Od najmłodszego w historii po ikonę polskiego hokeja. W piątek Podhale podziękuje Marcinowi Koluszowi za piękną karierę

podhaleregion.pl 1 godzina temu

W piątek, przy okazji ligowego spotkania Podhala Nowy Targ z STS Sanok, nowotarski klub oficjalnie pożegna Marcina Kolusza. Jednego z najbardziej utytułowanych wychowanków „Szarotek”, byłego kapitana reprezentacji Polski, pięciokrotnego mistrza kraju i hokeistę, który w swojej karierze został wybrany w drafcie NHL.

Kolusz zakończył zawodniczą karierę już kilka miesięcy temu. Teraz przyjdzie czas na symboliczne podziękowanie ze strony klubu, w którym wszystko się zaczęło. I w jego przypadku nie jest to tylko dobrze brzmiące określenie.

Marcin wychowywał się niespełna sto metrów od nowotarskiego lodowiska. Hokej był więc obecny w jego życiu adekwatnie od najmłodszych lat. Grał także jego starszy brat Wojtek, ale gwałtownie okazało się, iż to młodszy z braci dysponuje zdecydowanie większym talentem i może zajść naprawdę daleko.

Kiedy 17 września 2000 roku pojawił się na lodzie w meczu Podhala Nowy Targ z GKS Katowice, miał zaledwie 15 lat, 7 miesięcy i 30 dni. Został najmłodszym zawodnikiem w historii „Szarotek”, który zadebiutował w ekstraklasie.

Trudno było wtedy przypuszczać, iż właśnie zaczyna się jedna z najbardziej niezwykłych karier polskiego hokeja XXI wieku.

Minęło ponad ćwierć wieku. Był draft NHL, Kanada, Czechy, Słowacja i Finlandia. Było pięć mistrzostw Polski, setki ligowych spotkań i ponad 200 występów z orłem na piersi. Była opaska kapitana reprezentacji Polski. Były też kolejne powroty do miejsca, od którego wszystko się zaczęło.

Kolusz bardzo gwałtownie przestał być tylko kolejnym utalentowanym wychowankiem nowotarskiego hokeja. Już jako nastolatek grał z seniorami, a jego występy w reprezentacjach młodzieżowych sprawiły, iż nazwisko młodego Polaka zaczęło pojawiać się w notesach zagranicznych skautów.

Przełom nastąpił w 2003 roku. Podczas draftu NHL Minnesota Wild wybrała 18-letniego wówczas zawodnika Podhala z numerem 157. Kolusz był pierwszym hokeistą wybranym do NHL bezpośrednio z polskiej ligi. Niedługo później ruszył za ocean.

Sezon 2003/04 spędził w Vancouver Giants w Western Hockey League – jednej z najmocniejszych juniorskich lig świata. Rozegrał 64 mecze sezonu zasadniczego, zdobywając 6 bramek i notując 12 asyst.

Droga do NHL ostatecznie się nie otworzyła, ale jak na polskiego zawodnika początku XXI wieku sam fakt znalezienia się tak blisko największej hokejowej ligi świata był wydarzeniem wyjątkowym.

Po powrocie z Kanady Kolusz ponownie pojawił się w Podhalu, ale jego ambicje sięgały dalej. Grał w czeskim Oceláři Třinec, występował również na zapleczu czeskiej ekstraligi, a później przeniósł się na Słowację do HK Poprad.

W kolejnych latach jego kariera wielokrotnie prowadziła jednak z powrotem do Polski i do Nowego Targu. I właśnie w barwach Podhala przeżył jeden z najbardziej pamiętnych momentów swojej klubowej kariery.

Sezon 2009/2010 zakończył się dla Podhala mistrzostwem Polski. Zanim jednak „Szarotki” mogły walczyć o złoto z Cracovią, musiały przebrnąć przez niezwykle trudny półfinał z GKS Tychy.

O awansie decydował mecz w Nowym Targu i właśnie wtedy Podhale postawiło kropkę nad „i” w sposób, którego mało kto się spodziewał. „Szarotki” rozbiły GKS Tychy 6:0, a bohaterem spotkania został Marcin Kolusz.

Zdobył trzy bramki. To on otworzył wynik spotkania i to on zamknął go trafieniem na 6:0. Hat-trick wychowanka Podhala przypieczętował awans do finału, a kilkanaście dni później nowotarżanie świętowali mistrzostwo Polski.

