkurencji, ale, jak powiedzieliśmy, Dmowski za przyczynę niewłączenia się w nurt ekonomiki europejskiej uważał usunięcie przez szlachtę konkurencji politycznej w postaci
mieszczaństwa. Stachniuk zaś chciał sięgnąć do źródeł mentalnych, nakazujących stanie poza nurtem przemian, a czyniąc to doszedł do wniosku, iż przyczyna leży we wspomnianej „ideomatrycy” katolicyzmu, nakazującej bierność.
W Dziejach bez dziejów Stachniuk poszukuje przyczyn upadku Polski i wskazuje na błędy historyków, którzy wypowiadali się w tej materii, twierdząc, iż każda z ich teorii musiała być chybiona, skoro wskazywała w istocie na jeden z przejawów, efektów owego upadku, a nie rzeczywiste jego przyczyny. Krytykuje więc pogląd, iż dominacja szlachty w ustroju społeczno-politycznym Polski przyczyniła się do
rozwinięcia wad narodowych. W świetle tego, co powiedzieliśmy wyżej można więc jako adresata owej krytyki rozumieć także Dmowskiego, choć w tym miejscu Stachniuk wymienia starszych historyków, np. Lelewela. Uważał więc zadrużny ideolog, iż każdy z pomysłów na wskazanie „błędów i przyczyn degradacji” zawisał w próżni, bo prawem tabu nie mógł wskazać pierwotnego ogniwa negatywnych procesów, gdyż dzieląc „polską” ideologię grupy, personalistyczny system wartości, nie był w stanie zająć wobec niego krytycznego stanowiska, „tak jak ktoś stanąwszy na krześle nie jest w stanie unieść tego krzesła w górę”. Stąd spostrzeżenie, że

taki sam ciężar gatunkowy mają twierdzenia, iż Polskę gubi: niepunktualność, wielka własność ziemska, agitacja żydo-komuny, opanowanie handlu pieprzem i jajami przez żydów, słabość czy też moc rządu, partyjniactwo, totalizm, parlamentaryzm, dyktatura, bierność, indywidualizm, uległe poddawanie się losom i bujna samowola, nędza i rozrzutność, brak organizacji, złodziejstwo, ciemnota, słaby rozwój handlu, dumping, niedorozwój miast i kupiectwa, etatyzm itd., itd.(85)

