Polska wygrała. A ty co zobaczyłeś?

wschodni24.pl 1 godzina temu

Nie tylko dla akademików

Polska wygrała. A ty co zobaczyłeś?

„Nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.”

Lubię tę myśl.

Kiedyś wrzuciłem ją choćby na swój profil, na tle spokojnego zachodu słońca nad jeziorem. Wtedy była po prostu jedną z tych sentencji, które zatrzymują człowieka na kilka sekund.

Dzisiaj wróciła do mnie ze zdwojoną siłą.

Bo Polska została mistrzem Europy w siatkówce.

Złoty medal. Zwycięstwo. Radość. Sukces reprezentacji.

Wydawałoby się, iż trudno o prostszą sytuację.

Wygraliśmy.

Kropka.

A jednak wystarczy wejść do internetu, żeby przekonać się, iż choćby kropkę potrafimy zamienić w wielokropek.

Bo jeden zobaczy wielki sukces.

Drugi napisze, iż przeciwnik był słaby.

Trzeci, iż mieliśmy łatwą drabinkę.

Czwarty przypomni przegranego seta albo słabszy mecz.

Piąty znajdzie zawodnika, który jego zdaniem grał za mało.

Szósty będzie miał pretensje do trenera.

A siódmy prawdopodobnie poinformuje wszystkich, iż w ogóle nie ogląda siatkówki.

I wtedy przypomniała mi się ta maksyma.

Może rzeczywiście nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi sami jesteśmy.

I chyba wcale nie chodzi tylko o sport.

Bo życie codziennie pokazuje nam dokładnie ten sam obraz, a każdy widzi na nim coś innego.

Pada deszcz.

Rolnik może zobaczyć ratunek.

Turysta – zmarnowany urlop.

Dziecko – kałużę.

Kierowca – korki.

Ten sam deszcz.

Cztery zupełnie różne światy.

Mecz też każdy ogląda trochę inny

To fascynujące.

Na boisku stoi dwunastu zawodników. Jest jedna piłka, jeden wynik i te same kamery transmitujące spotkanie dla wszystkich.

A po meczu okazuje się, iż oglądaliśmy zupełnie różne mecze.

Kibic widział walkę.

Trener zobaczy ustawienie bloku.

Statystyk skuteczność w ataku.

Dziennikarz historię do opowiedzenia.

A człowiek, który od początku czekał na porażkę, prawdopodobnie znajdzie dowód, iż zwycięstwo adekwatnie niczego nie znaczy.

Bo bardzo często nie szukamy prawdy. Szukamy potwierdzenia tego, co już wcześniej postanowiliśmy myśleć.

I tu zaczyna się znacznie ciekawsza rozmowa niż ta o siatkówce.

Z ludźmi robimy dokładnie to samo

Spotykamy człowieka.

Jeden powie:

– Pewny siebie.

Drugi:

– Zarozumiały.

Ktoś zobaczy człowieka oszczędnego.

Ktoś inny skąpca.

Dla jednego ktoś będzie spontaniczny.

Dla drugiego nieodpowiedzialny.

Uparty czy konsekwentny?

Ostrożny czy tchórzliwy?

Ambitny czy pazerny?

Bezpośredni czy bezczelny?

To często nie są opisy ludzi.

To są nasze interpretacje ludzi.

A różnica jest ogromna.

Internet zrobił z nas sędziów

Najbardziej widać to chyba właśnie tutaj.

Ktoś wrzuca zdjęcie z wakacji.

„Chwali się”.

Nie wrzuca zdjęć.

„Pewnie coś ukrywa”.

Pracuje dużo.

„Karierowicz”.

Zwalnia tempo.

„Nic mu się nie chce”.

Odniósł sukces.

„Miał znajomości”.

Nie odniósł sukcesu.

„Nieudacznik”.

Pomaga innym.

„Robi to pod publikę”.

Nie mówi o pomaganiu.

„A co on adekwatnie zrobił dla innych?”

Czasem odnoszę wrażenie, iż człowiek nie ma szans.

Cokolwiek zrobi, ktoś dopisze do tego własną historię.

Tylko iż ta historia bardzo często mówi więcej o autorze komentarza niż o człowieku, którego komentuje.

