Tomasz Łacny i Tomasz Okos należą do zaledwie siedmiu aktywnych polskich par sędziowskich z międzynarodową licencją. Co więcej, tworzą duet od samego początku swojej przygody z gwizdkiem. Razem przeszli drogę od młodzieżowej piłki manualnej – jeszcze jako zawodnicy Gwardii Opole – aż do europejskich parkietów w roli arbitrów. Nam opowiadają, jak wygląda świat po drugiej stronie boiska.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatneNiedawno Europejska Federacja Piłki manualnej wyróżniła ich podczas kursu certyfikacyjnego dla arbitrów i kandydatów EHF, zorganizowanego przy okazji turniejów M20 EHF Championship 2026 w kosowskiej Prisztinie. Zaliczyli wymagane testy, a następnie potwierdzili swoje kompetencje w praktyce.
– To dla nas ogromne wyróżnienie i docenienie wielu lat pracy. Nie zamierzamy jednak spoczywać na laurach. W przyszłości chcielibyśmy prowadzić także te najważniejsze mecze – podkreśla Tomasz Okos.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos – początki z gwizdkiem
Droga do sędziowania zaczęła się niepozornie. Obaj długo grali w piłkę ręczną, pochodzą z Groszowic, są z tego samego rocznika i znają się jeszcze z podstawówki. Pomysł na kurs sędziowski pojawił się przy okazji — ojciec Tomasza Okosa, również arbiter, zapytał syna, czy nie chciałby spróbować. Spróbowali. Przez dwa lata łączyli grę z sędziowaniem, aż studia ograniczyły czas na treningi.
– Chciałem zostać przy piłce manualnej, ale na możliwie wysokim poziomie. Sędziowanie otwierało tę drogę. Na granie brakowało czasu, ale pasja została, a ambicje były duże – wspomina Łacny. Obaj śmieją się jednak, iż na początku motywacja była bardziej przyziemna.
– Gdy w wieku 16–17 lat dostawaliśmy 50 zł za mecz, a to były wtedy niezłe pieniądze, nie trzeba nas było długo namawiać – dodaje z uśmiechem Okos. – Z czasem pojawiały się ciekawsze spotkania, lepsi zawodnicy, kolejne szczeble rozgrywek i większe wyzwania.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatneZ poziomu okręgowego gwałtownie awansowali na ogólnopolski, a później — praktycznie rok po roku — pięli się wyżej. Paradoksalnie o jakości pracy sędziego świadczy to, jak mało mówi się o nim po meczu.
– jeżeli po spotkaniu na Facebooku jest 50 komentarzy, a ani jednego o sędziach, to znaczy, iż wykonaliśmy dobrą robotę – obrazowo tłumaczy Okos.
Dziś rzadko zaglądają do internetowych opinii. Ważniejsza jest dla nich ocena delegatów i innych arbitrów analizujących spotkania. W piłce manualnej ogromną rolę odgrywa interpretacja.
Im mniej o nich słychać, tym lepiej
– Każdy może widzieć coś innego. Gdy mecz kończy się jedną czy dwiema bramkami, jedna decyzja uznana przez kogoś za błędną może wywołać frustrację – zauważa Łacny. – Kibic przed telewizorem ma komfort powtórek. My musimy podjąć decyzję w ułamku sekundy, bez luksusu kilku ujęć.
Piłka ręczna jest niezwykle szybka. W jednej chwili trzeba ocenić kontakt zawodników, zachowanie obrońcy, pozycję piłki, ruch gracza bez niej i sytuację kilka metrów dalej. Do tego dochodzą coraz lepsze transmisje.
– Technologia poszła naprzód. Mecz się jeszcze nie skończy, a wiele decyzji jest już obejrzanych kilka razy. Kibic widzi sytuację z różnych perspektyw, my musimy reagować natychmiast – mówi Okos.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatneDlatego tak ważna jest nie tylko znajomość przepisów, ale też umiejętność „czytania” gry. Opolanie nie przygotowują list zawodników do szczególnej obserwacji, ale oglądają dużo piłki manualnej i wiedzą, gdzie może być trudno.