W tym miejscu chciałbym przypomnieć stwierdzenie, które padło we wstępie, o tym, iż Dmowski nie powiązał czynników – które sam nakreślił – w związek przyczynowo-skutkowy. Szlachta więc dla Stachniuka była co prawda najpełniejszym wyrazicielem polskiej ideologii grupy, ale w związku z tym błędem było oskarża nie wyłącznie jej o zapaść cywilizacyjną kraju. Udowadniał, iż pogląd obwiniający
szlachtę mógł utrzymać się pod zaborami, ale 20-lecie międzywojenne ukazało, iż wyłuszczone wady są wspólne całemu narodowi, a wg niego choćby polscy chłopi przeniesieni do Ameryki Południowej przejawiają „wady szlacheckie” w życiu zbiorowym86. Nie można więc po 150 latach rozbiorów utrzymać poglądu, iż całe społeczeństwo pozostaje pod wpływem zjawisk regulujących życie społeczne Rzeczypospolitej szlacheckiej. Jak głosi, „szlachetczyzna była barwną zasłoną, mają cą ochronić coś i kogoś przed koniecznością ponoszenia odpowiedzialności. Szlachetczyzna była kozłem ofiarnym”(87). Znacznie dalej podaje to „coś i kogoś” ukryte za szlachtą i znajduje uzasadnienie ustrojowe dla swoistego mariażu. Otóż uważa on, iż w utrzymaniu status quo zainteresowany był Kościół katolicki, gdyż szukał sprzymierzeńca w swej walce z protestantyzmem, w związku z czym wspierał stan
szlachecki w jego walce o niedopuszczenie do restauracji władzy królewskiej. Oba czynniki wspólnie dbały o to, by nie dopuścić do podniesienia znaczenia mieszczaństwa: szlachta by pozbyć się rywala; Kościół zaś dlatego, iż miasta były ostoją protestantyzmu. Doszło więc do zupełnej symbiozy, przy czym Kościół miał się posługiwać szlachtą, jako „tępym, bezdusznym narzędziem”, nie jest więc ona samo
istnym autorem upadku Polski. Jednak zestalenie się tych czynników było tak silne, iż „sielskość i szlachetczyzna” były wg Stachniuka składnikami zastoju i bierności ekonomicznej Polski, a dworek szlachecki stał się jej symbolem, gdy państwo wyobrażano sobie jako sumę takich dworków(88). Zjawisko jednak tak symbolizowane, czyli postawa skrajnie zaściankowa, agospodarcza, antypaństwowa, pozbawiona aktywności i obowiązkowości, ma jednak być wspólną wszystkim warstwom społeczeństwa polskiego, a nie wyłącznie szlacheckiej, gdyż istniejący typ szlachecki -w myśl tej historiozofii – nie odegrał tak wielkiej roli w rozwoju ekonomicznym, by móc wywrzeć na nim swe piętno(89). Mówiąc o sumie dworków, należy stwierdzić, iż poglądy Stoigniewa na atomizację polskiego społeczeństwa były niemal identyczne z tymi, które głosił Dmowski. Więc i tu mowa jest o tym, iż społeczeństwo szlacheckie pozbawione było więzów, gdyż Rzeczpospolitą rozumiano jako zrzeszenie jednostek, przy czym jednostka miała tu absolutną nadrzędność(90). Dmowski natomiast pisał, iż „nienormalność polityczna” I Rzeczypospolitej wynikała po pierwsze z braku poza szlachtą żywiołów politycznych, po drugie zaś na wspominanym wcześniej zwyrodnieniu owego jedynego politycznego stanu i jego przeciwstawianiu się
państwu. W związku z tym to ustrój polityczny I RP doprowadził do zaniku instytucji i rozpadu społeczeństwa oraz upadku owego państwa. Było więc to wzajemnie sprzężone(91).

Mieszczaństwo

Powiedzieliśmy, iż obaj porównywani myśliciele za jeden z podstawowych problemów Polski uznawali niedorozwój czynnika mieszczańskiego w strukturze społecznej i ekonomicznej – spowodowany, dodajmy, celowym działaniem stanu szlacheckiego – który przyczynił się do pozostawania Polski poza nurtem światowych przemian, a przez to do jej skrajnego zacofania. Zdaniem Dmowskiego Polska
znalazła się w orbicie oddziaływania ekonomiki światowej dopiero po zniesieniu pańszczyzny i pozbawieniu szlachty jej majątków. Ale choćby wówczas okazało się, iż ów specyficzny typ psychiczny, jaki się wytworzył, nie jest w stanie włączyć się w modernizację, zadbać o własne źródła zarobku, pozostawał absolutnie bierny, będąc w stanie jedynie przyjmować utworzone przez innych posady. W związku z tym to wyłącznie żywioły niemiecki i żydowski tworzyły nowe formy wytwórczości,
modernizując gospodarkę ziem polskich(92). Taka sytuacja miała więc miejsce szczególnie na terenie Królestwa Polskiego, a jeszcze mocniej w Galicji(93). Zdecydowanie zaś inaczej oceniał Wielkopolskę, która była kolebką państwa polskiego, najdłużej przy Polsce się rozwijała i była niezaprzeczalnie „najkulturalniejszą, z najbardziej oświeconą […] masą ludności”, o najbardziej europejskiej strukturze ludnościowej, gdzie „zorganizowało [się] liczne, żywotne mieszczaństwo polskie”. A wszystko to
przy wyjątkowo małym udziale ilościowym wspominanego wcześniej „surogatu” -ludności żydowskiej. Wyrażał też zadowolenie, iż Wielkopolska była „najzdrowszą” częścią kraju i posiadała najmocniej rozwiniętą organizację i wolę zbiorową, konsekwentnie wprowadzaną w czyn(94). Całość owego zjawiska Dmowski rozumiał jako rozwiniętą, pomimo niemieckiej kolonizacji i organizacji kraju. Jak zobaczymy
później, Stachniuk rozumiał to dokładnie odwrotnie, twierdząc, iż to właśnie dzięki wpływom niemieckim wytworzyły się warunki konkurencji i mógł powstać aktywny typ człowieka polskiego.

