Ogromne straty po mrozach w regionie. Sadownicy apelują o pomoc

1 godzina temu
Zdjęcie: Ogromne straty po mrozach w regionie. Sadownicy apelują o pomoc


Kolejną noc sadownicy z powiatów kraśnickiego i opolskiego walczyli o swoje plantacje, próbując ochronić je przed mrozem. W wielu miejscach to jednak nie pomogło. Wśród rolników pojawiają się apele o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, a Lubelska Izba Rolnicza postuluje o zmiany systemowe dotyczące ubezpieczeń.

– Tak złej sytuacji jeszcze nie było – widać to na plantacjach – przyznają sadownicy, pokazując, jak wyglądają zawiązki owoców. – Kwiat, który jest nierozwinięty, czarny. Na antonówce. Jeszcze stara. Powinna być silna. Proszę, czarny. Po prostu nie był to przymrozek, tylko mróz. I ten mróz schodził z góry. Przy przymrozku jest wyparowanie ciepłego powietrza od dołu i na dole się robi przymrozek. A to było z góry, tzw. suchy mróz. Sytuacja wygląda w tym momencie tragicznie. Nie mówimy tu o przymrozkach, tylko o mrozie. To są anomalia pogodowe, które dotychczas nie występowały. Były do tej pory różne sytuacje, iż plony były zdziesiątkowane, ale teraz te plony są zniszczone w 100%. Tu nie ma już żadnego ratunku. U mnie również jest 100% strat. Praktycznie nie zostało nic. Dla mnie jest to jedyne, podstawowe źródło utrzymania. Podstawowy dochód.

Jakie plantacje ucierpiały?

– Niestety wszystkie – mówią sadownicy. – I jabłonie, i śliwy, wiśnie. Wszystko. Wczoraj jeszcze próbowaliśmy w nocy ratować. Ale niestety całą noc mroziło. Temperatura spadła choćby do minus 8. Ratowałem zadymianiem, stosowaniem chemii czy odżywek według zaleceń doradców. Ale za duże były mrozy, żeby to uratować. My paliliśmy ogniska i stawialiśmy piecyki sadownicze. Spełzło to na niczym. Starania były, chęci były. Efektu zero.

– Straty są w niektórych przypadkach w sadach, w owocach jagodowych choćby do 100% – podkreśla Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej. – To jest przerażające, bo rolnicy zostaną pozbawieni plonów. To jest jedno. A drugie, muszą wykonywać zabiegi pielęgnacyjne do samej jesieni, żeby te plantacje nie były zniszczone przez choroby i szkodniki. Lubelska Izba Rolnicza adekwatnie jak co roku, już od trzech lat i wcześniej w 2017-18 roku, jak wystąpiły klęski żywiołowe, bo to tak trzeba nazwać, mamy niezmiennie adekwatnie postulaty, żeby dobrze, szybko, sprawnie oszacować straty, jakie wystąpiły w konkretnym gospodarstwie. Druga sprawa to jest, żeby rząd zabezpieczył pieniądze, częściowo i w Unii Europejskiej, na odszkodowania. Kolejna kwestia to, aby zmienić system ubezpieczeń, a więc wprowadzić ubezpieczenia obowiązkowe dla wszystkich upraw i dla wszystkich wyrządzanych szkód.

– Kwestia ubezpieczeń. Sadownicy chcą, ale nie mogą. Niestety, mamy związane ręce – mówią sadownicy. – Bo o ile byłaby taka możliwość, to myślę, iż większość sadowników by ubezpieczyła. Po prostu jest zbyt wysokie ryzyko wystąpienia tych anomalii pogodowych i firmy najzwyczajniej nam odmawiają. Żeby te ubezpieczenia były obowiązkowe. Może to w jakiś sposób by zabezpieczyło tych rolników, bo trzeba w dalszym ciągu prowadzić jakąś egzystencję, trzeba żyć, utrzymywać rodziny, a budżet się kończy. Przez całą noc telefony od kolegów sadowników, co dalej będzie, jak dalej będzie, pieniądze się kończą, kredyty są.

– Województwo lubelskie od wielu lat wnioskuje, żeby weszły te obowiązkowe ubezpieczenia, ale inne województwa się nie godzą i kolejni ministrowie mówią, iż oni by chcieli to wprowadzić, ale musi być powszechna zgoda wszystkich wojewódzkich izb rolniczych i w ogóle społeczeństwa – mówi Gustaw Jędrejek. – Bo to by obciążyło każdego rolnika w każdej uprawie, ale te koszty by się zmniejszyły. Wtedy objęte wszystkie uprawy byłyby objęte ubezpieczeniami. To by dało gwarancję, iż rolnicy nie zostaną w takiej sytuacji jak dzisiaj, pozbawieni odszkodowań.

– Jakie są straty, dowiemy się z czasem – mówi wicewojewoda lubelski Andrzej Maj. – Uruchomimy całą procedurę szacowania strat. Wtedy będziemy też mogli określić, jaka jest skala. Na pewno duża, dlatego iż odbieram wiele telefonów od rolników, od sadowników, iż są załamani tą sytuacją. Na pewno też będzie pomoc. Dzisiaj rozmawiałem o tym z ministrem. Jest pewna rezerwa w ministerstwie związana z takimi sytuacjami i będziemy na pewno walczyć o duże pieniądze w Brukseli. o ile chodzi o straty, to nie ucierpiała tylko i wyłącznie Lubelszczyzna, ale ucierpiał też rejon Grójca, gdzie też jest bardzo duże zagłębie, szczególnie o ile chodzi o sady jabłkowe. Wspólnie wszyscy rolnicy, politycy stajemy na czele tego pochodu, żeby ściągnąć jak najwięcej pieniędzy i uratować naszych sadowników, tę produkcję, którą jeszcze mamy. Rzeczywiście po tych trzech latach sytuacja jest bardzo trudna.

W ubiegłym roku Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wypłaciła plantatorom z Lubelszczyzny 83 miliony złotych za straty przymrozkowe.

ŁuG / opr. WM

Fot. Łukasz Grabczak

Idź do oryginalnego materiału