Odra wraca do gry po reprezentacyjnej przerwie. Opolan stać na więcej

1 godzina temu

Odra Opole po reprezentacyjnej przerwie wraca niedzielnym starciem u siebie z Miedzią Legnica. Aktualnie jest na półmetku rundy jesiennej (mają za sobą dziewięć z 18 kolejek zaplanowanych na ten okres). To także dobry czas na pierwsze podsumowania. I nie ma co ukrywać: szału nie ma!

Dość wymiernie świadczą o tym liczby. Przede wszystkim ugrali tylko dziewięć „oczek” na dziewięć podejść, co przecież daje średnią punkt na spotkanie. Przy czym zanotowali tylko dwie wygrane i ponieśli aż cztery porażki. Jeszcze gorzej jest ze zdobywaniem bramek. Strzelili ich tylko siedem, zatem 0,78 na mecz. To statystyki minimalnie gorsze niż na tym samym etapie w poprzednim sezonie.

Nic więc dziwnego, iż zajmują dopiero 15. miejsce (tak jak wtedy) czyli nieco ponad strefą spadkową. Choć tylko nieco, bo pierwsze „pod kreską” Polonia Bytom i Stal Mielec mają tyle samo punktów, ale gorszy bilans bramkowy… za to dwa razy więcej strzelonych goli.

Ofensywa do poprawki

I właśnie tu jest chyba znowu największy problem niebiesko-czerwonych. Znowu, bo poprzednie sezony, choć pod wodzą innych szkoleniowców, były podobne. Na ten moment pod tym kątem Opolanie są najgorsi w lidze!

Paradoksalnie (także po raz kolejny) niemalże na drugim biegunie prezentują się w defensywie. Dali się zwieść tylko dziewięć razy. Lepiej w tym aspekcie prezentują się jedynie trzy zespoły, w tym lider. Do tego tylko raz pozwolili rywalom zdobyć więcej niż jednego gola.

Szukając pozytywów, nie możemy również nie napisać, iż strata do upragnionego miejsca barażowego wynosi w tej chwili pięć punktów. Nie jest więc tak, iż sytuacja wymknęła się spod kontroli i trzeba się skupić na utrzymaniu. Problem w tym, iż przy takiej skuteczności każda stracona bramka zaczyna mieć podwójne znaczenie.

Jakby nie było dobra organizacja defensywna na kilka się zdaje, jeżeli drużyna nie potrafi odpowiedzieć własnym trafieniem. Wymowny jest w tym bilans gier, w których Odra pierwsza traciła bramkę. Przegrała wszystkie takie cztery ligowe mecze, z czego trzy po 0:1. To pokazuje, iż problem dotyczy również sposobu reagowania na niekorzystny wynik.

To zresztą bardzo powtarzalny schemat. Podopieczni Łukasza Tomczyka „są w meczu”, mają swoje momenty, czasami przejmują inicjatywę, ale często czegoś brakuje z przodu. W efekcie jeden błąd, jedna pojedyncza akcja rywala często wystarczają, by zabrać im punkty.

Brakuje reakcji

Dobrze było to widać w ostatnim spotkaniu przed przerwą dla reprezentacji. W Niecieczy gospodarze trafili już w ósmej minucie, a później nasi piłkarze próbowali odrobić straty. Mieli przewagę, sytuację, ale wymiernych efektów z tego nie było.

Po meczu szkoleniowiec Opolan tłumaczył, iż „akcje są, te piłki spadają, tylko trzeba to skończyć. My nie kończymy”. I trudno się z tym nie zgodzić. Niemniej po dziewięciu kolejkach problem wydaje się jednak nieco szerszy niż tylko wykończenie.

Jeżeli drużyna w tylu grach strzela tylko siedem goli (z czego jeden samobójczy), nasuwa się pytanie nie tylko o to, dlaczego nie wykorzystują sytuacji, ale również o ich jakość. Zawodowy piłkarz – a w szczególności napastnik – musi skorzystać z okazji, gdy już ją ma. Ale wszyscy powinni dążyć zarówno do tego, by stwarzać ich jak najwięcej, jak i żeby łatwiej je było sfinalizować.