Przypomnijmy, iż Stachniuk podnosił problem współpracy szlachty i Kościoła w uniemożliwieniu wzmocnienia władzy królewskiej i w wysunięciu owej szlachty na pierwszy plan w państwie, przy jednoczesnym blokowaniu rozwoju miast. Stwierdzał, iż jednocześnie szkolnictwo jezuickie przyczyniło się do wytworzenia u młodzieży szlacheckiej „potwornych rozmiarów pychy stanowej” i pogardy dla
zajęć miejskich, co dodatkowo musiało wpłynąć na deprecjację i zanik zainteresowania tymi dziedzinami życia, by w końcu mogła wyjść ustawa sejmowa zakazująca szlachcie zajmowania się handlem i przemysłem(95). Podobnie więc jak Dmowski uważa, iż w takiej sytuacji problemem społecznym w Polsce był brak klasy średniej.

Podstawową, obok ustrojowej, blokadą dla rozwinięcia rodzimego kapitalizmu była w owej historiozofii bierna postawa unikająca współzawodnictwa i pragnąca osiągnąć jedynie minimum egzystencji, co nie sprzyjało wytwarzaniu „nadwartości” i gromadzeniu kapitału. Tak więc Stachniuk doszedł do wniosku, niemal identycznego z Dmowskim, iż rozwój kapitalizmu na ziemiach polskich po 1815 r., a szczególnie w latach 1864-1914 był efektem pracy czynników obcych. Tak więc rzecz przedstawiała się dla niego w Królestwie Polskim, gdzie na skutek przypadkowego zbiegu korzystnych warunków ekonomicznych, celnych i ustrojowych doszło do niespotykanie wzmożonego napływu przedsiębiorców, fachowców i kapitału z Niemiec. Rozwój więc pojawił się „poprzez proste przenoszenie na ziemie polskie całych układów gospodarki kapitalistycznej”. Stworzyło to więc rodzaj kapitalistycznych wysp, „oaz wysokiego poziomu produkcyjnego” o absolutnie zewnętrznej, obcej proweniencji, wręcz o „niepasującym do stylu polskiego gospodarstwa” charakterze, w których czynnik polski odgrywał wtórną rolę. Istotnym jest tutaj spostrzeżenie, iż do Polski kapitalizm trafił w formie dojrzałej, którą w swych matecznikach osiągał poprzez wieki rozwoju(96). Polacy stykali się wówczas z kapitalistycznym sposobem myślenia poprzez
przyjmowanie tworzonych przez obcych posad. Było to jednak myślenie kompletnie odmienne od ideałów „polskiej” ideologii grupy, jednak skoro kapitalizm tworzony był przez element obcy, to oczywiste, iż Polakom musiało pozostać patrzenie nań z niższych pozycji. W związku z tym ujawniła się bliskość teorii dotyczących wyzysku i niesprawiedliwego podziału dochodu społecznego, co jest oczywiste, jeżeli tak łatwo można utożsamić „polskość” z przynależnością do „świata pracy” czy „wyzyskiwanych”. Przeciętny Polak więc, kierujący się „wolą minimum egzystencji” jak Stachniuk nazywał postawę traktującą pracę wyłącznie w kategoriach zła koniecznego dla biologicznego przetrwania – zaczął wyznawać idee lewicowe i radykalizm społeczny, z tym iż z marksizmu czerpać miano wyłącznie elementy związane z konsumpcją, poborami, z całym bagażem roszczeniowym, odrzucając jego „konstruktywne strony”(97). Z lektury Stachniuka można wysnuć wniosek, iż przyjmowanie postaw lewicowych przez Polaków miało jednak o wiele głębsze podstawy i starsze podłoże historyczne. Nakreślił on bowiem powierzchowne pokrewieństwo lewicowych idei głoszonych już przez rewolucję francuską z ideałami personalizmu
katolickiego, przejawiającymi się w „polskiej” ideologii grupy, gdyż atomizacja społeczna, z którą mieliśmy do czynienia w przedrozbiorowej Polsce, wydawała się czymś zbliżonym do tendencji społecznych prądów wolnościowych. Pojawiło się więc wrażenie, iż to, co na Zachodzie było stawiane jako cel, w Polsce już dawno zostało osiągnięte i jawiło się jako „swojskie”, stąd wielką atencją darzono tu ideały wolności, równości i braterstwa(98). Stachniuk, opisując powojenną sytuację polską, krytykuje przekonanie, iż w Polsce choćby w latach 30. mamy do czynienia z układem kapitalistycznym. Uważał bowiem, iż to zbiorowy błąd myślowy i uleganie złudom „pokostu”, „cienkiej warstewki” kapitalizmu przykrywające zgoła odmienne polskie życie zbiorowe, z wyjątkiem nielicznych oaz na Śląsku i w Łodzi, a także w mniejszym stopniu w ośrodkach wielkomiejskich. Stwierdził wręcz, iż „nasza rola w światowym gospodarstwie kapitalistycznym była zasadniczo bierna, byliśmy obiektem wyzysku na modłę kolonialną”(99).

