Paweł Bochniewicz: Presja to przywilej. Każdy pracuje po to, by w takich meczach występować

roosevelta81.pl 14 godzin temu

Górnik Zabrze zremisował 1:1 z Legią Warszawa w meczu 28. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Zaraz po zakończeniu spotkania przy Łazienkowskiej z dziennikarzami rozmawiał bohater tego meczu - Paweł Bochniewicz.

Taki mecz słodko-gorzki, ale dla ciebie chyba słodki, bo bramka w 96. minucie i tam chyba duże emocje były po tym golu?

​- Tak szczerze o tej euforii to muszę ją zobaczyć, bo choćby jej nie pamiętam. Wszystkie emocje, które miałem w sobie, gdzieś tam eksplodowały. Na pewno to jedna z lepszych chwil w mojej karierze, szczerze powiedziawszy. W dziewięćdziesiątej minucie na Łazienkowskiej nie strzela się kilka razy w życiu. Prawdopodobnie to pierwszy i ostatni raz. Mam nadzieję, iż nie, ale jest to bardzo prawdopodobne. Ogólnie mecz był chyba nudnawy, do pierwszego błędu, do karnego "z czapy" czy stałego fragmentu. Ani my, ani oni za bardzo nie kreowaliśmy sytuacji. Było może po jednej, dwie z każdej strony. Mecz ogólnie bardzo średni.

Takiego meczu się spodziewaliście? Legia miała jeden celny strzał z karnego, a Górnik pierwszy celny strzał w doliczonym czasie gry Michała, a później Twój. Nie wyglądało to za dobrze, spodziewaliście się tego?

- ​Chcieliśmy na pewno dominować i wyjść wyższym pressingiem, zdominować Legię tutaj, bo wiemy, iż oni mają dużą presję na sobie, więc fajnie jest to wykorzystać. Ale czasami trzeba się dostosować do tego, co się dzieje na boisku. My się do tego dostosowaliśmy i wyszło z tego to, iż mecz był średni moim zdaniem z obu stron. Nic specjalnego się nie działo, co pokazują właśnie te strzały. Legia miała jeszcze jeden strzał zablokowany - to był mój wyblok. My też za bardzo nie mieliśmy sytuacji. Ciężko mi sobie od razu wszystko przypomnieć tak na świeżo po meczu, ale nie był to wielki spektakl z dużymi emocjami. Raczej taki "mecz jak mecz".

Czy Legia was nie zabiegała? Nie mieliście dużo miejsca przy rozgrywaniu od tyłu, większość piłek szła górą. Czy was tym nie zaskoczyli?

- ​Myślę, iż jedna i druga drużyna nie grały jakiegoś super futbolu. Ani oni, ani my w rozegraniu nie byliśmy efektywni. Tak naprawdę i my, i oni, jeżeli graliśmy, to graliśmy raczej wszerz niż podania progresywne łamiące linie. To było takie granie od jednego do drugiego bez konkretów z obu stron. Czy nas zabiegała? Nie wiem. Myślę, iż to był po prostu wyrównany mecz o średniej jakości.

Jak tobie się grało? Początek to chyba dwie niepewne straty, ale z każdą minutą wyglądało to lepiej?

- ​Czułem się dobrze. Mam teraz tak, iż nie myślę o tym, co było. Chcę zrobić jak najlepiej następną akcję i zapominam o błędach. Skupiam się na każdej kolejnej akcji, a błędy będę analizował później. Czułem się dobrze. Nie grałem sporo czasu, więc pewnie będzie to wyglądało coraz lepiej, ale nie był to mój tragiczny mecz. Nie był ani najlepszy, ani najgorszy. Po prostu niezły mecz z bardzo dobrym akcentem na sam koniec.

Pamiętasz, kiedy ostatni raz strzeliłeś bramkę w barwach Górnika?

​- Ostatnią bramkę... w pucharze z Jagiellonią? Nie.. później... tuż przed transferem... ze Stalą Mielec na wyjeździe? Dwa mecze później wygraliśmy tutaj na Łazienkowskiej. Tak, to było dawno temu, początek 2020 roku. Drugą kolejkę ze Stalą Mielec pamiętam, teraz sobie przypominam.

Na ile jeszcze bramek Pawła Bochniewicza możemy liczyć? Trochę brakowało bramek ze stałych fragmentów.

- ​Trener pokazuje nam statystyki. Pod względem bramek z gry jesteśmy bardzo wysoko, ale z rzutów wolnych czy rożnych jesteśmy chyba jedną z najgorszych drużyn w lidze. Na pewno nam tego brakuje. Fajnie, iż dzisiaj się udało. Pracujemy nad tym na treningach i to jest owoc tej pracy. W takich meczach jak dzisiaj, które nie są wykwintne piłkarsko i nikt nie kreuje wielu sytuacji, stałe fragmenty właśnie robią różnicę. Dzisiaj mamy dzięki temu jeden punkt więcej.

Przechodząc do Górnika, spodziewałeś się, iż w tym sezonie zagrasz w finale Pucharu Polski i będziesz w walce o tytuł?

- ​Przyszedłem z myślą, żeby być częścią progresu klubu, który widać gołym okiem. Jako piłkarz widzę go od środka, kibice też widzą to w wynikach. Czy się spodziewałem, iż od razu będziemy grać na Narodowym i strzelę w dziewięćdziesiątej minucie na Łazienkowskiej? Oczywiście, iż nie. Ale marzenia są i fajnie je spełniać. Wygrana na Narodowym to jedno z takich marzeń, bo tego sukcesu w Zabrzu brakuje. Myślę, iż Zabrze będzie "pijane" przez długie tygodnie, jeżeli przywieziemy ten puchar. Zrobimy wszystko, żeby tak się stało.

Co zrobić, żeby teraz "głowa nie odleciała"? Przed wami siedem finałów - sześć meczów ligowych i ten na Narodowym. Jak wytrzymać tę presję?

- ​W jakim sensie "odleciała"? Żeby wytrzymać presję? Ja wychodzę z założenia, iż presja to przywilej. To, iż dzisiaj mogłem grać na Łazienkowskiej przy pełnym stadionie, gdzie cię wyzywają - dla mnie to jest spoko. To jest to, po co się gra w piłkę. Na pewno łatwiej jest, gdy ma się zawodników, którzy już grali w finałach, ale każdy pracuje po to, by w takich meczach występować. Nie boję się, iż ktoś nie udźwignie presji. Każdy będzie gotowy, każdy walczy o skład. Rywalizacja w drużynie powoduje, iż każdy musi być na 100%. To jest bardzo pozytywne.

Źródło: Roosevelta81.pl / Czwarta Trybuna Podcast
Wideo: Czwarta Trybuna Podcast (YT)
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału