Po raz czwarty! Polska mistrzem VNL. Finał, który przejdzie do historii

wschodni24.pl 2 godzin temu

Spotkanie reprezentacji Polski z USA, prowadzoną przez legendarnego Karcha Kiraly’ego, było prawdziwą ucztą dla koneserów siatkówki. Trudno o większą postać w historii tej dyscypliny. Trzykrotny mistrz olimpijski – dwukrotnie w hali i raz w siatkówce plażowej – dziś prowadzi reprezentację Stanów Zjednoczonych. Już sam pojedynek dwóch wybitnych szkoleniowców: Nikoli Grbicia i Karcha Kiraly’ego zapowiadał widowisko najwyższej klasy.

I taki właśnie był finał Ligi Narodów.

Było w nim wszystko, czego można oczekiwać od meczu o złoto. Fenomenalne obrony, atomowe ataki, asy serwisowe, spektakularne „monster blocki”, mistrzowskie rozegrania i nieustanna walka o każdy punkt. Lina zwycięstwa przeciągana była raz na stronę Polski, raz na stronę Amerykanów.

Gdy USA objęły prowadzenie 2:1 w setach, wydawało się, iż są już o krok od triumfu. Wtedy Nikola Grbić zdecydował się na ruch, którego mało kto się spodziewał.

Zdjął z boiska Bartłomieja Bołądzia. Trudno powiedzieć, iż atakujący grał źle, ale selekcjoner uznał, iż zespół potrzebuje lepszego przyjęcia. Na parkiecie pojawił się Wilfredo Leon, nominalny przyjmujący. Stanął jako czwarty zawodnik w linii przyjęcia i… wszystko zaczęło się zmieniać.

Polska zaczęła przyjmować znacznie dokładniej. Marcin Komenda mógł wreszcie nie tylko ratować piłki wysokimi wystawami, ale prowadzić grę tak, jak lubi najbardziej – szybko, kombinacyjnie i z wykorzystaniem całej siatki. Z każdą akcją przewaga Amerykanów topniała. Po ogromnej walce Biało-Czerwoni doprowadzili do tie-breaka.

A piąty set?

To był pokaz siatkarskiej dojrzałości.

Polacy ustawiali blok niemal perfekcyjnie. Czytali rozegranie rywali, zamykali kierunki ataku i całkowicie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ostatnie akcje były już demonstracją siły mistrzów.

Trudno było nie wrócić myślami do legendarnej drużyny Huberta Jerzego Wagnera. Tamta reprezentacja słynęła z tego, iż kiedy rywale w piątych setach opadali z sił, Polacy dopiero wchodzili na najwyższy poziom. Dokładnie tak było również tym razem.

Na szczególne wyróżnienie zasługują środkowi, którzy byli niezwykle skuteczni zarówno w ataku, jak i w bloku. Tomasz Fornal rozegrał natomiast swój najlepszy mecz podczas całego turnieju, będąc jednym z liderów zespołu w najważniejszych momentach finału.

Teraz przed reprezentacją jeszcze Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, a później najważniejsze wyzwanie sezonu – mistrzostwa Europy. Ich stawka będzie ogromna, bo tylko zdobycie złotego medalu da bezpośredni awans na igrzyska olimpijskie.

Patrząc jednak na to, co dziś pokazali podopieczni Nikoli Grbicia, można odnieść wrażenie, iż ta drużyna dopiero się rozpędza. A kiedy gra o najwyższą stawkę, potrafi wspiąć się na poziom dostępny tylko dla prawdziwych mistrzów.

Idź do oryginalnego materiału