Zdaniem Stachniuka zaporą dla rozwoju gospodarczego była więc bierna postawa, która charakteryzowała także, a w zasadzie szczególnie, warstwę drobnomieszczańską. Uważał ją za, w pewnym sensie, duchowo obcą epoce industrializacji, bowiem bez względu na kraj, z którego się wywodziła, miała przejawiać ideały gospodarcze zmierzające do stabilizacji życia na niezmiennym poziomie. Stąd szybkie, gwałtowne tempo przemian budziło wśród drobnomieszczaństwa obawy i niechęć, a to z kolei powodowało wrogi stosunek do techniki, gdyż „duch nowoczesnej produkcji jest im obcy”(100). Na tym etapie zresztą nie widać u Stachniuka jeszcze tak zdecydowanie antychrześcijańskiego oblicza, a w każdym razie to nie wrogość wobec tej religii leżała u początku procesu myślowego. Jego krytyka ma tutaj raczej związek z obserwacją czynników gospodarczych i społecznych w ujęciu historycznym, tj. roli, jaką odegrały poszczególne klasy. Dopiero poszukiwanie przyczyn złego stanu rzeczy doprowadziło go ku wnioskom o negatywnej roli chrześcijaństwa,
a szczególnie katolicyzmu. M ają więc te spostrzeżenia charakter aposterioryczny.

W odniesieniu do Żydów i ich roli w polskich miastach, Stoigniew dowodzi, iż zaczęli być oni osadzani w miastach po tym, jak mieszczaństwo po przegranej protestantyzmu zmuszone zostało do emigracji do Prus i Brandenburgii. Wówczas Żydzi przejęli w opustoszonych miastach jego miejsca w handlu i rzemiośle. Stachniuk daleki jest jednak od obwiniania ich o upadek mieszczaństwa. Wręcz przeciwnie, uważa, iż bez ich udziału do upadku tego musiałoby i tak dojść, a co więcej, to właśnie Żydzi mieli być elementem zastępczym, choć jedynie namiastką, w małym tylko stopniu wypełniając jego zadania. To oczywiście przywodzi znów na myśl „surogat”, o którym pisał Dmowski.

Sumując poglądy Stachniuka na kwestię ustroju społecznego i gospodarczego Polski, roli w nim mieszczaństwa i szlachty, trzeba podać jedną z głównych jego myśli, a mianowicie, iż błędnym jest twierdzenie, iż w Polsce pokutuje „brak XIX w.”.