– Jest cwaniactwo u zawodników, więc musi być i u sędziów. Nie chodzi o uprzedzenia, tylko o wiedzę, która pomaga szybciej zorientować się, co dzieje się na boisku – tłumaczy Łacny.https://opolska360.pl/wp-content/uploads/2026/08/30089-512×342.jpg
Granica między twardą grą a brutalnością
Nie chcą zabijać widowiska gwizdkiem. Pozwalają na twardą, męską grę, ale problem zaczyna się wtedy, gdy przeradza się ona w brutalność.
– Jedna niezauważona sytuacja może zmienić przebieg meczu i go zepsuć. Trzeba pilnować, by zawodnicy nie przesuwali granicy coraz dalej – podkreśla Łacny.
Arbitrzy muszą też reagować na eskalację emocji. Czasem wystarczy uśmiech lub żart, czasem „męskie słowo”, a innym razem zdecydowane upomnienie.
– Zachowania kończące się czerwoną kartką są zwykle ostatnim etapem eskalacji. Wcześniej pojawia się frustracja, gesty, machanie rękami, odepchnięcie po rzucie. jeżeli nie zareagujemy w porę, zawodnik będzie przesuwał granicę – tłumaczy Okos.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatneDobrym przykładem jest ochrona bramkarzy. Dawniej zdarzało się, iż zawodnicy celowo rzucali im piłką w twarz, by ich zastraszyć. Dziś przepisy są znacznie bardziej restrykcyjne, szczególnie wobec ataków ręką czy łokciem w okolice głowy — to już nie walka o piłkę, ale zagrożenie zdrowia.
Co ciekawe, najwyższy poziom rozgrywek nie zawsze oznacza najtrudniejsze mecze.
– W lidze zawodowej dochodzą emocje, pełne hale i presja. Z drugiej strony zawodnicy lepiej rozumieją reguły gry i jest więcej wzajemnego szacunku – przyznaje Okos.
– Mają kontrakty, dbają o zdrowie, wiedzą, iż pewne zachowania mogą oznaczać sankcje. Czasem mecz Superligi jest prostszy do prowadzenia niż spotkanie pierwszej czy drugiej ligi, gdzie poziom techniczny jest znacznie niższy – dodaje Łacny.
VAR potrzebny?
Wraz z rozwojem technologii coraz częściej pojawia się pytanie, czy piłka ręczna powinna szerzej korzystać z systemów wideo. w tej chwili funkcjonuje Video Replay, czyli możliwość obejrzenia przez sędziów powtórki wybranych sytuacji, jednak zakres tego narzędzia pozostaje ograniczony.
– W piłce nożnej sędziowie mają cały zespół ludzi obsługujących VAR, który na bieżąco podpowiada, co można sprawdzić. My tego nie mamy – tłumaczy Łacny.
Arbitrzy mogą analizować jedynie określone zdarzenia, m.in. te związane z czerwoną kartką czy nieprawidłową zmianą. Nie da się po prostu przewinąć akcji i ocenić każdego rzutu karnego, faulu czy kroków. Wyjątek stanowią końcówki meczów, gdy decyzja może bezpośrednio wpłynąć na wynik. Obaj sędziowie dostrzegają korzyści z szerszego wykorzystania technologii, ale widzą również jej ograniczenia.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatne– Byłoby to interesujące i pomocne, ale bardzo mocno wydłużałoby mecze. W piłce nożnej czasem trwa to długo, a co dopiero w piłce manualnej? – zauważa Łacny. Dodaje, iż bardziej realne byłoby rozszerzenie obecnego systemu. – Fajnie, gdyby można było, przynajmniej w Superlidze, sprawdzać najważniejsze, stykowe sytuacje. Nie chodzi o analizowanie każdego faulu, ale o możliwość upewnienia się w kluczowych momentach, iż decyzja była adekwatna – podkreśla.
Problemem pozostają również koszty. Rozbudowany system powtórek wymaga kamer, infrastruktury i ludzi do obsługi. Na dziś technologia ma przede wszystkim wspierać sędziów, a nie zatrzymywać grę.