Może dlatego tak trudno cieszyć się cudzym sukcesem

Wróćmy do sportu.

Polacy wygrywają mistrzostwo Europy.

Można powiedzieć:

Brawo.

Tylko tyle.

Nie trzeba dodawać „ale”.

Nie trzeba natychmiast przypominać, kto nie zagrał.

Nie trzeba udowadniać, iż kiedyś reprezentacja była lepsza.

Nie trzeba pomniejszać przeciwnika, żeby przypadkiem zwycięstwo nie wyglądało zbyt okazale.

Można przez chwilę zwyczajnie się cieszyć.

To zresztą dotyczy nie tylko reprezentacji.

Kolega kupił dom?

Super.

Znajoma dostała awans?

Brawo.

Ktoś schudł dwadzieścia kilogramów?

Świetnie.

Ktoś stworzył firmę?

Powodzenia.

Ktoś spełnił swoje marzenie?

Ciesz się razem z nim.

A jeżeli pierwszą myślą jest:

„Ciekawe, skąd miał pieniądze…”

„Pewnie ktoś mu pomógł…”

„Zobaczymy, jak długo…”

…to może warto przez chwilę nie analizować jego.

Może warto przyjrzeć się sobie.

Bo oczy widzą. Ale interpretuje głowa

To chyba najważniejsze.

Widzimy świat przez filtr własnych doświadczeń.

Przez sukcesy.

Porażki.

Kompleksy.

Lęki.

Zazdrość.

Miłość.

Rozczarowania.

Jeżeli ktoś wiele razy został oszukany, będzie ostrożniej podchodził do ludzi.

Jeżeli doświadczył dobra, być może łatwiej będzie mu uwierzyć w dobre intencje.

Jeżeli sam jest szczęśliwy, cudze szczęście rzadziej będzie go drażnić.

Dlatego dwóch ludzi może patrzeć na dokładnie tę samą sytuację i widzieć coś zupełnie innego.

I żaden ekran 4K tego nie naprawi.

Jest jeszcze jedna rzecz

To działa również w drugą stronę.

Czasem wydaje nam się, iż wszyscy nas oceniają.

Że ktoś dziwnie spojrzał.

Że nie odpisał, więc na pewno ma do nas pretensje.

Że nie polubił zdjęcia.

Że powiedział coś specjalnie.

I budujemy w głowie całe historie.

Tymczasem człowiek mógł mieć zwyczajnie fatalny dzień.

Nie każda cisza jest odrzuceniem.

Nie każde spojrzenie jest oceną.

Nie każdy komentarz ma drugie dno.

Czasem to my je dopisujemy.

Polska została mistrzem Europy

I właśnie dlatego ten sportowy sukces jest dla mnie dzisiaj ciekawym eksperymentem.

Spójrzmy na niego.

Co widzimy?

Radość?

Dumę?

Piękny sport?

Drużynę?

A może pierwszą rzeczą, której szukamy, jest coś, do czego można się przyczepić?

Nie odpowiadajcie mi.

Odpowiedzcie sobie.

Bo być może odpowiedź kilka powie o polskiej reprezentacji.

Za to całkiem sporo powie o nas.

I może właśnie na tym polega największa sztuka życia.

Nie na tym, żeby zawsze patrzeć na świat przez różowe okulary.

Nie chodzi o udawanie, iż wszystko jest piękne.

Chodzi o świadomość, iż okulary w ogóle mamy.

Że własne doświadczenia, emocje i uprzedzenia potrafią zmienić obraz, który widzimy.

Czasami warto więc zdjąć je na chwilę.

I spojrzeć jeszcze raz.

A dzisiaj?

Dzisiaj naprawdę nie zamierzam komplikować obrazu.

Polska została mistrzem Europy.

Widzę złoto.

Widzę drużynę.

Widzę ludzi, którzy wykonali kawał świetnej roboty.

I widzę powód, żeby się cieszyć.

Bez żadnego „ale”.

Brawo, Panowie.

A jutro znowu możemy się pięknie różnić.

Zielony Trener
„Nie tylko dla akademików”

Idź do oryginalnego materiału