Według niego bowiem Polska straciła przede wszystkim wieki XVII i XVIII i tego właśnie okresu zabrakło w jej prawidłowym rozwoju(101). Również to wbrew pozorom jest zgodne z wcześniejszymi wykładami twórcy endecji, który uznawał Polskę za kraj zapóźniony w rozwoju na skutek „dziejowych warunków”(102. Pod ową identycznością oceny skutków kryje się jednak różnica poglądów na temat adekwatnych przyczyn. Stachniuk więc uważał to – jak przedstawiliśmy powyżej – za efekt przyjęcia przez szlachtę ideału „personalizmu katolickiego”, świadomie rozprzestrzenianych przez Kościół katolicki, Dmowski zaś właśnie w owym kościele widział przeszkodę dla takich nurtów. Natomiast z tych poglądów
zdawał sobie sprawę Stachniuk, więc udowadniał, iż jest to typowy efekt „odruchu spłoszonej błogości”, tworzącego „ciąg reformistyczny” – jak to określał – który nie pozwala prawem tabu, jak też mówiliśmy, odnaleźć adekwatnych, głębokich przyczyn. Tkwić więc ma nurt ten w błędach, nie zdając sobie sprawy, iż sam jest efektem degeneracji.

Inteligencja

Powiedzieliśmy wyżej, iż Dmowski uważał, iż cechy charakteru szlacheckiego stałysię także udziałem inteligencji. Dodajmy tu, iż nie miał on o niej zbyt wysokiego mniemania, mimochodem wspominając nawet, iż warstwę tą nazywamy w ten sposób „z braku lepszego wyrazu”. Od drugiej płowy XIX w., jak pisze, zaczęto w Europie zdawać sobie sprawę z problemu „nadprodukcji inteligencji”. Oznaczało to, iż system kształcenia wypuszczał zbyt duże ilości osób niezdolnych do bezpośredniej pracy produkcyjnej i nieprzygotowanej do wypracowania wartości zdolnej pokryć wymagania tejże grupy. Postawmy więc na marginesie pytanie: czy wymagania rozbudzone w procesie edukacji, czy odziedziczone po szlachcie? W warunkach epoki industrialnej dla Dmowskiego uczynienie z wiedzy swoistego fetysza było niezdrowe, uważał bowiem, iż wiedza stała się nie środkiem do osiągania celów społecznych, czy produkcji, ale celem samym w sobie. Jej zdobywanie było więc podyktowane ideologią społeczną, nie zaś potrzebami. Ubolewa on, iż nie weryfikuje się wiedzy pod względem jej przydatności przy rozbudzaniu umiejętności
wytwarzania czegokolwiek. Jeszcze na początku lat 30. Dmowski widział wpływy systemów rosyjskiego i austriackiego na typ inteligencji polskiej, która wytworzyła system oświaty kształcący w sposób ogólny, ale nie gruntowny, co przyczyniało się do „produkowania” mas inteligencji i półinteligencji niezdolnej do samodzielnego myślenia, życia i zarobkowania poza aparatem państwa. To zaś wskazywało na coraz
większe obciążenia dla społeczeństwa (103). Stwierdzał też, iż pochodząca w przeważającej mierze ze szlachty inteligencja pod koniec XIX w. była zasilana w coraz większym zakresie przez inteligencję pochodzenia chłopskiego. To jednak nie miało wpływać dostatecznie na przełamanie jej bierności, a choć napływ tych nowych pierwiastków był bardzo cenny, nie było to zjawisko wystarczające samo w sobie do
przebudowania życia polskiego w typ życia nowoczesnego(104). Mamy więc tu do czynienia z negatywną oceną roli warstwy inteligenckiej dla rozwoju gospodarczego, ekonomicznego i społecznego kraju. Dodajmy, iż rolą będącą zgodnie z ową myślą przedłużeniem roli wypełnianej przez szlachtę.