– Wszystkie nowe przepisy mają na celu przyspieszenie dyscypliny. Pojawiają się kolejne zalecenia, wytyczne i szkolenia, by jak najrzadziej przerywać mecz – mówi Okos.
Być może więc przyszłością nie będzie pełny VAR znany z futbolu, ale rozsądnie wykorzystywany Video Replay: dostępny w najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych sytuacjach, ale bez zamieniania piłki manualnej w sport pełen przestojów.
Trzeba zarządzać ludźmi
Sędziowie muszą panować nie tylko nad przepisami, ale także nad emocjami ludzi wokół. Trenerzy próbują wywierać presję, zawodnicy czasem chcą wymusić decyzję, a kibice reagują impulsywnie. Okos zwraca uwagę na coraz częstsze próby symulowania.
– Podoba mi się, iż karane są zachowania typu Hollywood, czyli wymuszenia, lekkie pchnięcia kończące się teatralnym upadkiem. W piłce manualnej przez lata tego nie było. Gdy zaczęło się pojawiać, gwałtownie zostało ukrócone – mówi.

Mimo napięcia sędziowie częściej spotykają się z pozytywnymi reakcjami niż z wrogością. Zdarza się, iż zawodnik po meczu podejdzie i podziękuje, choćby jeżeli wcześniej został ukarany.
– Dla mnie dużym wyróżnieniem jest właśnie taka sytuacja. To pokazuje, iż potrafi oddzielić emocje z boiska od tego, co dzieje się po meczu. Tym bardziej iż w większości przypadków za kilka tygodni znów się spotkamy – podkreśla Okos.
– To, co dzieje się na boisku, zostaje na boisku. Fajnie, jeżeli po meczu wszyscy podamy sobie rękę – dodaje Łacny.
Najpierw „święta wojna”
Międzynarodowy status brzmi prestiżowo, ale nie oznacza, iż można żyć wyłącznie z „gwizdka”. Okos jest lekarzem i odbywa specjalizację z kardiologii w opolskim USK. Łacny pracuje w pielęgniarstwie, a wraz z żoną prowadzi prywatną firmę. Sędziowanie pozostaje więc wymagającym dodatkiem do codziennego życia. Dochodzą podróże, przekładanie dyżurów, rodzinne uroczystości i obowiązki prywatne.
– Walentynki i Dzień Kobiet w Płocku, Wielka Sobota w Ostrowie – wylicza z uśmiechem Okos.
Ich żony musiały zaakceptować, iż czasem z dnia na dzień pojawia się nominacja i trzeba zmienić plany. Paradoksalnie właśnie połączenie kilku światów pozwala im zachować równowagę.
Tomasz Łacny i Tomasz Okos. Fot. Archiwum prywatne– Dobrze mieć różne drogi, żeby nie skupiać się tylko na jednej rzeczy. Wychodzimy z pracy i mamy boisko, a z boiska wracamy do pracy. Dzięki temu mamy świeży powiew z innej dziedziny. To daje czystą głowę – uważa Łacny.
– Będąc na meczu piłki manualnej, nie da się myśleć o niczym innym. To wymaga stuprocentowego skupienia – zaznacza Okos.
Europejskie i światowe cele są oczywiste: Liga Mistrzów, mundial, EURO i najważniejsze mecze reprezentacyjne. Ale wszystko po kolei.
– Najpierw chcielibyśmy sędziować „świętą wojnę”, czyli spotkania drużyn z Kielc i Płocka – przyznaje Okos, a jego kolega się z tym zgadza.
– Poza Polską nasza przygoda dopiero się zaczyna. Zobaczymy, co nas czeka. Czas pokaże, ale wierzymy w siebie – dodaje Łacny.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

1 godzina temu


![Podlasie przegrało w "Supermeczu" [GALERIA ZDJĘĆ]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-podlasie-przegralo-w-supermeczu-galeria-zdjec-1787466815.jpg)




![Była 82. minuta. Przebłysk Messiego za oceanem [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a8a97dc56c7d4_59792642.jpg)