Później w jego karierze pojawił się także Sanok. w okresie 2011/12 Kolusz pomógł tamtejszej drużynie zdobyć pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. To jeden z wielu ważnych przystanków w jego sportowym życiorysie, dlatego także rywal piątkowego spotkania nie jest w tej historii całkowicie przypadkowy.

Po Sanoku przyszły kolejne kluby i kolejne medale. KTH Krynica, GKS Tychy, ponownie Podhale, GKS Katowice, JKH GKS Jastrzębie, Unia Oświęcim.

Największe sukcesy klubowe Kolusz odnosił w różnych miejscach, ale wspólny mianownik pozostawał ten sam – przez ponad dwie dekady należał do czołowych polskich hokeistów.

Łącznie pięciokrotnie został mistrzem Polski. Zdobył 11 medali krajowego czempionatu, cztery Puchary Polski i dwa Superpuchary. W polskich rozgrywkach ligowych uzbierał 783 spotkania, 212 bramek i 394 asysty.

Co charakterystyczne dla jego kariery, z biegiem lat potrafił też całkowicie zmienić swoją rolę na lodzie. Przez większość kariery kojarzony był z ofensywą, ale później z powodzeniem został przesunięty do obrony. Niewielu zawodników potrafiło na najwyższym krajowym poziomie funkcjonować tak dobrze po obu stronach lodowiska.

Kiedy wydawało się, iż po trzydziestce jego zagraniczne rozdziały są już zamknięte, Kolusz zrobił coś jeszcze.

W 2020 roku podpisał kontrakt z Vaasan Sport i zadebiutował w fińskiej Liidze. Miał wtedy 35 lat. Został drugim Polakiem w historii, po Mariuszu Czerkawskim, który zagrał na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Finlandii.

Później występował jeszcze w słowackiej Dukli Michalovce, z którą zdobył brązowy medal mistrzostw kraju.

Klubowe sukcesy są jednak tylko częścią historii Kolusza. Drugą jest reprezentacja Polski.

210 meczów. 48 bramek. 16 turniejów mistrzostw świata. Pod względem liczby występów w reprezentacji zajmuje trzecie miejsce w historii polskiego hokeja. Przez wiele lat był jej kapitanem. Przeszedł z kadrą drogę od kolejnych prób wydostania się z niższych dywizji aż do momentu, na który polski hokej czekał ponad dwie dekady.

W 2024 roku, mając 39 lat, wystąpił na mistrzostwach świata Elity. Polska wróciła wówczas do grona najlepszych reprezentacji świata po 22 latach przerwy.

Dla zawodnika, który reprezentacyjną drogę zaczynał jeszcze na początku wieku, była to symboliczna klamra.

W historii jego kariery zmieniały się miasta, kluby, trenerzy, pozycje na lodzie i reprezentacyjne pokolenia. Ale Nowy Targ zawsze pozostawał punktem odniesienia.

Tutaj się wychował. Tutaj, mieszkając adekwatnie tuż obok lodowiska, zakochał się w hokeju. Tutaj jako 15-latek po raz pierwszy wyszedł na ekstraligowy lód. Tutaj strzelał ważne gole, zdobywał mistrzostwo Polski i wielokrotnie wracał, mimo iż jego sportowa droga prowadziła go przez Kanadę, Czechy, Słowację, Finlandię i największe polskie kluby.

W piątek na lodowisku pojawi się ponownie, ale już nie po to, by walczyć o ligowe punkty. Tym razem stanie przed nowotarską publicznością jako zawodnik, któremu macierzysty klub chce oficjalnie podziękować za całą karierę.

Za ponad ćwierć wieku gry. Za mistrzostwa i medale. Za ponad 200 spotkań w reprezentacji Polski. Za lata z opaską kapitana. Za draft NHL, zagraniczne ligi i kolejne powroty do Nowego Targu.

Przed kibicami stanie już nie 15-letni chłopak mieszkający sto metrów od hali i marzący o wielkim hokeju, ale jeden z najbardziej utytułowanych wychowanków Podhala ostatnich dekad.

Kapitan reprezentacji. Pięciokrotny mistrz Polski. Hokeista draftowany do NHL. Marcin Kolusz.

W piątek jego macierzysty klub oficjalnie zamknie pewien rozdział historii, która rozpoczęła się na tym samym lodzie 26 lat wcześniej.

Idź do oryginalnego materiału