Również w tym względzie Stachniuk okazał się kontynuatorem Dmowskiego, w zasadzie bowiem podzielił i rozwinął tu jego poglądy. Uważał on, iż po 1926 r. to inteligencja i rekrutowana z niej biurokracja kreowała – jak to nazwał – „system nadkonsumpcji”, polegający na zaspokajaniu zbyt wysoko i sztucznie rozbudzonych potrzeb, przy jednoczesnej nieumiejętności wytwarzania wartości do tego niezbędnych. System ów wcześniej będąc udziałem szlachty, spowodował upadek ekonomiczny, a w efekcie polityczny Polski. Określił to mianem „recydywy saskiej”, ale uważał jednocześnie, iż błędem jest snucie analogii wobec szlachty, gdyż tendencja do tworzenia owego „systemu nadkonsumpcji” jest bezpośrednim wynikiem polskiej ideologii grupy(105). Wydaje się więc, iż tutaj Stoigniew odpowiada nam na wyżej postawione pytanie o pochodzenie owych zbyt wysokich potrzeb u inteligencji. W myśl jego poglądów więc, nie były by one ani efektem edukacji, ani dziedziczenia cech psychicznych szlachty, ale wyrazicielem, choć najpełniejszym przywar całego społeczeństwa.

Historiozofia Stachniuka jako kontynuacja i rozwinięcie koncepcji Dmowskiego

Zarówno więc Jan Stachniuk, jak jego poprzednik Roman Dmowski dostrzegali brak rozwoju ekonomicznego Polski, szczególnie w porównaniu z państwami cywilizacji zachodniej. Byli też nieprzejednanymi krytykami biernych postaw społecznych Polaków i nieumiejętności – jak twierdzili – ich odnalezienia się w warunkach kapitalizmu i konkurencji narodów i państw. Różnica między ich poglądami w tym względzie polegała na odmiennym umiejscawianiu negatywnych czynników na mapie społeczeństwa polskiego, przy silnie zbliżonym nakreśleniu i wskazaniu samej natury tychże czynników. Jak zostało powiedziane we wstępie, Stachniuk przejął od Dmowskiego zarys myśli i spostrzeżeń, po czym rozwinął je i skorygował według przyjętego przez siebie klucza.

Krzysztof Kawalec zauważył, iż powszechną w nurcie narodowym, szczególnie wśród tzw. młodych, była pesymistyczna ocena możliwości rozwojowych narodu polskiego, ze względu na słabą jakość jednostki naród ten tworzącej. W tym kontekście najdalej posuniętymi ocenami były te ferowane przez Jana Stachniuka i środowisko Zadrugi. Kawalec przyznał więc jednocześnie, iż owe najmocniejsze spostrzeżenia pojawiały się poza samym obozem endecji(106). Zastanowić by się jednak należało, czy to nie ów właśnie pesymizm był najbardziej konsekwentnym rozwinięciem myśli Dmowskiego. jeżeli bowiem ten wskazywał jako przyczynę złą strukturę społeczną i dalece niekorzystne rozłożenie aktywności politycznej i gospodarczej wśród warstw, to już Stachniuk winił, jak to zwał „ideomatrycę”, kształtującą bierne postawy całego społeczeństwa, a nie wyłącznie poszczególnych warstw.

Dodajmy, iż teza o ocenach ferowanych przez Stachniuka jako najbardziej konsekwentnym rozwinięciu myśli Dmowskiego, byłaby zgodna z tym, co zauważył Bolesław Grott – iż wczesna ideologia narodowa w skutek zespolenia „nacjonalizmu z elementami myśli katolickiej” uległa metamorfozie, której skutkami była zmiana w znacznej części treści ideowej i zatracenie dawniejszej konsekwencji(107). Ukazując podejście Zadrugi, a więc Stachniuka, do kwestii narodu, wspomniany autor konkluduje, iż zdają się one wskazywać na bardziej konsekwentny charakter jej nacjonalizmu w porównaniu z „oenerowcami” czy tzw. młodymi endekami(108). W dalszej części wydaje się jednak twierdzić, iż jest to jedynie ułuda, gdyż trudno za nacjonalistyczny uznać ruch, który krytykuje niemal całą polską tradycję, a także naród z jego specyficznymi cechami psychicznymi, odrzucając element wspólnoty duchowej i historycznie ukształtowanej polskości(109). Nieco inaczej sprawę tę widzi Jarosław Tomasiewicz. Pisze on, iż Stachniuk co prawda traktował naród jako zbiorowość stanowiącą najkorzystniejszą płaszczyznę dla realizacji postulatu „kultury heroicznej” – niejako więc, zdawać by się mogło, instrumentalnie – ale nie ma podstaw do podejrzewania go o nieszczerość w płomiennie głoszonym patriotyzmie. To właśnie ów patriotyzm miał być źródłem idei zrywu cywilizacyjnego(110). Kiedy indziej zaś Tomasiewicz przyznaje otwarcie, iż Grott miał rację twierdząc, iż „ostentacyjny nacjonalizm Zadrugi miał w dużej mierze koniunkturalny charakter”(111).

