Ulica Grójecka na warszawskiej Ochocie żyła swoim rytmem – ktoś wracał z obiadu u rodziny, ktoś inny spieszył się do pracy, jeszcze ktoś zapatrzony w okno tramwaju próbował złapać chwilę oddechu przed kolejnym tygodniem. Nic nie zapowiadało dramatu w niedzielne popołudnie, który w jednej chwili zatrzymał czas dla kilkudziesięciu osób.
Było kilka minut po godzinie 15:00, gdy w jednym z wagonów miejskiego tramwaju pasażerowie dostrzegli, iż siedzący nieopodal mężczyzna nie daje oznak życia. Najpierw niepewność. Potem strach. Wreszcie szybka reakcja – informacja przekazana motorniczemu, nerwowe spojrzenia, próby oceny sytuacji.
Tramwaj zatrzymał się na najbliższym przystanku. Zwykła podróż zamieniła się w dramatyczną walkę o ludzkie życie. Ktoś próbował pomóc, ktoś inny usuwał się na bok, robiąc miejsce dla ratowników. W powietrzu unosiło się napięcie, które trudno opisać słowami – cisza przerywana szeptami i przyspieszonym oddechem.
Na miejsce błyskawicznie dotarł zespół ratownictwa medycznego. Rozpoczęła się reanimacja. Przez długie minuty ratownicy robili wszystko, by przywrócić mężczyznę do życia. W takich chwilach każdy uścisk klatki piersiowej, każdy impuls defibrylatora to nadzieja. Niestety, tym razem medycyna okazała się bezsilna. Lekarz mógł już tylko stwierdzić zgon.
Zmarłym był 48-letni mężczyzna, najprawdopodobniej obywatel Ukrainy. Dla współpasażerów był anonimową twarzą z tramwaju. Dla kogoś – ojcem, synem, bratem, przyjacielem.
Śledczy na miejscu
Przez kolejne godziny tramwaj stał się miejscem pracy policjantów. Funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji zabezpieczali ślady i ustalali okoliczności zdarzenia. Wstępne czynności wykluczyły udział osób trzecich. Nic nie wskazuje na to, by do śmierci mężczyzny przyczynił się ktokolwiek inny.
Dla pasażerów był to jednak dzień, który trudno będzie wymazać z pamięci. Bo choć w wielkim mieście śmierć często pozostaje bezimienna, tym razem przyszła nagle, w samym środku codzienności – między jednym a drugim przystankiem.
Warszawa jeszcze tego samego popołudnia wróciła do swojego tempa. Tramwaje znów ruszyły ulicą Grójecką. Ale dla jednego człowieka ta podróż okazała się ostatnią.
Fot. Marek Śliwiński
- Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. jeżeli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
- Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
- Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas interesujący temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!














