OSTRÓDA. Były wspomnienia, sportowe emocje, spotkania po latach i przede wszystkim ludzie, którzy przez dekady tworzyli ostródzkie judo. W piątek w hali OCSiR wielka rodzina Shizoku Ostróda świętowała dwa wyjątkowe jubileusze – 50-lecie judo w Ostródzie oraz 30-lecie działalności klubu Shizoku Ostróda.
Przez 30 lat w klubie Shizoku trenowało wielu mieszkańców Ostródy i okolic / Fot. Mariusz GardeckiShizoku w wolnym tłumaczeniu znaczy rodzina. Trudno o lepsze słowo, które opisałoby atmosferę piątkowego spotkania. Bo historia ostródzkiego judo to nie tylko medale, zawody i kolejne roczniki zawodników. To przede wszystkim ludzie. Trenerzy, zawodnicy, rodzice, działacze i wszyscy ci, którzy przez lata dokładali swoją cegiełkę do budowania jednego z ważniejszych sportowych środowisk w Ostródzie.
A wszystko zaczęło się pół wieku temu.
Początek historii
Włodzimierz Narewski to dla ostródzkiego judo postać szczególna. Można powiedzieć więcej – to jego żywa legenda. To właśnie dzięki niemu w 1976 roku młodzi mieszkańcy Ostródy po raz pierwszy mogli spróbować swoich sił w judo.
Narewski był wówczas jeszcze zawodnikiem olsztyńskiego klubu, ale już wtedy wiedział, iż judo może znaleźć swoje miejsce również w Ostródzie. Zaczął organizować zajęcia i pokazywać młodym ludziom sport walki, który wymagał nie tylko siły, ale także charakteru, dyscypliny i szacunku do rywala.
Symboliczne podziękowania od klub dla ludzi wspierających klub – od lewej Tomasz Bednarski i Dariusz Olejniczak / Fot. Mariusz GardeckiNa pełne, systematyczne szkolenie dzieci, młodzieży, a z czasem także dorosłych trzeba było jednak poczekać do 1996 roku. I był to moment wyjątkowy również z innego powodu.
Polskie judo było wtedy na fali.
Nastula, Legień i sportowy boom
Rok 1996 zapisał się w historii polskiego sportu złotymi zgłoskami. W Atlancie po olimpijskie złoto sięgnął Paweł Nastula. Wcześniej dwa razy mistrzem olimpijskim zostawał Waldemar Legień.
Judo miało swoich bohaterów, których znała cała Polska. Młodzi ludzie chcieli ich naśladować, a sale treningowe zaczynały przyciągać kolejnych adeptów tej wymagającej dyscypliny.
Bez wsparcia przychylnych ludzi trudno prowadzić działalność sportową / Fot. Mariusz GardeckiW Ostródzie ten moment znakomicie wykorzystał trener Narewski.
Rozpoczęło się regularne szkolenie, a kolejne roczniki młodych judoków poznawały tajniki sportu, w którym nie wszystko można było wypracować samą siłą. Liczyły się technika, szybkość, koncentracja, charakter i umiejętność podniesienia się po porażce.
Ostróda gwałtownie zaczęła wyrastać na jeden z silniejszych ośrodków judo na Warmii i Mazurach. Z czasem stała się także miejscem rozpoznawalnym na krajowej mapie tej dyscypliny.
Wielkie nazwiska w małej Ostródzie
Były wspomnienia i pamiątkowe medale dla osób związanych z judo / Fot. Mariusz GardeckiDo Ostródy przyjeżdżali wielcy polskiego judo. Wśród gości byli między innymi Paweł Nastula oraz Aneta Szczepańska, olimpijska medalistka.
Dla młodych zawodników spotkanie z idolami musiało być czymś wyjątkowym. Wielkie nazwiska z telewizji nagle pojawiały się na wyciągnięcie ręki – w mieście, w którym ich własna sportowa droga dopiero się zaczynała.
To także pokazuje, jaką drogę przeszło ostródzkie judo. Od pierwszych zajęć organizowanych przez młodego wówczas zawodnika i trenera, przez małe sale treningowe, aż po klub, który przez lata wychowywał kolejne pokolenia zawodników.
Medale nie zawsze rodzą się w wielkich halach
Historia Shizoku ma jeszcze jeden istotny element. Przez lata ostródzcy judocy trenowali w różnych, często niewielkich salkach.
Nie było wielkich warunków. Nie było luksusowej infrastruktury. Była za to mata, grupa młodych ludzi i trener, który wiedział, iż z takich warunków również można zbudować coś wielkiego.
I właśnie to jest jedna z najcenniejszych lekcji, jakie płyną z historii ostródzkiego judo.
Sportowy sukces nie zawsze zaczyna się w wielkiej hali. Czasami zaczyna się w małej salce, od kilku osób, od pierwszego treningu i od człowieka, który potrafi zarazić innych swoją pasją.W Ostródzie takim człowiekiem przez dekady był Włodzimierz Narewski.
50 lat historii, 30 lat Shizoku
Piątkowy jubileusz był więc czymś więcej niż oficjalną uroczystością. Był spotkaniem pokoleń. Tych, którzy stawiali pierwsze kroki na macie, tych, którzy później zdobywali medale, i tych, którzy dziś kontynuują tę historię.
Był okolicznościowy tort, dziękujemy trenerze za lata pracy / Fot. Mariusz Gardecki50 lat judo w Ostródzie i 30 lat działalności Shizoku to dziesiątki roczników, setki zawodników, tysiące treningów, wyjazdów na zawody, zwycięstw, porażek, łez, uśmiechów i sportowych przyjaźni.
Bo właśnie z takich chwil składa się sport.
A kiedy po latach byli zawodnicy spotykają się ponownie, wspominają pierwsze rzuty, pierwsze zawody i pierwsze medale, okazuje się, iż najważniejszy wynik nie zawsze można znaleźć w tabeli.
Czasami jest nim rodzina, którą udało się stworzyć wokół sportu.
Shizoku znaczy rodzina. I w piątek ta rodzina miała swoje wielkie święto
Wielu gości pojawiło się na połączonych jubileuszach / Fot. Mariusz GardeckiZa te 50 lat judo w Ostródzie i trzy dekady Shizoku należą się ogromne podziękowania wszystkim, którzy tworzyli i tworzą ten klub. A szczególne słowa uznania kierujemy do Włodzimierza Narewskiego – za lata poświęcenia, cierpliwość i przede wszystkim wielkie serce wkładane w szkolenie kolejnych pokoleń Ostródzian.
Niech kolejne roczniki młodych judoków dopisują następne rozdziały tej historii.
Najlepiej – oczywiście – na macie.
