Skonstatować należy, iż Stachniuk postulował nie tyle przebudowę ustroju społeczno-gospodarczego, ile przemianę mentalności, czyli charakteru narodowego Polaków(112). Nie będziemy tutaj skupiać się nad wizją nacjonalizmu, propozycji korekty, zmian i rozwoju – nasz wywód bowiem dotyczy negatywnych aspektów myśli ideologów nacjonalistycznych, a więc krytyki warunków zastanych, nie zaś
postulatów pozytywnych. Ograniczymy więc tylko do stwierdzenia, iż Stachniuk zdawał się przewidywać nadejście tzw. cywilizacji trzeciej fali, jak nazwaliby to Alvin i Heidi Tofflerowie(113), czyli społeczeństwa gospodarki opartej na innowacyjności i wiedzy. Miało być to gospodarstwo zorganizowane wg zasad „zadrugizmu”, w którym o potędze narodu nie będą liczyć się zdobyte kolonie jako podstawa potęgi
handlowej, ale wynalazczość. Tutaj więc „środek ciężkości przenosi się do życia duchowego masy narodu”, co miało skutkować eksplozją pomysłów i zapału twórczego, a więc tak upragnionej aktywizacji społecznej. Wzrost wydajności miał poskutkować wzmożoną kapitalizacją, co z kolei podniosłoby stopę życiową najszerszych mas, czyli przezwyciężyłoby „balast naszych bezdziejów”. Charakterystycznym dla
siebie językiem Stachniuk uznaje, iż wzrost świadomości spowodowany podniesieniem poziomu życia „niezliczone miliony naszych chłopów przemieni w dziej owo czujących ludzi”, a dopiero wówczas można będzie mówić o „nabraniu pełnego rozmachu twórczego”(114). Innymi słowy, rozbudzenie świadomości mas ludowych spowodować miało nabranie rozmachu odrodzenia narodowego. To zaś wydaje się myślą bardzo podobną do poglądów twórcy endecji.

Aby osiągnąć tak zaplanowany cel, Stachniuk musiał uderzyć w samo źródło zastoju, za które uważał Kościół katolicki i samo chrześcijaństwo. Nie musiał tego robić Dmowski, który miał nadzieję zrobić z Kościoła instytucję narodową i wykorzystywać go tam, gdzie było to korzystne dla narodu a zwalczać, gdyby okazało się, iż stał się on źródłem obcych wpływów. Stachniuk poszedł więc krok dalej.


Przypisy:

67) Idem , Myśli…, s. 42-43.

(68) Ibidem, s. 78. .

(69) Idem , Potrzeba organizacji (przemówienie z 1926), [w:] idem , Wybór pism , wybór, wstęp i oprać. R. Wapiński, Warszawa 1990, s. 271.

  1. J. Stachniuk , Zagadnienie…, s. 65.

(71) Ibidem, s. 65.

(72) Ibidem, s. 82.

(73) Idem , Myśli…, s. 45, 52.

(74) Ibidem, s. 27-28.

(75) J. Stachniuk , Dzieje…, s. 52.

(76) R. Dmowski, Myśli…, s. 32-35.

(77) Ibidem, s. 36-40

(78) R. Dmowski, Polityka…, t. 1, s. 41-42.

(79) N. Bończa -Tomaszewski, Demokratyczna geneza nacjonalizmu, Warszawa 2001, s. 73.