Na razie trudno mówić o jednym, powtarzalnym mechanizmie ofensywnym. Z ledwie siedmiu ligowych bramek tylko dwie padły w sposób, który można uznać za wynikające z podobnego schematu, a autorem obu był Michał Feliks. W meczu z Wartą Poznań w polu karnym odegrał mu (po wcześniejszym długim podaniu) Patryk Szysz. Ze Stalą Mielec podobną rolę odegrał Mateusz Spychała. Ewentualnie możemy jeszcze porównać trafienia z pojedynków z Podbeskidziem Bielsko-Biała i z Poznaniakami. W nich ważne rolę odegrało wejście wahadłowych, ale z „Góralami” piłkę do siatki posłał Feliks, a z Wartą… jej obrońca. Zresztą przy okazji ekipy z Wielkopolski w kontekście ofensywy Odry istotny jest fakt, iż był to jedyny rywal w lidze, któremu strzeliła więcej niż jednego gola, ale wśród tych trzech był „samobój”.

To wszystko w jakiś sposób doskwiera tym bardziej, iż początek sezonu dawał podstawy do ostrożnego optymizmu. Po czterech spotkaniach Opolanie mieli sześć „oczek” i pięć trafień, piastując ósmą lokatę. Można było wtedy mieć nadzieje, iż zaczną nabierać rozpędu.

Później przyszła jednak seria meczów bez zwycięstwa. Trzy punkty i dwa gole w pięciu podejściach to już coś więcej niż chwilowy brak szczęścia. Samo zaangażowanie i walka do ostatniego gwizdka nie wystarczą, jeżeli nie ma konkretnych sposobów na sforsowanie defensywy przeciwnika.

Ten zespół stać na więcej

Nie należy jednak patrzeć na zespół ze Stolicy Polskiej Piosenki wyłącznie przez pryzmat tabeli i siedmiu goli. Ten zespół już pokazał, iż ma potencjał. Najlepszym przykładem są triumfy w „derbach rzek” z Wartą i Wisłą. One też pokazują, iż obecna pozycja w stawce nie oddaje w pełni możliwości naszej drużyny. Problemem jest powtarzalność. Potrafi zagrać na poziomie, którego można od niej oczekiwać, ale nie umie jeszcze regularnie przekładać tego na punkty. A w lidze ma to spore znaczenie.

Trzeba przy tym pamiętać o jednym ważnym fakcie. Latem Odra przeszła ogromną przebudowę. Drużynę opuściło 14 piłkarzy, a niemalże tyle samo się w niej pojawiło. Zespół zatem trzeba było budować niemal od początku. Trudno więc oczekiwać, iż wszystkie mechanizmy zaczną działać od razu.

To argument, który należy brać pod uwagę. Niemniej nie może być wymówką dla wszystkiego. Tym bardziej, iż większość zespołów z drugiego szczebla obrała podobny kierunek. Aczkolwiek skoro defensywa potrafi już funkcjonować na przyzwoitym poziomie, to czemu nie ofensywa. Tak czy inaczej Odra nie potrzebuje kolejnej rewolucji, tylko poprawy konkretnego elementu. Stąd m.in. zakontraktowanie doświadczonego pomocnika Michała Nalepy, który ostatnie lata spędził na tureckich boiskach.

Teraz trudno oczekiwać, iż po trzech tygodniach zespół wróci na boisko całkowicie odmieniony. Powinny być jednak zauważalne kolejne efekty pracy. Przede wszystkim więcej sytuacji wysokiej jakości i większa różnorodność w ofensywie. jeżeli trener podkreśla, iż „akcje są”, kolejnym zadaniem powinno być ich wykańczanie w sposób bardziej powtarzalny. I przewidywalny, ale dla własnych zawodników, nie dla rywali.

Do baraży o awans brakuje przecież tylko pięciu punktów. Ale żeby zacząć się przesuwać w górę, niebiesko-czerwoni muszą przede wszystkim zacząć strzelać bramki. A do końca roku na boiskach zostało jeszcze sporo meczów…

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału