Po 2,5 roku walki z nowotworem zmarł Tomek Smektała. "Ty nie przegrałeś, Ty wygrałeś, bo walczyłeś do końca"

2 godzin temu

Ból poczuł po raz pierwszy w górach...

Tomasz Smektała walczył z nowotworem złośliwym o nieznanym punkcie wyjścia z otrzewnej z przerzutami.

Przez prawie 2,5 roku szukał pomocy w Polsce, Izraelu, a po zaostrzeniu się sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie także w Szwajcarii i w Niemczech - od grudnia ubiegłego roku mieszkaniec Kłody przechodził leczenie komórkami dendrytycznymi, która to terapia ta wykorzystuje komórki pacjenta do stymulowania odpowiedzi immunologicznej i atakowania komórek nowotworowych. O

- Ta walka trwa już trzeci rok. I nie zamierzamy się poddać - mówił podsumowując kolejny rok walki z chorobą cały czas pełen nadziei Tomek Smektała.

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU POD GRAFIKĄ - KLIKNIJ, żeby PRZECZYTAĆ REPORTAŻ

https://gostynska.pl/wiadomosci/podsumowal-kolejny-rok-walki-z-rakiem-w-pewnym-momencie-nie-mogl-nawet-chodzic/SBbkaaP1vcGF4ga3osDh

Nierozerwalnie związał się z mieszkańcami każdej wsi i każdego miasta tej ziemi

Los Tomka, który choć nie mieszkał tutaj już od wielu lat, ale cały czas był emocjonalnie związany z tymi terenami stał się szczególnie bliski mieszkańcom powiatu gostyńskiego.

Niezliczone festyny, jarmarki, zbiórki odzeiży i kiermasze ciast, dożynki, morsowania - Tomek wykorzystywał każdą okazję, aby walczyć z chorobą. Dosłownie pukał do każdych drzwi.

Robił to aż do ostatnich swoich chwil i za każdym razem z całego serca dziękował za pomoc, wsparcie, dobre słowa i okazaną życzliwość.

W związku ze śmiercią ojca, męża, syna i brata na oficjalnym koncie facebookowym bardzo wzruszający wpis umieściła żona Tomka, Justyna.

"Żegnaj mój waleczny rycerzu…"

2,5 roku temu powiedziałeś:

„Nie dam mu się.”

I naprawdę się nie dałeś.

Walczyłeś jak prawdziwy rycerz – z ogromną siłą, uporem i wiarą. Dla mnie zawsze będziesz zwycięzcą, bo nie poddałeś się ani na chwilę. Każdego dnia pokazywałeś, iż warto walczyć o życie, o nadzieję i o każdy kolejny dzień.

Nasza droga była długa i bardzo trudna. Szukałeś pomocy wszędzie. Czytałeś, szukałeś, pytałeś… Czasem byłam zła, iż tyle godzin spędzasz w internecie szukając informacji o chorobie. Dziś wiem, iż to była Twoja walka i Twoja nadzieja.

To dzięki Twojej determinacji trafiliśmy na leczenie w Izraelu, w Niemczech, w Szwajcarii. Leczyłeś się we Wrocławiu, w Szczecinie, byliśmy w Warszawie. Pukałeś do każdych drzwi i nigdy się nie poddałeś.

Dlatego wiem jedno – Ty nie przegrałeś.

Ty wygrałeś, bo walczyłeś do końca. Stałeś się dla wielu ludzi przykładem, iż choćby w najtrudniejszej chwili nie wolno się poddawać.

Widzisz teraz z góry, jak wielu ludzi nam pomogło. Ile serc było z nami w tej walce. Nigdy im tego nie zapomnę. Za każdą modlitwę, za każdą złotówkę, za każde dobre słowo.

Choć spotkała nas wielka niesprawiedliwość…

Choć Twoje leczenie nie było refundowane…

Choć przy zbiórce pojawiały się też przykre słowa i wymyślone historie…

Ty zawsze szedłeś naprzód.

A ja szłam obok Ciebie. Każdego dnia.

Mój Tomciu…

Byłeś najdzielniejszym człowiekiem, jakiego znałam.

Najlepszym mężem i najpiękniejszą częścią mojego życia.

Dziękuję Ci za każdy dzień, za Twoją miłość i za to, iż nauczyłeś mnie, czym jest prawdziwa walka.

Żegnaj mój rycerzu…

Idź do oryginalnego materiału