(80) J. L. Popławski, Demokratyzacja zasad, „Prawda” 1886, nr 42-43.

(81) R. Dmowski, Myśli…, s. 42.

(82)J. Stachniuk, Dzieje…, s. 29. Na marginesie powiedzmy, iż uważał to za zasadę uniwersalną, co kojarzy się z uwagą Alexisa de Tocqueville’a odnoszącą się do warunków klimatycznych i przyrodniczych, jako prowokujących rozwój cywilizacyjny, przy czym łagodność klimatu i łatwa dostępność pożywienia nie sprzyja wytężonej uprawie, czyli pracy cywilizacyjnej – zob.: A. de Tocqueville , O demokracji w Ameryce, tłum. B. Janicka , M. Król, Kraków 1996, t. 1, s. 24.

(83) J. Stachniuk , Mit…, s. 11.

(84) Ibidem, s. 11.

(85) J. Stachniuk , D zieje…, s. 186-189,274

(86) Ibidem, s. 43. Ciekawe, iż również tu przychodzi na myśl zależność stwierdzona przez de Tocqueville’a, jednak należałoby zwrócić uwagę na współgranie pierwiastka klimatycznego z faktem zasiedlania Ameryki Południowej przez ludność pochodzącą z katolickich państw europejskich, co dla Stachniuka byłoby wystarczającą przyczyną, choć można pokusić się o uwagę, iż kraje te również należą do najcieplejszych na starym kontynencie.

(87) Ibidem, s. 43.

(88) Ibidem, s. 230-236, 289.

(89) Ibidem, s. 156.

(90)Ibidem, s. 242-243.

(91)R. Dmowski, Myśli…, s. 84; Idem , Polityka…, t. 2, s. 190.

(92)Idem , Myśli…, s. 49-50.

(93) Idem , Świat…, s. 63.

(94) Idem , Polityka…, t. 1, s. 63, 259.

(95) J. Stachniu k , Dzieje…, s. 238.

(96) Ibidem, s. 289-295.

(97) Ibidem, s. 310-311.

(98) Ibidem, s. 304-306.

(99) Idem , Heroiczna wspólnota narodu, wydruk komputerowy, wyd. Toporzeł, s. 35.

(100) Ibidem, s. 37.

(101) Idem , Dzieje,.., s. 283.

(102) R. Dmowsk i, Świat…, s. 163.

(103) Ibidem, s. 56-57,62-66.

(104) Ibidem, s. 42.

(105 )J. Stachniuk ,Dzieje…, s. 335

(106) K. Kawalec , Narodowa Demokracja wobec faszyzm u 1922-1939, Warszawa 1989, s. 69-73.

(107) B. Grott, Nacjonalizm chrześcijański, Krzeszowice 1999, s. 8.

(108) Idem , Myśl społeczna neopogańskiej Zadrugi i je j religijne aspekty, „Zeszyty Naukowe UJ. Studia Religiologica” 1989, z. 21, s. 52.

(109) Ibidem, s. 53-54

(110) J. Tomasiewicz , Religia, naród i państwo w neopogańskiejfilozofii Jana Stachniuka, „Trygław” 1997, nr 1, s. 9.

(111) Idem , Jan Stachniuk – nazista, czy „narodowy bolszewik”?, [w:] idem , Między faszyzm em a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery, Pyskowice 2000, s. 20.

(112) B. Grott, M yśl…, s. 60.

(113 )A. Toffler, Trzecia fala, Warszawa 1986.

(114) J. Stachniuk , Mit…, s. 42.

Autor: Igor D. Górewicz

za: OD INDYFERENTYZMU DO NEOPOGAŃSTWA. OCENY „WARUNKÓW ZASTANYCH” W POLSCE PRZEZ ROM ANA DMOWSKIEGO I JANA STACHNIUKA W ŚWIETLE ICH STOSUNKU D O RELIGII KATOLICKIEJ

w: „Państwo i Społeczeństwo” 2008 r. nr.4 ( VIII)

Idź do oryginalnego materiału